Piękna Polska

Piotr Legutko

|

GN 29/2017

dodane 20.07.2017 00:00

Wyruszamy w podróż szlakiem dawnej Rzeczpospolitej, ojczyzny Polaków i Żydów.

Tykocin – przed wojną miasto zamieszkane przez Polaków i Żydów. Dziś turystyczna atrakcja Podlasia z wyremontowaną synagogą, wciąż zamieszkanymi, uroczymi domkami pamiętającymi przedwojennych mieszkańców czy znanym z filmu „U Pana Boga w ogródku” kościołem Świętej Trójcy. Tykocin – przed wojną miasto zamieszkane przez Polaków i Żydów. Dziś turystyczna atrakcja Podlasia z wyremontowaną synagogą, wciąż zamieszkanymi, uroczymi domkami pamiętającymi przedwojennych mieszkańców czy znanym z filmu „U Pana Boga w ogródku” kościołem Świętej Trójcy.
Jerzy Ochoński /PAP

Mamy poważny problem związany z panującymi na Zachodzie fałszywymi mitami i stereotypami na temat polskiej historii, głównie dotyczącymi II wojny światowej. Jak im przeciwdziałać? Polityka i dyplomacja nie wystarczą. Marcin Czapliński, społecznik i miłośnik historii, robi to na co dzień. Jego wpisy i akcje śledzi w internecie tysiące ludzi. Ich autor podróżuje śladami polskich bohaterów, pokazuje nieznane miejsca, rozmawia z ciekawymi ludźmi, dokumentując (także po angielsku) to, co zobaczył. Na swoje wyprawy często zaprasza gości z zagranicy. – Podczas niedawnego pobytu w USA nawiązałem kontakt z mającymi żydowskie korzenie Izzym oraz jego przyjacielem Jakobem. Opowiadałem im o polskiej historii, pokazywałem zdjęcia, filmy. Byli w szoku, bo nie zdarzyło im się wcześniej, by w prywatnych rozmowach ktoś Polski bronił. Przecież ten kraj to wielkie cmentarzysko, miejsce Holocaustu, pogromów, wydarzeń z 1968 roku. Polacy na emigracji to inna sprawa, dobrzy współpracownicy, sympatyczni ludzie, ale Polska… szkoda gadać – wspomina tamte rozmowy Marcin. – Postanowiłem wykorzystać fakt, że się tu wybierają, i pokazać im nasz kraj taki, jaki jest, niepudrowany, poza szlakami oficjalnych wycieczek – dodaje. Tak powstała idea liczącej 2500 km trasy szlakiem dawnej Rzeczpospolitej, ojczyzny Polaków i Żydów.

Płońsk

Izrael, w Ameryce zwany Izzy, urodził się w Biłgoraju. Zna trochę język polski i rosyjski, bo wyemigrował z Europy po wojnie. Polskę odwiedził kilka razy. Na typowych wycieczkach był w miejscach związanych z Shoah. – Teraz chciałem, by poczuł zapach dzieciństwa, wąskich uliczek, glinianych ścian domów. Te wspomnienia wróciły do niego w Płońsku, mieście, w którym urodził się Ben Gurion, pierwszy premier Izraela – mówi Marcin Czapliński.

Poprowadził gości najpierw do centrum miasta, gdzie mieszkali razem Polacy i Żydzi, ale największe wrażenie zrobiły na nich stare, przedwojenne domy z komórkami pod schodami. Brudne, zardzewiałe drzwi oglądali z ogromnym zaciekawieniem, specyficzny zapach podwórek wdychali niczym morską bryzę. – Mój tata miał taką komórkę! To dokładnie jest jak w moim wspomnieniu – cieszył się Izzy.

Marcin swoją trasę po Płońsku opiera na wspomnieniach… ale nie Polaków, lecz Bena Guriona („Father of Modern Israel” Anity Shapiry). Są tak ciepłe, że warto je wydrukować w materiałach promujących miasto. Spacerowali więc po parku, w którym rosną te same drzewa, przystanęli na mostku nad Płonką, na którym powstawały plany odrodzenia państwa Izrael. Polskiego antysemityzmu w tych wspomnieniach próżno szukać. – Trasy tworzone dla turystów z Izraela czy USA nie są z nimi konsultowane. Często myślimy, że chcą zobaczyć tylko miejsca kaźni, muzea i pomniki. A tak naprawdę pragną również doświadczyć kawałka przedwojennej Polski, z jej klimatem, zapachami, smakami. Wszystko to znajdą w Płońsku czy Tykocinie – zapewnia Czapliński.

Tykocin

Po obejrzeniu miasta na kadrach historycznej już kroniki PKF z 1993 roku można się załamać. Smutne, opuszczone, naznaczone tragiczną historią. Miasto, w którym zatrzymał się czas, właśnie w momencie, gdy wymordowano tutejszych Żydów. Dziś jednak jest to zupełnie inne miejsce – turystyczna atrakcja. Synagoga znów jest otwarta i wyremontowana, recepcjonistka wita gości doskonałym angielskim, oferując supernowoczesny audioprzewodnik. Jest to część Muzeum Podlaskiego, wokół prowadzone są prace wykopaliskowe. Przed synagogą wystawa, plansze z napisami po polsku i angielsku o rodzinach tykocińskich Żydów. Widać na nich mężczyzn w polskich mundurach. Budzi się refleksja, że to byli nasi obywatele.

Reakcja gości zza oceanu – bezcenna: „Jednak państwo polskie o nas pamięta!”. Chcą sprawdzić, czy – jak wielokrotnie słyszeli – na żydowskich cmentarzach pasą się dziś krowy, a macewy pełnią tu jedynie rolę materiału budowlanego. Pojechali. Znaleźli teren ogrodzony, bardzo stare macewy, na których można odczytać nazwiska zmarłych. Ale większość żydowskich mieszkańców miasta z czasów wojny spoczywa gdzie indziej, 5 km za miastem, w Lesie Łopuchowskim.

Dwa i pół tysiąca ludzi wymordowano tu 76 lat temu w jeden sierpniowy dzień. Spoczywają w trzech zbiorowych mogiłach. Goście są autentycznie wzruszeni, także tym, że groby są zadbane, a na nich polskie flagi i gwiazdy Dawida, świeczki, zdjęcia, kartki. Przez godzinę spędzoną w Tykocinie można pokazać polską pamięć i dbałość o wspólne dziedzictwo.

Garwolin

Do Garwolina podróżni dotarli akurat w dniu, gdy media ekscytowały się „incydentem lubelskim”. Grupa niemieckich licealistów, głównie muzułmanów, miała tam stać się obiektem agresji i nietolerancji. Ponoć jedna z dziewcząt została na ulicy opluta przy całkowitej bierności służb i mieszkańców, a całej grupy ze względu na wygląd i strój nie wpuszczono do synagogi. Zanim fake news został zdementowany przez policję, a także gminę żydowską, już zdążył zrobić światową karierę, obrastając komentarzami o panującej w Polsce „przedpogromowej” atmosferze. – Goście żywo się tą sprawą interesowali. Pytali mnie, komu zależy na tym, by Polskę przedstawiać w takim świetle. Tłumaczyli, że nigdzie na trasie nie spotkali się z nietolerancją. Mówili: „Przecież bywaliśmy w bardzo różnych miejscach i nikt nie reagował źle, ani na nasz wygląd, ani na fakt, że rozmawiamy po hebrajsku”. I nagle zobaczyłem, jak do nich dociera, że na takich właśnie „newsach” sami przez lata budowali swoje wyobrażenie o Polsce – mówi Marcin.

Pobyt w Garwolinie zakończył się weselem we wsi Miętne. Tu w 1984 roku młodzież z technikum rolniczego broniła krzyża, który kazano im usunąć ze szkolnych sal. Miesięczny strajk okupacyjny odbił się szerokim echem w Polsce, uczniowie znaleźli potem licznych naśladowców. Pamiątką tamtych wydarzeń jest witraż w kościele. Dla gości to nie była oderwana anegdota sprzed lat, ale kolejne ogniwo w łańcuchu idącej przez pokolenia opowieści o pięknych Polakach, o naszym niezłomnym charakterze.

Po godzinach

Amerykanie mają swoje kino drogi. Ważnym elementem dziesiątków filmów tego rodzaju jest to, co dzieje się pomiędzy poszczególnymi etapami podróży. Na przykład rozmowy z napotkanymi ludźmi – o drobiazgach, jakieś ulotne wrażenia, niespieszne posiłki. Podczas poprzedniej wizyty nasi podróżnicy Polskę zwiedzali po wyznaczonych ścieżkach, bez jakiegokolwiek kontaktu z „tubylcami”. Teraz tego kontaktu bardzo łaknęli. I byli zachwyceni polską otwartością. – Interesowało ich, jak jadają w Polsce zwyczajni ludzie. Zaproponowałem więc leśny bar dla kierowców. Byli zauroczeni. Zachwycił ich smak grochówki z kotła, nie mogli nadziwić się, że w komplecie do niej dostają kilka pajd pachnącego chleba. Ze smakiem wcinali mięso z grilla podane na plastikowych talerzykach – śmieje się Marcin Czapliński. Na pewno świetnym ambasadorem polskości była też właścicielka przydrożnego zajazdu na szlaku do Bydgoszczy, która ugościła przybyszy, choć była już 22, czyli po godzinach. Serdecznie, barszczem z uszkami. Zrobił mocne wrażenie.

Na trasie zaskoczeni byli zarówno urodą zabytków, jak i… rozkopanymi drogami – praktycznie wszędzie. – Ale odbierają to nie jako udrękę, ale znak, że się rozwijamy – wyjaśnia Czapliński. Zaraz jednak dopytywali: dlaczego dopiero teraz? I nie chodziło im tylko o wskaźniki gospodarcze, ale i o takie inwestycje jak Muzeum Ulmów w Markowej. Ubolewali, że w większości miejsc związanych z historią na pomnikach nie ma podpisów po angielsku. Brak ich nawet w miejscu, gdzie stał dom, w którym urodził się Ben Gurion. – Turyści nic nie zrozumieją z wyrytych w kamieniu polskich napisów. A przecież wystarczy dodać małą plastikową tabliczkę, aby ułatwić zwiedzanie. Niestety, na 10 pomników taką tabliczkę ma jeden – wylicza Marcin. Jego zdaniem sprawę można rozwiązać systemowo, podobnie jak kwestię dekomunizacji nazw ulic. Wystarczy zadanie umieszczania anglojęzycznych informacji powierzyć ustawowo samorządom.

Warszawa

Tu najtrudniej było turystów przekonać, że czegoś jeszcze nie widzieli. A jednak… I nie była to synagoga Nożyków, ale… kościół pw. Wszystkich Świętych, który w czasie wojny znalazł się na terenie getta i jako pierwszy w Polsce otrzymał tytuł „House of Life” – Dom Życia, bo w tutejszych piwnicach życie ratowano na wielką skalę. Przybyszy zafascynowała opowieść o proboszczu Marcelim Godlewskim, księdzu narodowcu, a zarazem Sprawiedliwym wśród Narodów Świata. Tym samym, który pomógł w ucieczce z warszawskiego getta m.in. Wandzie i Krzysztofowi Zamenhofom. Inny ocalały – Ludwik Hirszfeld, nominowany później do Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny za wyjaśnienie zagadki zjawiska konfliktu serologicznego – pisał o ks. Godlewskim: „Gdy los zetknął go z tym dnem nędzy, odrzucił precz swoje nastawienie i cały żar swego kapłańskiego serca poświęcił Żydom”. Taka opowieść robi wielkie wrażenie, bo całkowicie łamie wszystkie stereotypy o roli Kościoła i Polaków w Holocauście.

Czy faktycznie te stereotypy są wciąż żywe? Zamiast odpowiedzi Marcin Czapliński przywołuje anegdotę z ostatnich dni, gdy Polskę odwiedzał prezydent Donald Trump. Wraz z nim do Warszawy przyleciał rabin Shmuley Boteachem, niezwykle popularny w stanach autor 30 książek, którego konto na Facebooku śledzi milion ludzi, przedstawiający się skromnie „the most famous (najsłynniejszy) Rabbi in America”. Jednym ze śledzących jest Marcin Czapliński, a ponieważ w prowadzonych na żywo relacjach z Polski nie wszystko się zgadzało, nasz przewodnik postanowił dołączyć do rabbiego. Kupił album o polskich Żydach, wsiadł na skuter i ruszył na Muranów. Tam wręczył gościowi książkę i oprowadził po kilku miejscach wspólnej pamięci. Gdy dotarli na Pawiak, rabin z rodziną, wysłuchawszy historii, szczerze się zdziwił. „To Niemcy też mordowali Polaków? Za co?”.

Tagi: