publikacja 13.04.2017 00:00
O nadziei dla nas, żyjących tu i teraz, płynącej ze zmartwychwstania Chrystusa mówi ks. Jerzy Szymik.
– Istotne w podejściu do zmartwychwstania jest to, że wobec tajemnicy schylam głowę. I trwam... – mówi ks. Jerzy Szymik.
Leendert van der Cooghen, „Niewierny Tomasz”, olej na płótnie, 1654, Museum Catharijneconvent, Utrecht
Ks. Tomasz Jaklewicz: Gdybyś miał za zadanie powiedzieć kazanie na Wielkanoc AD 2017, to co koniecznie chciałbyś w nim zmieścić?
Ks. Jerzy Szymik: Dwie sprawy. Pierwsza i najważniejsza to, droga mi od zawsze, kwestia nadziei. Spróbowałbym tak głęboko, jak tylko potrafię, związać tajemnicę tego największego święta chrześcijan ze sprawą nadziei. I to w wymiarze bardzo osobistym, egzystencjalnym, starając się trafić do każdego słuchacza i poruszyć go. Na pewno pojawiłaby się tutaj myśl, że mamy prawo po chrześcijaństwie spodziewać się pociechy. W tym wszystkim, co straszne w życiu. I że do Boga, do Kościoła przychodzimy po nadzieję. I że właśnie dzisiaj doświadczamy kulminacji i kwintesencji tego, co pocieszające w naszej wierze, co jest istotą nadziei. Ale poszedłbym również w polemikę. I to jest druga sprawa.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.