Prawda pociąga

GN 10/2017

dodane 09.03.2017 00:00

O kursach Alpha, głodzie wspólnoty i materiałach dowodowych chrześcijaństwa mówi Nicky Gumbel.

Prawda pociąga roman koszowski /foto gość

Jacek Dziedzina: Przez 10 tygodni obcy sobie ludzie spotykają się przy jednym stole, jedzą te same dania, słuchają tego samego Nicky’ego Gumbela, przez rozmowy nagle stają się sobie bliscy, a na końcu radykalnie zmieniają życie... Zbyt proste, żeby było możliwe?

Nicky Gumbel: Tak, w pewnym sensie trudno jest wytłumaczyć, dlaczego Alpha działa, więc to musi być działanie Ducha Świętego. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że ta metoda sprawdza się w każdym kraju, w każdym języku? Ale nawet patrząc tylko po ludzku na to, jak Alpha jest zaprojektowana, to wydaje się to dość proste. Co robią młodzi ludzie wieczorami? Idą coś zjeść, oglądają jakiś film i rozmawiają. I to samo robimy na kursach, z tą różnicą, że w sercu tych spotkań jest doświadczenie Boga. Ci ludzie potrzebują relacji z Bogiem Ojcem przez Jezusa Chrystusa w mocy Ducha Świętego. To jest tak naprawdę to, czego szukają: duchowe znaczenie rzeczywistości. A to wymaga czasu. Dlatego mamy kurs rozciągnięty na kilka tygodni, żeby można było pomyśleć o tym, porozmawiać w atmosferze szacunku, bez wywierania presji, z elementami dobrej zabawy. Myślę, że wszystkie te rzeczy naraz działają, zwłaszcza na młodych ludzi.

Czy kluczem są relacje, więzi, które się tworzą? Coś, czego ci ludzie często nie wynoszą z rodzin, ale też nie znają ze swoich kościołów?

To absolutnie podstawowa rzecz. Wspólnota. Ludzie szukają wspólnoty. Można mieć ją w szkole, na uniwersytecie, w niektórych miejscach pracy, ale wielu ludzi nie ma żadnej wspólnoty. Żadnej. Nie rozmawiają nawet z sąsiadami. Są głodni relacji. I na Alphie często doświadczają najgłębszych relacji, jakich kiedykolwiek doświadczyli.

Niektórzy, przychodząc na pierwsze spotkanie, mają wątpliwości, czy nie trafili do jakiejś sekty, właśnie przez to „bombardowanie” wspólnotą, gościnnością.

Myślę, że bardzo szybko dostrzegają, że to nie jest teatr, tylko prawdziwie przyjacielskie nastawienie do nich. I dlatego wracają na kolejne spotkania. To kluczowa sprawa. Bo to ludzie tworzą Kościół. To nie jest tak, że najpierw stają się wierzącymi, a następnie włączają się do Kościoła. Oni, przychodząc na Alphę, widzą Kościół. I w takim kontekście w Kościele właśnie znajdują Jezusa.

Twoja droga do wiary była nieco inna.

Przez sporą część życia byłem ateistą. Uważałem, że chrześcijaństwo jest nudne, nieciekawe i nie głosi prawdy. Pisałem nawet wypracowanie w szkole, w którym udowadniałem, że Boga nie ma. Zresztą wypracowanie zostało później uznane za najlepszą pracę z religii. (śmiech) Tyle że w tej swojej pewności tak naprawdę niewiele wiedziałem o chrześcijaństwie. Mój ojciec był niemieckim Żydem, uciekł z kraju przed wojną. Z przekonania był jednak agnostykiem. Moja mama też nie była związana z żadnym Kościołem. Ja podobnie. Chrześcijaństwo nie interesowało mnie ani trochę. Na studiach prawniczych mój dobry kolega przyprowadził raz swoją dziewczynę i oznajmił, że zostali chrześcijanami. Byłem przerażony i chciałem ich z tego uratować. (śmiech)Tacy wspaniali ludzie chrześcijanami? – myślałem sobie. Jak im pomóc? Uznałem, że muszę coś o chrześcijaństwie poczytać, bo generalnie nie wiedziałem nic. Znalazłem w pokoju starą Biblię. Przez całą noc chciałem przeczytać jak najwięcej, czytałem więc po kolei Ewangelie, w końcu zasnąłem. Od rana zacząłem czytać dalej, i tak przez cały dzień, i kolejny również. Dotarłem do końca Nowego Testamentu i stwierdziłem, że to jest prawda.

I od razu poszedłeś do kościoła, poprosiłeś o chrzest?

Przeciwnie, wcale nie chciałem zostać chrześcijaninem. Bałem się, że coś stracę, że moje życie stanie się smutne i nudne – o chrześcijanach myślałem tak jak dotąd. Odrzucałem od siebie scenariusz, żeby przyjąć wiarę, ale w końcu poddałem się. I wtedy poczułem, że odkryłem coś, czego tak naprawdę szukałem w życiu. Doświadczyłem żywego Jezusa, który naprawdę jest przy mnie. I chciałem znaleźć sposób dotarcia z tymi treściami do innych ludzi. Byłem bardzo szczęśliwy, odkrywając i opracowując metodę kursów Alpha, widząc, że to działa i prowadzi ludzi do wiary.

I oto dobrze zapowiadający się prawnik postanowił zostać duchownym anglikańskim.

Nie tak od razu. Najpierw jednak pracowałem w swoim zawodzie. O kapłaństwie jednak rzeczywiście myślałem wcześniej. I po paru latach praktyki prawniczej czułem coraz mocniej, że Bóg wzywa mnie do czegoś innego, do przyjęcia święceń.

Czytaj dalej na następnej stronie

W swoim nauczaniu posługujesz się często kategoriami prawniczymi, procesowymi, mówisz np. o materiale dowodowym. To przekonuje słuchaczy?

Cóż, nie uważam, że można dowieść prawdziwości chrześcijaństwa tak, jak się coś udowadnia w matematyce czy w naukach ścisłych. A jednocześnie wiemy, że nasza wiara nie jest irracjonalna, tylko oparta właśnie na solidnym materiale dowodowym. I są to dowody, które trochę przypominają te, które przywołuje się w procesie sądowym. A ponieważ w sumie moje studia prawnicze i praktyka prawnicza zajęły mi 10 lat, to przywiązuję do nich jakąś szczególną wagę. Uwierzyłem, że chrześcijaństwo jest prawdą, dokonałem tego kroku wiary, ale też odkrywałem, że moja wiara ma mocne podstawy, że jest materiał dowodowy, który tę wiarę uwiarygodnia. Lord Denning, najbardziej szanowany sędzia angielski XX wieku, przez 50 lat był kimś w rodzaju guru prawników, przewodniczył również chrześcijańskiemu stowarzyszeniu prawników. On, po zaznajomieniu się z dowodami na zmartwychwstanie, doszedł do wniosku, że to prawda. A jeden z ateistów w Wielkiej Brytanii przyznał kiedyś w naukowym piśmie, że życie Jezusa było tak niezwykłe, a Jego osoba tak wymykająca się naszej wyobraźni, że gdyby rzeczywiście nie istniał, to ani Kościół, ani nikt inny nie byłby w stanie kogoś takiego wymyślić.

Czy łatwo być dzisiaj chrześcijaninem w Wielkiej Brytanii?

Nie, nie jest łatwo w tych czasach. Zwłaszcza w tej części świata. O wiele trudniej jest być prawdziwym chrześcijaninem niż nim nie być. To rockman Alice Cooper, przyznając się w jednym z wywiadów, że jest chrześcijaninem, powiedział, że łatwo to jest pić piwo i demolować pokój hotelowy, natomiast bycie chrześcijaninem to jest wyzwanie, to jest prawdziwy bunt.

Na kursy Alpha przychodzą różni ludzie, czasem też wrogo nastawieni do Kościoła, duchownych. I nagle widzą, że nikt ich za to nie krytykuje, co najwyżej używa zwrotu: „To ciekawy punkt widzenia. A co inni o tym myślą?”.

Kiedy św. Paweł głosił Ewangelię w Atenach, niektórzy też z niego drwili. I ja też nie osądzam tych, którzy drwią, śmieją się z tego, co mówię. Bo ja również kiedyś drwiłem z chrześcijaństwa. Może to nie jest ten moment, może potrzebują czasu. I wielu z nich przychodzi na kolejne spotkania, żeby dalej słuchać, badać, obserwować.

Holy Trinity Brompton z racji kursów Alpha, które tutaj się narodziły, ma szczególne znaczenie na mapie Kościoła anglikańskiego. Czujecie wsparcie ze strony swoich biskupów?

Nie ma ani jednego urzędującego biskupa, który byłby nam przeciwny, na czele z arcybiskupem Canterbury [Justinem Wel­bym], który należał do kościoła HTB i przez 20 lat prowadził kursy Alpha. Był tu nawet znany jako Mr. Alpha.

HTB jest pełny, w niedzielę przychodzi tu w sumie 4500 ludzi, ale to raczej nie jest norma, jeśli chodzi o parafie anglikańskie na Wyspach?

Myślę, że jest nowe poruszenie Ducha Świętego w tym kraju. Jest wiele kościołów, które są pełne. To niektóre świątynie anglikańskie, ale przede wszystkim wiele innych, w tym protestanckich, tętniących życiem.

Z jednej z Twoich konferencji pamiętam słowa, że w czasie gdy chrześcijaństwo na świecie gwałtownie się rozwija, Kościół anglikański słabnie. Czy ten proces się pogłębia?

Jestem duchownym Kościoła anglikańskiego i kocham mój Kościół. To prawda, że są wielkie wyzwania, którym Kościół anglikański musi stawić czoło, i powstają też pewne ryzykowne frakcje. Ale są także znaki nowego życia i nadziei. Justin Welby jako arcybiskup Canterbury przyniósł wiele nadziei dla Kościoła, bo jest bardzo dobrym liderem. A przywództwo jest kluczem. Wiele kościołów, dotąd zamkniętych, zostaje otwartych, widzimy liczne znaki.

Często cytujesz katolików, katolicy z kolei chętnie korzystają z metody, którą opracowałeś. Widzę tu zdjęcia z Janem Pawłem II i Franciszkiem, z o. Raniero Cantalamessą...

Jesteśmy pod wielkim wpływem o. Raniera, który zawsze mówi o Jezusie, o ewangelizacji, o Duchu Świętym i o jedności, jest jej pasjonatem. Spotkaliśmy się też z kard. Ratzingerem tuż przed jego wyborem na papieża. A u Franciszka byliśmy z abp. Justinem Welbym tuż po wyborze. Czuję dużą radość z tego, że organizujemy wspólne konferencje, spotkania z chrześcijanami ze wszystkich części Kościoła. Dzięki temu znowu odkryliśmy, że to, co nas łączy, jest większe od tego, co dzieli. Ja osobiście wiele nauczyłem się od Kościoła katolickiego, który bardzo wzbogacił moją wiarę, ale od macierzystego Kościoła także. Jezus modlił się, żebyśmy byli jedno, żeby świat uwierzył. Świat jest bardzo podzielony. I ten podzielony świat potrzebuje zjednoczonego Kościoła, żeby był dla niego przykładem. Jak możemy oczekiwać jedności w świecie, jeśli Kościół jest podzielony? Nie mamy więc innego wyjścia, trzeba przekroczyć nasze różnice, kochać jeden drugiego, pracować razem, nie walczyć publicznie ze sobą. To nie pomaga w głoszeniu Dobrej Nowiny światu. Bóg błogosławi jedności. Kiedy schodzimy się razem, doświadczamy wielkiej mocy Ducha Świętego. Wtedy ludzie przychodzą do wiary.•

Nicky Gumbel
współtwórca kursów Alpha jest duchownym anglikańskim, prawnikiem i teologiem, absolwentem elitarnego Eton College oraz Trinity College, wikarym w kościele Holy Trinity Brompton, w którym narodziła się Alpha. Żonaty od 30 lat z Philippą, mają troje dorosłych dzieci.

Tagi: