Pozostaje wiara, że On wie, co robi

Andrzej Macura

Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: „Nie płacz!”. Łk 7,13

Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a podążali z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy przybliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta.

Na jej widok Pan zlitował się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz». Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, przystanęli – i rzekł: «Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!» A zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce.

Wszystkich zaś ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: «Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg nawiedził lud swój». I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.


Czasem spada na człowieka doświadczenie wielkie i – jak się w pierwszej chwili wydaje – nie do udźwignięcia. Tak jak śmierć syna dla owej niemającej już nikogo z bliskich wdowy. Co teraz będzie, jak sobie teraz poradzę? – pyta wtedy dotknięty nieszczęściem. I nic nie dają pocieszenia ze strony bliźnich. Brzmią tak tanio, są tak odległe od rzeczywistości, w której nieszczęśnikowi przyszło żyć. Owi pocieszyciele przecież zaraz odejdą do swych codziennych spraw, a on zostanie sam. A Bóg? Przecież raczej nie zstąpi z nieba i nie odmieni ludzkiego losu. Jest wszechmocny i dobry, ale skoro to nieszczęście na człowieka dopuścił, to chyba jednak nie po to, żeby zaraz od niego uwalniać… Pozostaje wiara, że On wie, co robi. Że choć mało prawdopodobne, by zaraz odmienił zły los, kiedyś, najpóźniej w wieczności, przywróci człowiekowi szczęście i radość. Zło i nieszczęścia nie mają ostatniego słowa. Ma je Bóg, któremu zależy na swoich dzieciach. Nie zależy? Historia z młodzieńcem z Nain pokazuje, że nasze łzy wzruszają Go bardziej, niż mogłoby się nam wydawać.