Jak się rodzi chłopczyk, to nie wiemy, czy to nie dziewczynka

Ireneusz Krosny

Czy może niewidomy prowadzić niewidomego?

Jak się rodzi chłopczyk, to nie wiemy, czy to nie dziewczynka

Jezus opowiedział uczniom przypowieść:
«Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel.

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego».


Chciałoby się powiedzieć „może”. W końcu jest to powszechnie obserwowane zjawisko. Z tym, że tego ostatecznego dołu stąd nie widać. Widzimy, jak Europa pozbawiona perspektywy Ewangelii, gubi się w absurdalnych zapisach prawnych. Jak na siłę poszukuje jakiegoś fundamentu prawa moralnego. Jak za prawo kobiety do dysponowania własnym ciałem uznaje zabicie dziecka z własnym DNA. Jak uznaje się, że jak się rodzi na przykład chłopczyk, to nie wiemy, czy to nie dziewczynka. Jak nie wolno już mówić „mama” i „tata”, a słowo „stajenka” jest zbyt religijne itd., itd. Można by powtórzyć za św. Pawłem: „Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu (...) lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi”. Doły, do których wpadają, też bywają różne. A to jakiś zespół poaborcyjny, a to jakieś osierocone dzieci, to znowu przemoc jakiegoś nowego „opiekuna prawnego” nad dzieckiem, którego nagle stał się tatą. Co poradzić? Po prostu: „Ewangelia a nie Prozac”.