Chrześcijanin musi podpalać

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 33/2016

publikacja 13.08.2016 17:00

Człowiek ma zapłonąć Bogiem, czyli przejść przez oczyszczenie serca i dojść do głębokiego zjednoczenia.

Chrześcijanin musi podpalać

Łk 12, 49-53

Wymagania służby Bożej

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.

Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej».

Oto słowo Pańskie.


1. „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął”. Aby zrozumieć te słowa, trzeba sięgnąć do wypowiedzi Jana Chrzciciela, który zapowiadając nadejście Mesjasza, mówi: „On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem” (Łk 3,16). W opisie zesłania Ducha Świętego ogień jest jednym z Jego symboli. W scenie powołania Mojżesza symbolem Bożej obecności jest płonący krzew. Ogień jest więc jednym z symboli odnoszących się do samego Boga. Jego miłość płonie i chce zapalić cały świat. Ogień ma także znaczenie oczyszczające, pozwala odróżnić podróbkę od tego, co jest czystym złotem. Przy ołtarzu w kościele płoną świece. To znak Boga, który przychodzi po to, by zapalić nasze serca, oczyścić z tego, co w nas grzeszne, tandetne, udawane. Chrystus pragnie nas przebóstwić, jak mówi wschodnia teologia. Człowiek ma zapłonąć Bogiem, czyli przejść przez oczyszczenie serca i dojść do głębokiego zjednoczenia. Nie oznacza to „rozpłynięcia się” w Bogu. Przeciwnie – chodzi o odnalezienie siebie w Bogu i upodobnienie się do Niego.

2. „Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie”. Słowo „chrzest” nie oznacza tutaj sakramentu, ale jest metaforą męki na krzyżu. Jezus nie jest masochistą, nie pragnie cierpienia dla cierpienia, ale wie doskonale, że zwieńczeniem Jego misji będzie ofiara, którą złoży na krzyżu. I będzie to akt najwyższej miłości. Ten, który kocha, chce dowieść jak najprędzej swojej miłości. Jest w nim jakaś święta niecierpliwość. Patrząc na Pana i słuchając o Jego pragnieniach, pomyślmy o pragnieniach swoich, najgłębszych. Czego ja właściwie chcę w życiu? Ile jestem w stanie ofiarować z miłości do Boga, żony, męża, dzieci, ojczyzny? Czy jestem gotów oddać życie za tych, których kocham? Czy mam poczucie misji, którą chcę wykonać?

3. „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam”. Te słowa są trudne do zrozumienia. Ewangelia wielokrotnie mówi o Jezusie jako o Tym, który przynosi pokój. Uczniowie głoszący Ewangelię mają zaczynać swoje nauczanie od słów: „Pokój temu domowi”. Ale Jezus mówi także o tym, że mogą być odrzuceni. Prawda może powodować rozłamy, ponieważ część ludzi nie chce jej przyjąć. Co więcej, część z nich chce tę prawdę zagłuszyć i dlatego ucieka się do przemocy. Chcą zgasić ten ogień, który Jezus przyniósł na ziemię. Nie chcą, żeby zapłonął, za bardzo ich parzy. Dlatego pojawiają się podziały, napięcia, nawet w domu rodzinnym. Chrystus nie obiecuje uczniom łatwego życia. Przygotowuje ich na napięcia związane z wiernością. Chrześcijanin nie może rezygnować z prawdy w imię fałszywego pokoju. Nie może unikać konfliktu za wszelką cenę, ale musi się trudzić, czasem narażać, np. mówiąc rzeczy niepopularne w swoim środowisku. Oczywiście na agresję nie może odpowiadać agresją, na przemoc przemocą. Zło ma zwyciężać dobrem. Nienawiść miłością. Jednak taka postawa kosztuje wiele, coraz częściej życie. Przykład współczesnych męczenników za wiarę mobilizuje do odwagi. •