Odważne, wielkie i piękne

ks. Marek Gancarczyk

|

GN 32/2016

dodane 04.08.2016 00:00

Wydawało się, że atmosfera z czasów pielgrzymek Jana Pawła II już nigdy się nie powtórzy. Stało się inaczej.

Odważne, wielkie i piękne

Polskę opanowało cudowne religijne uniesienie. Milion czy dwa miliony młodych, w tym bardzo wielu Polaków, którzy przyjechali do Krakowa i Brzegów, już na zawsze będzie miało w pamięci niezwykłe doświadczenie wiary. To spory kapitał
na całe życie. Zapewne nigdy nie zapomną wieczornej modlitwy na Polu Miłosierdzia przed Najświętszym Sakramentem.
O tym przeżyciu będą opowiadać swoim dzieciom.

Stało się tak za sprawą papieża Franciszka, jego osobistych cech, ale jeszcze bardziej papiestwa jako takiego. Młodzi przyjechali do Polski nie na zaproszenie kard. Bergoglia, ale papieża Franciszka. Sam Ojciec Święty zwrócił na to uwagę w czasie rozmowy z wolontariuszami na zakończenie swojej pielgrzymki. Powiedział, że być może w Panamie za 3 lata,
na następnych ŚDM, już go nie będzie, ale na pewno będzie Piotr. To urząd następcy św. Piotra dodał kardynałowi Bergogliowi siły i znaczenia. Podobnie było z kard. Ratzingerem i Wojtyłą. I dlatego każdy z nich jest, czy też był, naszym papieżem. Wydaje się, 
że polscy katolicy doskonale to rozumieją. Równie serdecznie witali Jana Pawła II, później Benedykta XVI, a teraz Franciszka.
Bo to papież, którego się kocha, słucha, ale też za którego trzeba się modlić.

Czym zaskoczył mnie papież Franciszek? Powściągliwością i skupieniem. Poza ostatnim spotkaniem – z wolontariuszami, kiedy odłożył na bok przygotowany wcześniej tekst, zawsze trzymał się zaplanowanych wystąpień. Pomijam wystąpienia w papieskim oknie, które miały inny charakter. Zauważyłem też, że Franciszek raczej tonował emocje, niż je rozbudzał. W czasie Mszy św. w Brzegach podnoszący się aplauz uciął modlitwą, która następuje po Komunii.

Na szczególne podkreślenie, moim zdaniem, zasługuje pierwsze wystąpienie Ojca Świętego w oknie na Franciszkańskiej 3. Centrum Krakowa tętni gwarem rozśpiewanej i radosnej młodzieży z całego świata. Franciszek staje w oknie i mówi o… śmierci. Tłumaczy, że taka jest kolej rzeczy. A potem podnosi rękę w górę i wskazuje na niebo. Patrzenia w górę, a nie tylko wokół siebie, potrzebujemy jak powietrza. Zaraz na początku Franciszek skierował oczy zebranych w stronę nieba. To było odważne, wielkie i piękne. W moim rankingu to właśnie chwile skupienia i cichej modlitwy wybijają się na czoło najważniejszych przeżyć. Bo w tych momentach wielu młodych podejmowało życiowe decyzje.

I na koniec nie mogę nie wspomnieć kard. Stanisława Dziwisza. Co za wspaniała rzecz mu się przydarzyła. Po tylu latach spędzonych u boku Jana Pawła II, po tylu przeżytych Światowych Dniach Młodzieży, prawie cały świat z papieżem Franciszkiem 
na czele przyjechał do Krakowa, do miasta kard. Wojtyły 
i s. Faustyny. A kard. Dziwisz jako biskup krakowski wszystkich gościł. Teraz ma za co Bogu dziękować. Bo wielkie rzeczy wydarzyły się w Krakowie. •