Pożytek związania

Franciszek Kucharczak

|

GN 42/2015

dodane 15.10.2015 00:15

Małżeństwo scala, choć świat mówi, że krępuje.

Pożytek związania Franciszek Kucharczak

Dziesięcioletni syn rozwiązywał krzyżówkę z „Małego Gościa”. Utknął na haśle „małżeński albo frazeologiczny”, więc zapytał, o co tu chodzi. Mama na to: – No zobacz: Jesteśmy z tatusiem małżeństwem. Czyli jesteśmy w…?
– A na jaką literę?
– Na „z”.
– W zwodzie.
– Cooo?
– No co? Jak jest rozwód, to jest też zwód.

Hm, logiczne. Ale nie pasowało. Małżeński to jednak związek, choć rzeczywiście, jeśli sakramentalny, to musi być przeciwieństwem rozwodu. Rozwód w chrześcijańskim małżeństwie nie może istnieć nawet w żartach. Żadnych takich, nawet hipotetycznych, sugestii. Jeśli małżeństwa się rozpadają, to w dużej mierze dlatego, że rozwód najpierw zaistniał w świadomości małżonków jako opcja. „Bo się z tobą rozwiodę” – zaszczebiotała kiedyś, być może, z uśmiechem młoda żona. „Bo sobie pójdę” – powiedział być może mąż.

Od takich „drobiazgów” się zaczyna. To są sznury, które ludzie rzucają diabłu, żeby wspiął się do wnętrza ich domów. Bo zawsze na początku są „niewinne” spekulacje. Tak się i w raju zaczęło: „A może ten owoc jednak można zjeść? A może jednak Bóg ukrywa przed nami coś dobrego?”. Do takich wątpliwości doczepiają się natychmiast okoliczności: podpowiedzi rodziców, że „z tym twoim chłopem to żyć nie można”, strachy przed materialną mizerią, jaka miałaby być skutkiem wspólnego życia, rozdymanie wad, minimalizowanie zalet, a do tego wszechobecny przykład. Bo „wszyscy” się teraz rozwodzą. I jakoś zanika w tym wszystkim świadomość, którą powinni mieć przynajmniej chrześcijanie, że nierozerwalność małżeństwa jest olbrzymim darem Bożym. I że wcale nie jest tak, jak tłuką w głowę feministki, że to poniża kobiety. Bo choć sakramentalne małżeństwo wiąże żonę z mężem, to na tych samych zasadach męża wiąże z żoną. Kościół mówi, że człowiek jest taką wartością, że można go „mieć” tylko za cenę wzajemnego, nieodwołalnego oddania. We wszystkich religiach i kulturach mąż może znaleźć sobie „nowy model”, gdy mu się „stary” znudzi, ale w Kościele – nie. Kościół od początku każe mężowi kochać żonę tak, jak Chrystus umiłował Kościół, a to znaczy, że mąż musi być gotów ponieść dla dobra żony śmierć męczeńską.

Nigdzie i nigdy kobiety nie mają takiego statusu jak żony katolickich mężów. I jeśli gdzieś sakramentalny mąż źle traktuje żonę, to dlatego, że nie jest wierny sakramentalnemu zobowiązaniu. Jeśli gdzieś w małżeństwie jest źle, to znaczy, że szwankuje tam miłość, wierność i/lub uczciwość małżeńska, a nie Kościół, który tych rzeczy, w imię woli Bożej, naucza.

Jeśli jednak ktoś uważa, że węzeł małżeński bardziej ludzi krępuje, niż łączy, to i nie dziwota, że mówi o potrzebie poluzowania sznura. Ostatnio słychać nawet, że trzeba pomyśleć nad zmianą definicji nierozerwalności. Bardzo sprytne. To na takiej zasadzie homoseksualizm, który definiowano jako patologię, Światowa Organizacja Zdrowia uznała za normalność – i nastąpiło masowe… ozdrowienie? No nie – zalała nas fala patologii z certyfikatami normalności.

Jeśli chcemy zdrowych małżeństw, musimy wrócić do Ewangelii.

Konsekwencje są?

Lekarski obowiązek wskazania zabójcy zastępczego lub szpitala, w którym ktoś inny zabije dziecko, jest niezgodny z konstytucją. Tak orzekł Trybunał Konstytucyjny. A jeszcze rok temu ówczesny minister zdrowia Bartosz Arłukowicz wygrażał prof. Chazanowi, który rzekomo złamał prawo, odmawiając zabicia dziecka: „Każdy, kto tak czyni, musi się liczyć z konsekwencjami”. Profesor Chazan powinien się teraz liczyć z przyjęciem na dawne stanowisko i przynajmniej przeprosinami ze strony Hanny Gronkiewicz-Waltz, która go zwolniła. Tylko czy ona się z tym liczy?

Naśladowcy

Młodzież coraz rzadziej wypełnia praktyki religijne, a coraz częściej ignoruje nauczanie Kościoła na temat seksualności – wynika z badań CBOS. 23 proc. młodzieży nie praktykuje w ogóle, a tylko 37 proc. praktykuje przynajmniej raz w tygodniu. I tylko 17 proc. młodzieży uważa, że seks jest zarezerwowany wyłącznie dla małżeństwa. Ale 17 lat temu uważało tak 23 proc. młodzieży. Czyli 77 proc. miało pogląd przeciwny. Co to oznacza? Że młodzież w tej sprawie naśladuje dorosłych. A nie, że zbuntowana i oryginalna.

Drewniana mowa

Klub „Gaja”, zrzeszający ludzi o specyficznej wrażliwości ekologicznej (na przykład swego czasu w proteście przeciw wigilijnej eksterminacji ryb wystawili „Drogę krzyżową karpia”), przeprowadził akcję czytania drzewom. Czytali aktorzy i inne znane osoby, m.in. minister środowiska Maciej Grabowski. Drzewa posłuchały w jego wykonaniu fragmentów encykliki Laudato si’ papieża Franciszka. Cóż, zwracają się do drzew, a potem się dziwią, że ludzie nie rozumieją, o co im chodzi.

Tagi: