Bóg kocha takie wyzwania

Weronika Pomierna

dodane 11.03.2015 10:15

O spotkaniu z punkiem w londyńskim metrze, o konfrontacji z przemienioną żoną i o wierze, która zrodziła się z szybkością piłki mknącej po Wimbledonie z Charlesem Whiteheadem rozmawia Weronika Pomierna.

Bóg kocha takie wyzwania Charles Whitehead - przewodniczący Rady ICCRS (Międzynarodowej Katolickiej Służby Odnowie Charyzmatycznej) w latach 1989-2000. Od prawie 40 lat uznany głosiciel, nauczyciel w parafiach i na konferencjach. Twórca posługi dla mężczyzn „Harvesters”. Przyjaciel Pastora Nicky Gubel’a, lidera kursów Alfa, i współtwórca „Alfy dla katolików” HENRYK PRZONDZIONO /Foto Gość

Weronika Pomierna: Czy to prawda, że żona człowieka, który przez 11 lat był przewodniczącym Rady Międzynarodowej Katolickiej Służby Odnowie Charyzmatycznej (ICCRS) przez długi czas była ateistką, a ty sam dopiero po trzydziestce doświadczyłeś działania Ducha Świętego w swoim życiu?

Charles Whitehead: Gdy poznaliśmy się, Sue rzeczywiście nie wierzyła w Boga. Wzięliśmy ślub w Kościele katolickim, bo ja jestem katolikiem. Teraz Sue jest anglikanką. Zrobiła więc duży postęp (śmiech).

Ponoć znakomicie broniła swoich poglądów w dyskusjach na temat istnienia Boga.

Niełatwo się z nią dyskutowało. Ja uczyłem się u jezuitów. Miałem bardzo dobre intelektualne zrozumienie wiary. Nie miałem jej jednak w sercu. Chodziłem do kościoła od czasu do czasu.

„Złowili” was znajomi. I to anglikanie.

Organizowali cykl dyskusji o Duchu Świętym. Chcieli, żeby było ekumenicznie, zaprosili więc baptystów i szukali pary katolików. Nie miałem ochoty iść na to spotkanie. Sue stwierdziła, że jako ateistka będzie tylko przeszkadzać. Żona kolegi namawiała mnie: Przyjdź, masz taką dużą wiedzę na temat Kościoła katolickiego. Na pierwszym spotkaniu doszło do burzliwej wymiany zdań.

Żona myślała pewnie: Widzisz? Chrześcijanie, a nawet nie mogą się dogadać.

Dokładnie tak to skomentowała. Na kolejnym spotkaniu małżeństwo z kościoła baptystycznego mówiło, jak doświadczają działania Boga na co dzień. Ich żywa wiara i mocna relacja z Bogiem zrobiły ogromne wrażenie na Sue. Baptystka zobaczyła, że jej świadectwo trafiło do mojej żony i następnego ranka przyniosła Sue nowe, bardziej przystępne tłumaczenie Biblii. Wypiła z żoną kawę i poszła. Wieczorem Sue zaczęła czytać listy św. Piotra. Potem włączyła telewizor i trafiła na wywiad z tenisistką Margaret Court, która wygrała turniej w Wimbledonie. Z entuzjazmem mówiła o swojej wierze. Była katoliczką. Dla mojej żony najważniejsze było to, że mówiła dokładnie to samo, co ta baptystka na spotkaniu. Zanim Sue zasnęła, pomodliła się. Powiedziała Bogu, że nie wierzy, że On istnieje i prosiła, żeby udowodnił jej, jeśli jest inaczej. Czekała na krok z jego strony. Myślę, że Bóg kocha takie wyzwania. Po pewnym czasie poczuła ciepło. Jakby ktoś zapalił w niej mały płomyczek, który zaczął rosnąć. Aż w pewnym momencie czuła jakby cała płonęła. Była przekonana, że sprawił to Bóg. Przeprosiła Go za brak wiary i powierzyła mu swoje życie. Gdy otworzyła oczy rano, zaczęła uwielbiać Boga śpiewem. Nie było mnie wtedy w domu. Pojechałem na 3-dniową delegację.

Wyjeżdżając, zostawiłeś w domu ateistkę.

Gdy wróciłem rano, drzwi otworzyła mi charyzmatyczka. Jedno z naszych dzieci podeszło do mnie i powiedziało: Tato, coś stało się z mamusią. Nie wiem co to jest, ale to jest bardzo dobre. Jest dużo milsza niż wcześniej (śmiech). Poszliśmy na kolejne spotkanie. Wszyscy byli pod wrażeniem tego, co Bóg uczynił w życiu Sue która, choć została ochrzczona w kościele anglikańskim, zupełnie straciła wiarę, gdy miała 13 lat. Pomyślałem wtedy: Panie, Ty musisz zrobić teraz coś dla mnie. Minęło kilka tygodni. Sue poczuła, że chce iść do kościoła. Poszliśmy na nabożeństwo do charyzmatycznego kościoła anglikańskiego niedaleko naszego domu. Gdy wychodziliśmy, podałem dłoń stojącemu przy drzwiach księdzu i powiedziałem: „Dobrze ksiądz nauczał”. Nic nie powiedział, ale dalej trzymał moją dłoń. Dodałem wtedy: „Bardzo ładny kościół”. Żadnej odpowiedzi. Moja córeczka, którą trzymałem za drugą rękę zaczynała się już niepokoić. „Często ksiądz tu przychodzi?” - zapytałem idiotycznie. Wtedy odpowiedział: „Wiesz, jak bardzo Bóg cię kocha?” Chciałem powiedzieć, że Bóg kocha każdego, ale wyszeptałem: „Nie, nie wiem”. Ksiądz powiedział wtedy: „Bóg zmieni twoje życie”.

Jak zareagowałeś?

Uśmiechnąłem się i odpowiedziałem: „To dobrze”. Wtedy on powiedział, że chciałby się ze mną pomodlić. Usiedliśmy w kaplicy. Położył dłoń na moim ramieniu. Zapytałem go, co mam zrobić. „Nic”, odpowiedział. „Będę się modlił, a Bóg zrobi resztę”. To była piękna modlitwa. Modlił się też w języku, którego nie rozumiałem. Czułem niezwykły pokój w sercu. Potem poszliśmy razem z moją rodziną na kawę. Następnego dnia, gdy wyszedłem na przerwę w pracy wstąpiłem do kościoła katolickiego obok mojego biura. Nie było nikogo w środku. Uklęknąłem przed tabernakulum i powiedziałem: O co w tym wszystkim chodzi? I nagle, poczułem się otulony Bożą miłością. Przepraszałem Boga za moje grzechy i śpiewałem hymny, które pamiętałem ze szkoły. Musiałem robić niezły hałas, bo ksiądz wyjrzał z zakrystii i zamknął drzwi (śmiech). Gdy spojrzałem na zegarek zobaczyłem, że byłem w kościele 3 godziny. Wróciłem do biura i zadzwoniłem do księdza anglikańskiego.

Był mocno zdziwiony?

Zawołał: „Czekałem na twój telefon!”. Powiedział, że to Duch Święty powiedział mu, żeby złapał mnie za rękę. Gdy ja mówiłem dziwne rzeczy, on modlił się o słowo dla mnie. Gdy zrezygnowany zamierzał wypuścić moją dłoń, usłyszał, że Bóg chce zmienić moje życie. Ksiądz powiedział, że nie wie dokąd Bóg chce mnie zaprowadzić, ale zapewnił, że jestem na początku niezwykłej podróży i pobłogosławił mnie. Gdy kilka dni później modliłem się, usłyszałem w sercu głos: „Nie znasz mojego słowa”. Zacząłem czytać Biblię. Przez następne 2 lata czytałem ją po 2-3 godziny dziennie i chodziłem na spotkania małej grupy charyzmatycznej. Dopiero potem zaproponowano mi, żebym wygłosił konferencję dla kilkuset osób. Potem dołączyłem do Angielskiego Narodowego Komitetu Służby Katolickiej Odnowie Charyzmatycznej i zostałem jego przewodniczącym. Gdy poproszono mnie, abym kierował ICCRS, byłem bardzo zaskoczony. Nie znałem nikogo w Watykanie, a miałem mieć tam biuro i spotykać się z kardynałami. Dzień po ogłoszeniu decyzji dostałem telefon.

Od przyjaciela?

Niemalże. Usłyszałem w słuchawce: „Z tej strony ambasador Wielkiej Brytanii przy Watykanie. Moja żona i ja jesteśmy charyzmatykami z kościoła anglikańskiego. Słyszałem, że został Pan przewodniczącym ICCRS. Będzie potrzebował Pan nieco pomocy”. Dzięki niemu poznałem wielu kardynałów. Ambasador organizował przyjęcie coctailowe z okazji oficjalnych obchodów urodzin brytyjskiej królowej. Zaproponował mnie i mojej żonie, abyśmy razem z nim byli gospodarzami tego przyjęcia. Dzięki temu mogliśmy poznać wielu ważnych ludzi. Gdy staliśmy obok ambasadora i mijał nas np. kardynał, żona ambasadora mówiła: „Oto Charles. Jest odpowiedzialny za odnowę charyzmatyczną. Z pewnością macie wiele wspólnych tematów.” Gdy Bóg powołuje to też wyposaża. Daje to, czego potrzebujesz do zadania, które masz wykonać.

Jak osiągnęliście kompromis w kwestii „do którego kościoła pójdziemy w niedzielę”?

Modliliśmy się w tej intencji. Nasza wiara odrodziła się dzięki świadectwu baptystów i po modlitwie duchownego z kościoła anglikańskiego. Owoc jego modlitwy pojawił się, gdy ja poszedłem do kościoła katolickiego. Dostaliśmy słowo „Rozkwitajcie tam, gdzie zostaliście zasadzeni”. Wróciliśmy więc do korzeni, ja do Kościoła katolickiego, a Sue do anglikańskiego. Jest w tym pewne uzasadnienie, bo zajmujemy się ekumenizmem. Ludzie widzą, że staramy się żyć tak, jak nauczamy. Sue dobrze zna Kościół katolicki, ale czuje, że Bóg chce, aby była tam, gdzie została ochrzczona. Gdy poznaje katolików, którzy odeszli od Boga, stara się pomóc im wrócić do Kościoła katolickiego. Pomogła już wielu katolikom. Jeśli spotyka letniego anglikanina to pomaga mu wrócić do kościoła anglikańskiego. Gdy Sue nie wierzyła w Boga, dzieci chodziły razem ze mną do kościoła katolickiego. Potem żona dołączyła do nas. Ja nie mogę przyjmować komunii u anglikanów, a Sue w kościele katolickim. Zacząłem więc chodzić z nią również do kościoła anglikańskiego, żeby mogła tam przyjmować komunię. W przeciwnym razie otrzymujemy błogosławieństwo.

To musi być bardzo trudne.

To prawda. Robimy tak od 40 lat i jest to nadal tak samo trudne. Szanujemy nauczanie Kościoła w tej kwestii. Wszyscy w naszej parafii katolickiej znają Sue. Czasem głosi tu nauczanie. Księża bardzo ją lubią i chcieliby móc udzielić jej Komunii, ale nie mogą. Ludzie widzą co tydzień jak Sue idzie po błogosławieństwo. To bardzo dotyka ich. Widzą jak bolesny jest podział chrześcijan.

Od niemal pół wieku chodzisz z Duchem Świętym za rękę. Przyjechałeś do Polski na spotkanie z okazji 40 rocznicy wylania Ducha Świętego w Archidiecezji Krakowskiej. Podkreślasz, że każdy powinien doświadczyć chrztu w Duchu Świętym.

Bez Ducha Świętego człowiek nie jest w stanie prowadzić życia chrześcijańskiego. On jest częścią pakietu. Wiem, jak żyłem przez 33 lata. Wiara była intelektualnym przeżyciem. Nie miała mocy. Dopiero gdy przyjąłem Ducha Świętego, stała się czymś żywym. Myślę, że najlepiej oddają to słowa belgijskiego kardynała Suenensa. Nie chodzi o to, czy masz Ducha Świętego. Jeśli jesteś ochrzczony, to masz go. Pytanie, czy Duch Święty ma Ciebie! Czy może się tobą posługiwać. Mój przyjaciel, businessman, jechał kiedyś metrem. Obok niego stał punk z pomarańczowymi włosami, kolczykami i tatuażami. John był gotowy na działanie Ducha Świętego. Usłyszał w sercu, że ma powiedzieć mu „Podoba mi się twoja fryzura”. Długo opierał się. W końcu zebrał się na odwagę. Reakcja chłopaka: „Że cooo? Dlaczego mi to mówisz?”. „Jezus prosił, żebym ci to powiedział”. Punkowiec nie mógł uwierzyć. „Jezus…Myślałem o nim niedawno. Opowiedz mi o nim”, dodał. Jechali linią metra, która robiła pętlę wokół Londynu. Pod koniec trzeciego okrążenia chłopak powierzył swoje życie Jezusowi. Uklęknął w wagonie. John modlił się o wylanie Ducha Świętego. Chłopak zaczął modlić się w językach. Gdy pociąg zatrzymał się, chłopak podziękował Johnowi i wysiadł. Wcześniej powiedział, jak nazywa się kościół w jego dzielnicy. John zadzwonił do proboszcza. Chłopak przyszedł tam po kilku dniach. Mimo fryzury, został dobrze przyjęty i dołączył do wspólnoty.

Charles Whitehead - przewodniczący Rady ICCRS (Międzynarodowej Katolickiej Służby Odnowie Charyzmatycznej) w latach 1989-2000. Od prawie 40 lat uznany głosiciel, nauczyciel w parafiach i na konferencjach. Twórca posługi dla mężczyzn „Harvesters”. Przyjaciel Pastora Nicky Gubel’a, lidera kursów Alfa, i współtwórca „Alfy dla katolików”.

Tagi: