Rap ma wiele cech poezji, ale czy nią jest? Zestawianie go ze sztuką z górnej półki wydaje się chwytem marketingowym, działaniem trochę na wyrost.
Fisz wypowiada frazy z pozorną niedbałością, charakterystyczną raczej dla języka mówionego niż dla muzyki. Jego ciekawe od strony literackiej teksty odbiegają mocno od hiphopowych stereotypów
Tadeusz Koniarz /REPORTER/east news
Opasła, ponadpięćsetstronicowa księga w twardej oprawie, zatytułowana „Antologia polskiego rapu”, i druga, niemal tak samo gruba, książka Tomasza Kukołowicza „Raperzy kontra filomaci”, porównująca w naukowej analizie światy dziewiętnastowiecznych poetów i gwiazd rapu – obie wydane przez Narodowe Centrum Kultury. Czy to nie przesadna nobilitacja dla współczesnych hiphopowych rymotwórców?
Dziecko transformacji
To pytanie stawiają też sami twórcy antologii: „Czy polska kultura hip-hop – a wraz z nią muzyka rap – po dwóch dekadach istnienia jest już częścią narodowego dziedzictwa kulturowego? Czy należy jej się miejsce w tak zwanej kulturze wyższej?” – zastanawia się we wstępie Tomasz Kleyff. I odpowiada, że „rodzimy hip-hop ma wyjątkową moc i znaczenie dla naszej kultury, ponieważ jest zjawiskiem rozwijającym się już w wolnej Polsce, jest dzieckiem transformacji. Dzieckiem, które nie musiało się bać i walczyć z żadnym reżimem, korzystało z wolności słowa i zaczęło się bacznie przyglądać galopującym przemianom w Polsce.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.