Musi ustać wywózka

Adam Dziurok

|

Tragedia Górnośląska

dodane 25.01.2015 00:00

Akcja deportacyjna tysięcy mieszkańców Górnego Śląska stanowiła dla nowych władz poważny problem polityczny, gospodarczy i społeczny. Pojawia się pytanie, co komunistyczni rządcy zrobili, by przeciwdziałać wywózce, by złagodzić jej skutki i doprowadzić do powrotu deportowanych.

Na trybunie honorowej w Opolu w 1946 r. obok Bolesława Bieruta (w jasnym garniturze) stoi w mundurze wojewoda Aleksander Zawadzki, a z tyłu (również w mundurze) jego zastępca Jerzy Ziętek Na trybunie honorowej w Opolu w 1946 r. obok Bolesława Bieruta (w jasnym garniturze) stoi w mundurze wojewoda Aleksander Zawadzki, a z tyłu (również w mundurze) jego zastępca Jerzy Ziętek
CAF /PAP

Pierwsze miesiące po tzw. wyzwoleniu miały się okazać kluczowe dla procesu przejmowania władzy przez komunistów. Strategia pozyskania przychylności ludności hasłami pokoju i sprawiedliwości społecznej została na Górnym Śląsku skutecznie pogrzebana, m.in. przez masowe internowania i wywózki. Od strony wizerunkowej nie można chyba sobie wyobrazić bardziej niefortunnego posunięcia niż masowe represje wobec niewinnej cywilnej ludności. Obciążały one konto polskich władz administracyjnych i partyjnych, które wydawały się całkowicie zaskoczone rozmiarem akcji internowań, a później kompletnie bezsilne wobec działań Sowietów, traktujących Górnoślązaków jako „żywe reparacje” wojenne. Dodatkowo na terenach, gdzie funkcjonowała już polska administracja, w akcję zatrzymań zaangażowani byli funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i Urzędów Bezpieczeństwa. Nie można było więc spychać odpowiedzialności tylko na władze sowieckie, co zresztą i tak od strony propagandowej było wykluczone. Oficjalnie wyrażano wdzięczność bohaterskiej, wyzwolicielskiej Armii Czerwonej.


Bezradność


Z pewnością nie tak mieszkańcy Górnego Śląska wyobrażali sobie koniec niemieckich rządów. Meldunki napływające w 1945 r. do władz wojewódzkich w Katowicach informowały nie tylko o zbrodniach i gwałtach dokonywanych przez czerwonoarmistów, ale też o samowoli sowieckich komendantur, demontażach i wywózce mienia. Stosunek ludności do „wyzwolicieli” stawał się coraz bardziej negatywny. Donosił o tym w czerwcu 1945 r. ówczesny wicewojewoda śląski Jerzy Ziętek: „Żołnierz sowiecki stał się obecnie synonimem zła u ludności polskiej, która na niego czekała”. Z podobną bezradnością wypowiadał się ówczesny wojewoda Aleksander Zawadzki. Choć był wówczas członkiem Biura Politycznego Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej, jego interwencje na poziomie lokalnym w sprawie przerwania akcji deportacyjnej okazały się nieskuteczne. Apelował więc dramatycznie podczas odbywającego się 20 maja 1945 roku posiedzenia KC PPR: „Komitet Centralny winien zająć stanowisko wobec wywózek. Stanowisko to winno dojść do świadomości Związku Sowieckiego i Armii Czerwonej. Ludność na Śląsku była entuzjastycznie nastawiona wobec Związku Sowieckiego, dziś ludność ta jest zdecydowanie nieprzychylnie nastawiona, klnie. KC winien z całą obiektywnością zwrócić się do odpowiednich czynników z wnioskiem przedsięwzięcia radykalnych środków. Musi ustać wywózka. Była szczególna sytuacja. Obecnie front się zatrzymał”. Wypowiedź ta stanowi poniekąd usprawiedliwienie poczynań Sowietów, którzy działać mieli w szczególnej sytuacji trwającej wciąż wojny. Władysław Gomułka podjął interwencję w sprawie deportowanych u Józefa Stalina. Miał on jednak usłyszeć, że nie można zwolnić tak dużej liczby pracowników, gdyż są potrzebni do pracy w kopalniach. Stalin niemniej obiecał stopniowe zwalnianie deportowanych w miarę postępów demobilizacji żołnierzy Armii Czerwonej. Taka postawa świadczy o tym, że roszczenia strony polskiej Stalin uważał za zasadne, ale ważniejsze w tym momencie były pilne potrzeby gospodarcze ZSRR.


Nie oddamy


Sam Zawadzki trzy dni po wystąpieniu w Warszawie wysłał telefonogram do podległych mu władz administracyjnych z poleceniem sporządzenia spisów osób zatrzymanych przez Sowietów. Władze wojewódzkie działały zresztą już pod dużą presją licznych apeli i próśb o interwencję w sprawie internowań i deportacji. Kierowały je zarządy kopalń, rady zakładowe, organizacje społeczne, partie polityczne oraz osoby prywatne. Dodatkowy bodziec do podjęcia działań stanowiła uchwała Rady Ministrów z kwietnia 1945 r., która zakładała wysoki plan wydobycia węgla kamiennego. W związku z tym Centralny Zarząd Przemysłu Węglowego domagał się pomocy w uzupełnieniu braków pracowników w kopalniach. Wskazywał na konieczność powrotu do pracy internowanych górników. Bezpośrednie bowiem interwencje CZPW, np. u pełnomocnika I Frontu Ukraińskiego w sprawie zwolnienia 189 górników z kopalni „Bytom”, okazały się nieskuteczne. CZPW wykazywał się jednak dużą determinacją w działaniach w tej kwestii. Jeszcze wiosną 1945 r. sporządził listę 9601 wywiezionych górników – Polaków z 19 śląskich kopalń. Wykaz ten dotarł do władz sowieckich. W październiku wiceminister spraw wewnętrznych ZSRR odmówił jednak prośbie o zwolnienie wskazanych osób. Dowodził, że w mocy pozostaje decyzja o ich internowaniu, podjęta w grudniu 1944 r. przez Państwowy Komitet Obrony ZSRR. Gdy na prośbę CZPW Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego podjęło interwencję w sprawie deportowanych, została ona potraktowana przez Sowietów „tak nieżyczliwie, że zaprzestano dalszych zabiegów”. Wiaczesław Mołotow informował zresztą w marcu 1946 r., że wszyscy obywatele polscy, internowani w latach 1944–1945, zostali już odesłani do kraju. Jakub Berman polecił polskiemu MSZ podjąć jednak zabiegi w sowieckim MSW, gdyż, jego zdaniem, sprawa wywiezionych Ślązaków miała istotne znaczenie nie tylko dla przemysłu węglowego, ale „całokształtu stosunków państwowych”. 


Dajcie nam spisy


Gdy wiosną 1946 r. trafiły do Moskwy listy deportowanych Górnoślązaków, otrzymano od tamtejszego MSZ odpowiedź, że sprawa jest trudna, gdyż wymaga zbadania, kim są deportowani, a poza tym rodzi „trudności w przemyśle radzieckim”. Po licznych interwencjach w połowie 1946 r. władze sowieckie zażądały ponownego nadesłania spisów deportowanych, z informacją o ostatnim miejscu zamieszkania, zawodzie, miejscu urodzenia i… obecnym adresie w ZSRR! Polskie władze, traktowane jak uciążliwy natręt, zostały więc obciążone dodatkową pracą. W październiku 1946 r. Ambasada RP w Moskwie donosiła o marazmie w sprawie zwolnienia deportowanych. Półoficjalnie zakomunikowano stronie polskiej, że są to Niemcy. Ambasada tłumaczyła, że „są to Polacy, acz poniekąd zniemczeni”. W grudniu 1946 r. podstawą interwencji stał się konkretny dokument – „Spis polskich obywateli-górników, wywiezionych do ZSRR z początkiem 1945 roku z terytorium Górnego i Opolskiego Śląska”. Sporządzony w formie broszury w językach polskim i rosyjskim spis ten jeszcze w grudniu 1946 r. został przekazany Pełnomocnikowi RP do spraw Repatriacji i wysłany do Moskwy. Równocześnie Ambasada RP w Moskwie sporządziła „Materiały o repatriacji ludności polskiej z ZSRR”, w których wymieniono 15 tys. Górnoślązaków „potraktowanych […] niesłusznie jako Niemców i skierowanych do pracy w kopalniach”. Materiały ambasady, sporządzone na podstawie cząstkowych list przesyłanych przez CZPW od 1945 r., wraz ze „Spisem” były już poważną pomocą w staraniach o zwolnienia Górnoślązaków. 
Wielką akcję spisową przeprowadził również śląski Polski Związek Zachodni. Wiosną 1946 r., obserwując nieskuteczność polskich władz, PZZ postanowił przeprowadzić rejestrację wszystkich wywiezionych narodowości polskiej ze Śląska Opolskiego. Rok później listy były już gotowe – liczyły ok. 20 tys. nazwisk.
Mimo dużego wysiłku strony polskiej akcja zwalniania z obozów przebiegała bardzo wolno. Nadzieje przyniosły rozmowy polsko-sowieckie w Moskwie (luty/marzec 1947 r.), w czasie których ustalono, że repatriacją do Polski zostaną objęte osoby narodowości polskiej, które w wyniku działań wojennych znalazły się w ZSRR, w tym również byli obywatele niemieccy. Ustalenia nie doprowadziły jednak do masowej akcji zwolnień Górnoślązaków. Jeszcze przez następne kilka lat wracały grupki wywiezionych.
Warto podkreślić, że największą determinacją w interwencjach w sprawie powrotu deportowanych wykazały się nie władze polityczne, ale Centralny Zarząd Przemysłu Węglowego i Polski Związek Zachodni. Starania tzw. czynników politycznych były wyjątkowo nieskuteczne, co znacznie osłabiało ich pozycję wśród mieszkańców Górnego Śląska.