Świadek

Joanna Bątkiewicz-Brożek

|

GN 45/2014

dodane 06.11.2014 00:15

Pracował dla NASA, deklarując się jako ateista. Potem to on opowiedział o Jezusie Fidelowi Castro. Odszedł jeden z najwybitniejszych umysłów Kościoła za oceanem, przyjaciel Jana Pawła II i don Giussaniego.

Ks. Lorenzo Albacete (1941–2014) Ks. Lorenzo Albacete (1941–2014)
był jednym z doradców Jana Pawła II
www.centroculturaledimilano.it

Kiedy nad amerykańskim Kościołem przeszło tornado pedofilskich afer z udziałem księży, ks. Lorenzo Albacete napisał na łamach „New York Timesa” felieton, który przeszedł do historii. Odsłaniając kulisy swojego powołania, zwrócił się do tych, którzy na celibat kładli winę za całe zło wyrządzone wobec dzieci: „Mój ojciec, hiszpański antyklerykał, dzielił księży na trzy grupy: świętych, którzy żyją celibatem, tych, którzy pod celibatem ukrywają swój homoseksualizm i tych, którzy celibat łamią. Nie zapowiadałem się na świętego, tata wpajał mi więc, że skończę w jednej z tych dwóch pozostałych grup. Czułem się zraniony tą oceną. (…) Podobnie jak mój ojciec, wielu żyje przekonaniem, że celibat musi być zniesiony, bo rzekomo pod jego przykryciem kotłują się niezdrowe emocje. (…) Kiedy zdecydowałem się wstąpić do seminarium, miałem 28 lat i właśnie zerwałem zaręczyny. Nie dlatego jednak, że wystraszyłem się małżeństwa, ale ponieważ wołanie Chrystusa było tak silne. Przyjąłem celibat bezwarunkowo, z wiarą, ale i z drżeniem, że może on być wystawiany na próbę”. Nie szczędząc krytyki pod adresem pedofilii w Kościele, dodaje jednak, że nikt nie „ośmiela się wrzucać do jednego worka mężczyzn żonatych oskarżanych o tę zbrodnię. A takich nie brakuje. Oni nie czują się wytykani palcem. A ja dziś czuję się oskarżony, po raz kolejny w życiu. Boję się, że moi studenci i ich rodzice patrzą na mnie jak na brudnego człowieka (…)”.

Obszerny tekst wprawił w zakłopotanie niejednego krytyka Kościoła. Nikt nie ośmielił się atakować duchownego, bo za oceanem był znany jako ten, który wytrącał argumenty ateistom, a dyktatorom, jak Fidelowi Castro, nie bał się mówić w cztery oczy o Jezusie.

Facet” znad corn flakesów

Do najsłynniejszych bodaj epizodów z życia ks. Lorenza Albacete należy opowieść o jego pierwszym spotkaniu z Karolem Wojtyłą. „To ukierunkowało moje kapłaństwo. Choć na myśl o tamtym dniu do dziś wyrywam sobie włosy z głowy” – przyznał.

Jest rok 1976. Lorenzo od czterech lat jest księdzem. Krakowski kardynał, wówczas przewodniczący delegacji Episkopatu Polski na Kongres Eucharystyczny w Filadelfii, przyjeżdża z wizytą do Waszyngtonu. „Lorenzo, zajmij się tym polskim księdzem” – słyszy Albacete.

– To był przełom lipca i sierpnia. Byłem niezadowolony, że w takim upale mam być kierowcą jakiegoś polskiego księdza. Wszedłem do jadalni w siedzibie waszyngtońskiego metropolity. Wojtyła siedział przy stole. I już jego widok ustawił mnie do pionu – wspominał ks. Albacete w wywiadzie dla amerykańskiego portalu Frontline. – Kardynał nie miał na sobie oficjalnego stroju. Wyglądał jak zwykły ksiądz: rozpięty kołnierzyk i lekko wysunięta koloratka. Był pochłonięty zjadaniem corn flakesów. Przysiadłem się. Ponieważ kończyłem pracę doktorską, pomyślałem, że zabłysnę. Wypaliłem więc: „Studiuję interpretacje hermeneutyków i myślę, że dotarłem do nowych odkryć”. Wojtyła spojrzał na mnie i zadał kilka pytań. Potem dodał kilka swoich myśli. Odwoływał się do nazwisk i lektur, o których nigdy nie słyszałem. Nie miałem pojęcia, o czym do mnie mówi. Płonąłem ze wstydu. Mówił, że studiując dziś teologię, czy inne nauki, „mamy ograniczone spojrzenie i nie dajemy się niczym zaskoczyć, że jesteśmy więźniami samych siebie, bo brak nam odwagi, by odkrywać to, co niepoznane”. Powiedział: „Człowiek jest uwięziony w świecie, który jest naszym wytworem” i że „zamykamy się na transcendencję”. To była filozofia z wyższej półki. Z trudem nadążałem.

W trakcie krótkiego pobytu w Waszyngtonie między ks. Lorenzem a kard. Wojtyłą nawiązuje się jednak nić porozumienia i przyjaźni. Obaj zafascynowani są dramaturgią, kochają tych samych poetów. Po powrocie do Polski kard. Wojtyła wysyła do ks. Albacete listy, polecając mu lekturę różnych książek.

– Ja jednak nie odpowiadałem, a nawet często marudziłem: „o, znowu list od tego gościa z Polski” – przyznaje duchowny. – I kiedy po półtora roku zobaczyłem go w bieli na balkonie bazyliki św. Piotra, krzyknąłem: „O mój Boże! To ten facet, z którym jadłem corn flakesy!”.

Krótko potem ks. Lorenzo Albacete jedzie na pierwszą audiencję do Rzymu. Jan Paweł II rozpoznaje go i z daleka, śmiejąc się, woła: „O proszę, ojciec Albacete! Hm… może teraz ksiądz już będzie odpowiadał na moje listy!?”.

Bóg i poezja

10 lat później ks. Albacete należy do grona papieskich doradców. Jest też rektorem Katolickiego Uniwersytetu Puerto Rico w Ponce oraz odpowiedzialnym za sprawy hiszpańskiego Kościoła przy Konferencji Biskupów Amerykańskich.

To ks. Albacete przygotowuje grunt pod wizytę Jana Pawła II na Kubie w 1998 roku. Zapytany przez „New York Timesa” o to, czy ta pielgrzymka może na wyspie przynieść podobny efekt jak papieska podróż do ojczyzny w 1979 r., odpowiada: „Wizyta Jana Pawła II w miejscu i społeczeństwie, które przez 38 lat było kontrolowane przez jednego dyktatora, będzie dla Kubańczyków jak przyjęcie przybysza z Marsa. I nikt na Kubie dziś nie ma pojęcia, jak to się zakończy”. Sam watykański wysłannik nie przeczuwa nawet, że krótko po tej wizycie wróci na zniewoloną wyspę, by opowiedzieć o Jezusie w cztery oczy… Fidelowi Castro. Dyktator po trwającym kilka godzin spotkaniu z o. Albacete powie: „Nikt przedtem tak nie mówił do mnie o Jezusie. Dlaczego? Byłem dotąd przekonany, że Jezus jest jak ja, komunistą”. Potem doda: „Jeśli mogę tak powiedzieć, przeżyłem dwa cuda. Pierwszy w 1996 r., kiedy byłem w stanie spotkać się z papieżem w Watykanie, drugi kiedy o. Albacete opowiadał mi o Jezusie. Jakby ktoś zdejmował zasłonę z moich oczu”.

Jaki był dokładny przebieg tego spotkania, nie wiadomo. Później na łamach NYT ks. Albacete, jako zresztą stały felietonista tej gazety, wyzna: „Kiedyś zapytałem mojego przyjaciela Jana Pawła II, jak mam mówić ludziom o Bogu, o Tym, który kocha, nawet jeśli z ludzkiego punktu widzenia wydają się być przekreśleni. Wojtyła odparł: »Używaj do tego poezji. Mów tak o Bogu, jakbyś miał do swojej dziewczyny mówić o miłości. Będziesz używał liczb, statystyk, argumentów z dziedziny chemii? Nie, Bóg i miłość to poezja«. Nosiłem w sercu całe życie te wskazówki. W zderzeniu z dyktatorem nie były łatwe do zastosowania”. Wiadomo, że ks. Albacete mówił Castro o sensie Wcielenia. To z kolei tłumaczył za ks. Luigim Giussanim, założycielem Comunione e Liberazione. „Castro zadawał mi pytania o ewangelizację na świecie” – uchyla rąbka tajemnicy duchowny. „Miałem ze sobą książkę don Giussaniego »Zmysł religijny« i podpierając się nią, zrobiłem porównanie z tym, co Jan Paweł II mówił w Hawanie”. Albacete tłumaczy Castro, jak ważny jest ludzki wymiar Jezusa i że dlatego właśnie papież podkreślał na Kubie, że „zaangażowanie na rzecz człowieka, obrona jego godności jest podstawą głoszenia Ewangelii”. Castro miał być tym poruszony.

Noc duszy

– Spotkałem go po raz pierwszy na Capitol Hill. Pochłaniał kanapkę, wypadła mu sałata, a majonez ubrudził marynarkę. Nie zwracał na to uwagi, ale żywo dyskutował o Bogu z tamtejszym zespołem obsługi hotelowej. To była głęboka debata. Nie tracił czasu – wspomina po śmierci duchownego Tom Hoopes, pisarz i dziekan na Benedictine College in Atchison w Kansas. – Albacete to w Ameryce symbol absolutnego przekonania, że jedyna Prawda o człowieku kryje się w Chrystusie.

Ksiądz Lorenzo Albacete odszedł po długiej chorobie w wieku 73 lat. „Swoim cierpieniem udowodnił nam, że nie ma w życiu sytuacji, nawet najtrudniejszych, które mogłyby przerwać codzienny dialog »ja« z Tajemnicą Wcielenia” – napisał ks. Julian Carron stojący obecnie na czele ruchu Komunia i Wyzwolenie.

I wydaje się, że dotyczy to nie tylko ostatnich dni życia duchownego. W przywołanym już felietonie w NYT w obronie celibatu ks. Albacete wyznał:

„Głębsze znaczenie celibatu i mojego powołania pomógł mi zrozumieć przyjaciel z Europy. Jego syn przyjechał do USA na studia. Przyjaciel przeżywał rozłąkę z dzieckiem. Pocieszyłem go, że choć będzie tęsknił, to przynajmniej ma on syna, a ja nigdy nie doświadczę bycia ojcem. I że to właśnie, a nie brak relacji seksualnej, jest najtrudniejsze w celibacie. W odpowiedzi usłyszałem, że mam wiele duchowych córek i synów. »Cóż, odparłem, ale każdy z nich istniałby beze mnie, nie należą do mnie. Twój syn bez ciebie by się nie urodził«. Przyjaciel odparł: »W tym właśnie rzecz. Mój syn nie należy do mnie. Muszę szanować jego wolność. Kiedy decydujesz się na kapłaństwo i celibat, pomagasz też małżonkom i rodzicom zrozumieć, że miłość nie łączy się z posiadaniem, a jedynie jest afirmacją, pomocą, by dzieci szły dalej same. I teraz, kiedy mój syn wyjeżdża z domu, potrzebuję takiego świadectwa od ciebie, księdza«”.

Ksiądz Albacete był naukowcem, a kiedy pracował dla NASA, przeżył, jak pisał, „noc niewiary, wręcz ateizmu”. Dlatego często zapraszano go do amerykańskich telewizyjnych show, gdzie stawiał czoła agnostykom. Nie przez przypadek to właśnie jego wybrał do swojego programu w 2008 r. ateista Christopher Hitchens. „Musisz przejść przez oczyszczający ogień, który św. Jan od Krzyża nazywa nocą duszy, stan, kiedy nic nie jest już oczywiste, kiedy wahasz się nawet, czy istnieje Bóg. Kiedy przebrniesz przez taką ciemność, po drugiej ciemnej stronie duszy znajdziesz wiarę” – tłumaczył znanemu ateiście przed milionową publiką ks. Albacete.

W rozmowie dla amerykańskiego portalu Frontline na twierdzenie dziennikarza, że dzisiaj panoszy się ateizm, a wiara słabnie, o. Albacete wzburzył się: „Przeciwnie, jak mówił Charles Peguy, nigdy przedtem wiara nie była tak silna jak dzisiaj”. Człowiek wierzący musi stawić czoła mistrzom podejrzliwości, tym którzy „wmawiają nam, że wiara w Boga jest jedynie projekcją wewnętrznych urojeń, problemów” albo „sprawą prywatną”. I „Kościół w tym świecie, który zarzuca wierzącym chorobę, nadal trwa. Czy to nie świadczy o sile wiary?”.

Tagi: