Zmierzch Orbána?

Andrzej Grajewski

|

GN 43/2014

dodane 23.10.2014 00:15

Partia Fidesz Viktora Orbána wysoko zwyciężyła w wyborach samorządowych. To kolejny sukces, czy może pojawiły się symptomy, że zaczął się zmierzch premiera Węgier?

Zmierzch  Orbána? Partia Fidesz Victora Orbána zdecydowanie zwyciężyła w ostatnich wyborach samorządowych na Węgrzech, ale otrzymała mniejsze poparcie niż w poprzednim głosowaniu JULIEN WARNAND /epa/pap

Pomimo że zwycięstwo daje koalicji Fidesz z chrześcijańską przybudówką KDNP władzę we wszystkich samorządach terytorialnych oraz wszystkich, poza Szegedem, dużych miastach, partia Orbána zdobyła w tych wyborach mniej głosów aniżeli 4 lata temu (2,1 mln w 2010 r., a obecnie 1,8 mln). W porównaniu z poprzednimi wyborami najwięcej zyskał prawicowy Jobbik, który stał się drugą siłą polityczną w tym kraju. Dlatego lider tego ugrupowania Gábor Vona przekonuje, że to Jobbik w istocie wygrał te wybory, zdobywając prawie 20 proc. głosów w całym kraju. Biorąc pod uwagę, że na Jobbik głosowało wielu młodych wyborców, mandat, jaki obecnie otrzymał Fidesz, nie musi być tak silny i trwały, jak mogłoby się wynikać z prostego podliczenia głosów. Tym bardziej że Jobbik dla partii Orbána może być trudniejszym przeciwnikiem aniżeli rozbite i skompromitowane latami nieudolnych rządów środowisko postkomunistycznej lewicy.
 

Nowa siła

Na czym polega siła Jobbiku? – To zjawisko nie jest nowe w węgierskiej polityce, przekonuje prof. Sándor Őze, dyrektor Instytutu Historii Uniwersytetu Katolickiego w Budapeszcie. – Praktycznie od 1989 r. skrajna prawica cieszyła się na Węgrzech poparciem 10–15 proc. Węgrów. Zwolenników rekrutowała spośród tych, którzy domagali się radykalnego zerwania z komunizmem, dogłębnej dekomunizacji kraju. Wielu nie zgadzało się z tym, że byli komuniści i ich rodziny, jak przewodniczący Komunistycznego Związku Młodzieży KISZ, późniejszy multimilioner, czy wieloletni premier Ferenc Gyurcsány tak łatwo uwłaszczyli się na państwowym majątku – wyjaśnia prof. Őze.

– To partia młoda, antysystemowa, populistyczna, stanowiąca realną alternatywę polityczną dla pokolenia, któremu nawet stabilne rządy Orbána wydają się stagnacją i straciły urok świeżości – dodaje dr Maciej Szymanowski, hungarysta, politolog, także pracujący na Uniwersytecie Katolickim. – Jak każda partia władzy, także Fidesz, sprawując tak długo władzę, skupia nie tylko ideowców, ale i oportunistów lgnących do każdej władzy, aby czerpać z tego tytułu korzyści. Dla wielu młodych Węgrów Orbán, choć ma „tylko” 51 lat, jest już politykiem opatrzonym, który od zawsze był na scenie politycznej – przekonuje Szymanowski, który zna Orbána i śledził całą jego polityczną karierę.

Atutem Jobbiku jest także jego lider Gábor Vona, o 25 lat od Orbána młodszy. Podobnie jak on ukończył elitarny Uniwersytet Loranda Eötvösa w Budapeszcie, gdzie studiował historię i psychologię. Jest świetnym mówcą, przekonującym zarówno na mityngach, gdzie nie unika populistycznych i demagogicznych haseł, jak w i debatach parlamentarnych. Wyraźny nurt antysemicki, obecny w niektórych wystąpieniach działaczy Jobbiku, Vona stara się zacierać, ostentacyjnie spotykając się z rabinami czy korespondując z ambasadą Izraela w Budapeszcie. W Jobbiku są nie tylko węgierscy nacjonaliści. Ich burmistrzem w Ózd, największym z miast, gdzie przejęli władzę, jest Dawid Janiczak (l. 27), przedstawiciel tamtejszej mniejszości polskiej.

Lepsze Węgry?

Jobbik to skrót od nazwy Ruch na rzecz Lepszych Węgier, który ukonstytuował się zaledwie 10 lat temu. Tworzyła go grupa studentów z dwóch prawicowych klubów politycznych w Budapeszcie i Debreczynie. Wkrótce swoją reprezentację mieli na wszystkich węgierskich uczelniach i powoli zaczęli wchodzić na salony wielkiej polityki. Młodzi, radykalni, niebojący się głośno mówić o tym, na co innym politykom, także z Fideszu, nie pozwalała poprawność polityczna. Sympatyków zdobyli podczas tzw. afery taśmowej. Media ujawniły wówczas tajne nagrania rozmów podczas posiedzenia kierownictwa rządzącej postkomunistycznej partii. Lider postkomunistów Ferenc Gyurcsány w kwietniu 2006 r. wygrał wybory, a już pod koniec maja, jako premier, na zamkniętym konwentyklu Partii Socjalistycznej w Őszöd nad Balatonem przyznał, że chcąc wygrać kolejne wybory, socjaliści „kłamali rankiem, w dzień i w nocy”. Taśma z nagraniem wystąpienia we wrześniu 2006 r. została opublikowana. Oburzeni ludzie wyszli na ulice Budapesztu i innych węgierskich miast. Pod parlamentem dochodziło do ostrych starć z policją. Orbán wówczas studził nastroje, wyraźnie unikając konfrontacji, która mogłaby doprowadzić do politycznego przesilenia i przedterminowych wyborów parlamentarnych. Do protestów natomiast wezwali działacze Jobbiku. Byli na pierwszej linii starć z policją, kilku z nich zostało rannych, kilku zatrzymano. Wtedy Jobbik zdobył serca części węgierskiej młodzieży. Później partia była zwolennikiem radykalnej lustracji, do której Orbán nie palił się i nadal się nie pali.
 

Romski problem

Jeszcze ważniejsze były działania Jobbiku podejmowane w kwestii romskiej. To trudny i bolesny problem, z którym nie poradził sobie dotąd żaden rząd po 1989 roku. Oficjalnie na Węgrzech jest ok. 200 tys. Romów, ale nieoficjalnie wszyscy wiedzą, że to społeczność znacznie liczniejsza. Niektórzy dowodzą, że może ich być nawet 800 tys., co dla 10-milionowego kraju stanowi duży problem. Romowie zamieszkują głównie północno-wschodnie rejony (51 proc.) oraz południowe, w Kraju Zadunajskim (20 proc.). To tereny słabo uprzemysłowione, gdzie bezrobocie jest szczególnie duże. – Dzisiaj mamy już całą generację Romów, która nigdy nie podjęła pracy. Ograniczyła do minimum swoje potrzeby, czerpiąc przychody jedynie z zasiłków dla bezrobotnych i rodzinnego albo z działalności sprzecznej z prawem – mówi prof. Őze. – Do tego dochodzą różnice kulturowe. Małżeństwa 14-, 15-latków, rodzące się z nich dzieci nie są w tej grupie niczym wyjątkowym. Próby przeszczepienia na węgierski grunt amerykańskich rozwiązań dotyczących czarnoskórej ludności zakończyły się fiaskiem, ponieważ Romowie żyją jak nomadzi, w wielkich, liczących nawet 80–100 osób rodzinach. I kierują się rodzinno-wspólnotową, a nie indywidualną logiką, kiedy podejmują tzw. życiowe decyzje. Na pewno lepsza oferta pracy, wyższy stopień scholaryzacji romskiej ludności mogłyby pomóc zmienić tę sytuację. Wskazane byłoby także większe zaangażowanie Kościołów, zwłaszcza greckokatolickiego, do którego należy bardzo dużo węgierskich Romów – przekonuje Őze.


Fidesz próbował rozwiązywać te problemy. W miastach, gdzie dochodziło do ekscesów i burd antyromskich, przywrócono funkcjonowanie sił porządkowych, często wcześniej redukowanych. Organizowano wspólne patrole Romów z policjantami. Premier Orbán zdecydował się także otworzyć nierentowne kopalnie w rejonie Tatabányi, w których wcześniej pracowali liczni Romowie. Jobbik zaproponował inne rozwiązanie – obcięcie zasiłków dla romskich rodzin oraz utworzenie Gwardii Węgierskiej (Magyar Gárda), wzorowanej na paramilitarnych bojówkach węgierskich z okresu II wojny światowej. Gwardia miała pilnować porządku tam, gdzie siły policyjne w starciach z Romami okazały się zbyt słabe. Do tej formacji zaciągnęły się tysiące młodych Węgrów. Działacze Jobbiku bezceremonialnie atakowali Orbána za, ich zdaniem, zbyt miękką politykę romską. Autorzy prawicowych portali znaleźli mu nawet rzekomego dziadka pochodzenia romskiego, dowodząc, że jego prawdziwe – romskie nazwisko brzmi Orsós. Nie bez kozery dobry wynik Jobbik osiągał często tam, gdzie konflikty z Romami przybierały najbardziej ostry charakter.
 

Pójdą po władzę?

W 2010 r. Jobbik po raz pierwszy wszedł do parlamentu, zdobywając ponad 12 proc. głosów. Stał się trzecią siłą polityczną, po Fideszu i postkomunistach. Wiosną tego roku zdobył już ponad 20 proc. głosów, a 4 miesiące później poprawił ten wynik w wyborach samorządowych. Teraz jest główną partią opozycji na Węgrzech. Ma burmistrzów w kilkunastu mniejszych miastach oraz będzie drugą siłą w sejmikach w większości komitetów. Zakorzenił się już w całym kraju, ma coraz silniejsze struktury i liczne grono, najczęściej młodych i dobrze wykształconych działaczy, którzy zapowiadają, że za  4 lata oni przejmą władzę. Czy taki scenariusz jest możliwy? – Wątpię – mówi prof. Őze. Nie sądzę, aby ta partia była w stanie jeszcze poszerzyć swój stan posiadania. Chyba żeby Fidesz popełnił jakieś wielkie błędy. Na razie jednak nic na to nie wskazuje. Wyniki ostatnich wyborów jednoznacznie pokazują, że Fidesz cieszy się bardzo wysokim poparciem społecznym w każdym regionie kraju. Pomimo że ostatnie 4 lata, czas stabilizowania gospodarki i wyjścia z głębokiego kryzysu, do którego doprowadzili postkomuniści, wcale nie były łatwe dla przeciętnej węgierskiej rodziny.

Tagi: