Tęcza jak Trójca

Tomasz Rożek

Kiedyś spierałem się z pewnym światłym ateistą – fizykiem. Miłym człowiekiem o ogromnej wiedzy i... jakiejś obsesji na punkcie osób wierzących. Twierdził on, że wierzący fizyk to sprzeczność, że można być albo fizykiem, albo osobą wierzącą.

Tęcza jak Trójca

Dosyć chętnie wchodzę w tego typu spory, więc podniosłem rękawicę. Rozmawialiśmy o historii nauki (wiadomo, Kościół katolicki to ciemnota i zacofanie, za wyjątkiem kilkuset lat, kiedy był mecenasem nie tylko malarzy, ale także naukowców), o konkretnych odkryciach i o motywacjach. Badaczy często do odkrywania prawdy pcha właśnie wiara w Boga. Rozmowa toczyła się nie po myśli znajomego fizyka, tym bardziej że zaczęli się do nas dosiadać inni ludzie. I wtedy fizyk ateista wytoczył broń ostateczną. Trójcę Świętą. - Jak naukowiec, człowiek o wykształceniu ścisłym, może dać wiarę w to, że trzy osoby mogą być równocześnie jedną? - zapytał. - Przecież to nielogiczne, sprzeczne z intuicją. A to intuicja jest podstawą nauk ścisłych – dodał.

Zastanawiałem się, od czego zacząć. Czy od tego, że gdyby intuicja była podstawą, nie byłoby całych dziedzin współczesnej nauki, takich jak chociażby fizyka kwantowa? A może od tego, że nielogiczność nie jest żadnym kryterium rozstrzygającym o prawdzie bądź nieprawdzie w naukach ścisłych? Zamiast gadaniny wyciągnąłem telefon i poszukałem zdjęcia, które zrobiłem kilka dni wcześniej na podłodze w budynku, w którym pracuję. Pokazałem mu je i zapytałem. A jak ty, fizyk z wykształcenia, możesz wierzyć, że siedem kolorów rozszczepionego światła może być równocześnie... jednym światłem - białym? Hm?