Mundial, ramadan, modlitwa

ks. Dariusz Kowalczyk SJ

|

GN 27/2014

Mundial to także intrygujące wydarzenie społeczne. Przy okazji walki na boisku wychodzą różne inne aspekty, jak na przykład religijność.

Mundial, ramadan, modlitwa

Piłkarskie święto trwa. Na co dzień nie śledzę piłki nożnej. Ale interesują mnie takie imprezy jak mistrzostwa Europy lub świata. A niektórzy mówią, że tegoroczny mundial to najciekawszy turniej w historii futbolu. Oglądając wyszkolone i waleczne drużyny, czasem z tak małych krajów jak Kostaryka, widać, jak bardzo w tyle znalazła się reprezentacja Polski. Po prostu dzielą nas lata świetlne. Mundial to także intrygujące wydarzenie społeczne. Przy okazji walki na boisku wychodzą różne inne aspekty – jak na przykład religijność. 28 czerwca rozpoczął się ramadan, ważny czas postu i modlitwy dla muzułmanów.

W okresie ramadanu od świtu do zmierzchu nie wolno m.in. spożywać pokarmów i napojów. Dla piłkarzy, wyznawców islamu, którzy w tym czasie mają biegać po boisku, to oczywiście pewien problem. Madjid Bougherra, as reprezentacji Algierii, która niespodziewanie wyszła z grupy, zauważył, że trudność dotyczy głównie spożywania napojów, ale – dodał – „jeśli będę się czuł dobrze, to zachowam ramadan”.

Muzułmanin z drużyny Francji, Bacary Sagna, oświadczył, że islamskie prawo ramadanu pozwala na wyjątki w szczególnych sytuacjach, a granie na mistrzostwach jest właśnie taką sytuacją, gdyż powstrzymywanie się od pokarmów i napojów mogłoby być dla grającego piłkarza niebezpieczne. W całej sprawie imponujące dla mnie jest to, że ci ludzie na serio stawiają problem i świadczą o swej praktykowanej wierze publicznie. Ciekawą kwestią jest też modlitwa w intencji swojej drużyny. Raz po raz można zobaczyć piłkarzy i kibiców, różnych religii, którzy zdają się zwracać do Boga w intencji pomyślnego dla nich wyniku meczu. Nasuwa się pytanie o sens takiej modlitwy. Czy nie jest to po prostu przykład religijnej magii, niegodnej prawdziwej wiary?

Sądzę jednak, że taka prosta modlitwa wcale nie musi być czymś niewłaściwym. Jeśli nie jest to próba zaklinania rzeczywistości lub – co gorsza – złorzeczenia drużynie przeciwnej, lecz wyraz pragnienia, aby „nasi” pokazali się z jak najlepszej strony i mieli przy tym trochę szczęścia, to niech kibice i sami sportowcy zwracają się do Boga. Ważne jednak jest to, aby po ewentualnie przegranym meczu umieli podziękować Bogu za to, że doszli tam, gdzie doszli. W modlitwie najważniejsze jest bowiem samo stanięcie przed Bogiem, a nie to, czy spełni On nasze oczekiwania.