Pasterz wsparty o krzyż

ks. Tomasz Jaklewicz

|

19.03.2014 13:00 GN 12/2014

publikacja 19.03.2014 13:00

Jako chłopak przemierzał z ojcem dróżki na Kalwarii Zebrzydowskiej, ucząc się, że kochać znaczy dać siebie. Jego krzyż był krzyżem pasterza: wyczerpujące pielgrzymki, nauczanie z mocą i odwagą, walka z mocami zła, świadectwo…

Jan Paweł od Krzyża. Tegoroczny cykl wielkopostny poświęcamy przypomnieniu „stacji ” drogi krzyżowej jego życia i najważniejszym lekcjom z jego nauczania o miłości „aż do końca” Jan Paweł od Krzyża. Tegoroczny cykl wielkopostny poświęcamy przypomnieniu „stacji ” drogi krzyżowej jego życia i najważniejszym lekcjom z jego nauczania o miłości „aż do końca”
Alberto Pizzoli /east news

Krzyż jako klucz do życia Jana Pawła II. Im więcej czytam o papieżu, im dłużej o tym myślę, tym bardziej przekonuję się, że to dobry trop. Duchowość Karola Wojtyły kształtowała się w pobliżu Kalwarii Zebrzydowskiej. Czyż nie jest to wymowne? Tam jako młody chłopak ze swoim ojcem wędrował po ścieżkach ze stacjami Męki Pańskiej lub dróżkami Maryi. Jako ksiądz, później biskup, przemierzał samotnie kalwaryjskie dróżki, omadlając sprawy Kościoła, zwłaszcza w trudnym okresie zmagania z komunizmem. W programie osobistej modlitwy papieża Droga Krzyżowa zajmowała zawsze ważne miejsce. Odprawiał ją w każdy piątek przez cały rok i codziennie w Wielkim Poście. W jego życiu słowo »krzyż« nie jest jedynie słowem” – mawiał kard. Ratzinger, jego następca. Motorem napędowym wszystkich duszpasterskich działań Jana Pawła II była miłość – naśladowanie Dobrego Pasterza, który się nie oszczędza, daje życie za owce. Pielgrzymował wytrwale na koniec świata tak długo, aż nogi odmówiły mu posłuszeństwa, głosił słowo Boże aż po utratę zdolności mówienia, jego pełna blasku twarz jaśniała, dopóki choroba nie zdeformowała jej grymasem bólu, jego ramiona wyciągały się ku wszystkim, aż utracił władzę w drżących dłoniach...

W samych Włoszech odbył 146 wizyt, nie licząc 748 w diecezji rzymskiej. W trakcie rzymskich wizytacji odwiedził 320 spośród 336 parafii Wiecznego Miasta. Jeśli papież Franciszek wzywa, by Kościół wyszedł na ulice i robił raban, to Jan Paweł II był pierwszym, który to robił na niespotykaną w dziejach Kościoła skalę. „Nie możemy czekać na wiernych na placu św. Piotra, musimy do nich wyjść” – powtarzał. Gromadził miliony ludzi na placach, ulicach, stadionach, by głosić im Dobrą Nowinę. Światowe Dni Młodzieży (Buenos Aires 1987, Santiago de Compostela 1989, Częstochowa 1991, Denver 1993, Manila 1995, Paryż 1997, Rzym 2000, Toronto 2002) zgromadziły łącznie dziesiątki milionów osób. W końcowej Mszy św. w Manili uczestniczyło ok. 5 milionów, co było największym zgromadzeniem ludzkim w historii. Papieża widziało osobiście więcej ludzi niż kogokolwiek w dziejach. Jeśli uwzględnimy jeszcze zwielokrotnienie tego efektu przez globalne media, to można śmiało powiedzieć, że dotarł on na krańce świata. Czy nie jest to jakimś niezwykłym znakiem danym nam od Boga, że najbardziej znanym i rozpoznawalnym człowiekiem w dziejach był świadek Jezusa Chrystusa, Jego apostoł, następca Rybaka z Galilei? Taki sposób życia wiązał się z nadludzkim wysiłkiem. Kilka przykładów. Pierwsza podróż do Afryki trwała 10 dni, Jan Paweł II wygłosił 50 przemówień. Jego otoczenie w połowie pielgrzymki padało z wycieńczenia w tropikalnym upale, tylko papież, jak donosiła prasa, „nie okazuje żadnych objawów zmęczenia”. Jan Paweł II w pewnym momencie nie mógł sobie odmówić żartu – pomachał do ekipy telewizji niemieckiej: „Co z wami, chłopcy, żyjecie jeszcze?”. Podróż na Filipiny w 1981 roku – program każdego dnia obejmował 16 godzin bez żadnych przerw. I tak dalej. Zmiany stref czasowych, nieskończona ilość spotkań, celebracji, przemówień, ludzi… Czasem w upalnym słońcu, czasem w zimnie, w deszczu, a nawet i w śniegu, jak w Sarajewie w 1997 roku. Uczenie się języków, koncentracja uwagi, by uwzględnić lokalne zwyczaje, odmienne konteksty polityczne, historyczne, kulturowe. U podstaw tego megamaratonu ewangelizacyjnego leżało przekonanie, że Dobra Nowina o Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym jest uniwersalna, że jest adresowana do ludzi wszystkich kultur i religii. On dosłownie, wręcz fizycznie, oddał się całkowicie tym, którym służył. Organizm papieża w ostatnich latach życia był zniszczony nie tylko przez chorobę i starość. Jego ciało nosiło na sobie ślady tego wyczerpującego biegu z Ewangelią po całym świecie. 

Jan Paweł postanowił wtedy, że tuż po wizycie w Anglii poleci do Argentyny. „Czas lotu tam i z powrotem zajął 29 godzin, podczas gdy czas pobytu na argentyńskiej ziemi jedynie 28 godzin” – wylicza kard. Dziwisz. I dodaje: „Wystarczająco dużo, by zabrzmiało przesłanie pokoju niezbędne dla uniknięcia konfliktu”. Politycy, zwłaszcza dyktatorzy, często szukali okazji, aby wizytę papieską wykorzystać dla swoich celów. Żałosny popis takiego zachowania dał sandinowski reżim w Nikaragui. Papież przybył do tego kraju 4 marca 1983 roku. W rządzie Daniela Ortegi zasiadało wtedy trzech duchownych. Papież upomniał jednego z nich – tego, który miał odwagę pojawić się podczas powitania na lotnisku. Do prawdziwej konfrontacji doszło podczas Mszy świętej w Managui. Rząd zarezerwował pod ołtarzem miejsca dla zwolenników swojej partii. Ludzi, dla których odprawiana była Msza, przepędzono daleko do tyłu, policja strzelała ponad głowami z karabinów maszynowych dla odstraszenia tych, którzy chcieli podejść bliżej. Podczas kazania sandiniści, manipulując nagłośnieniem, zagłuszali słowa papieża. Jan Paweł II przerwał kazanie i zawołał głośno: „Silencio!”. „Sam stawił czoło prowokacji” – wspomina kard. Dziwisz. „Doszło do niezapomnianej sceny, gdy sandiniści wymachiwali czerwono-czarnymi chorągiewkami, a on z podwyższenia ołtarza odpowiadał im uniesionym pastorałem-krzyżem”. W kwietniu 1987 roku papież odwiedził Chile pod rządami Pinocheta. Dyktator po spotkaniu z Janem Pawłem II w pałacu prezydenckim wyszedł z nim na balkon. Wspólne zdjęcie miało sugerować wspieranie wojskowych rządów przez papieża, co było nadużyciem. Podczas Mszy św. w Santiago z udziałem ok. miliona osób doszło do zamieszek. Ich uczestnicy zaczęli podpalać opony, policja interweniowała z opóźnieniem, używając armatek wodnych, pałek i gazów łzawiących. Ojciec Roberto Tucci, doświadczony organizator papieskich podróży, po raz pierwszy myślał o wyprowadzeniu Jana Pawła z miejsca wydarzeń. Papież wytrwał do końca Eucharystii. Rozdawał dzieciom pierwszą Komunię św. ze łzami w oczach z powodu dymu i gazu łzawiącego. Po celebrze klęczał długą chwilę przed ołtarzem. Kiedy miejscowy biskup powiedział do niego: „Wybacz nam”, papież odparł: „Co? Wasi ludzie zostali i uczestniczyli. Jedyną rzeczą, jakiej nie wolno zrobić w tej sytuacji, jest poddanie się awanturnikom”. Nie wiadomo, kto inspirował zamieszki, ale chodziło o wzmocnienie wrażenia, że Chile potrzebuje silnych rządów wojska.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.