W Kościele nigdy nie było lepiej

Wojciech Teister

Przynajmniej w niektórych aspektach. O upadku Kościoła najwięcej mówią ci, którzy sami przeżywają kryzys.

W Kościele nigdy nie było lepiej

Kilka obrazków z mijającego tygodnia:

1. Znajomy student pierwszego roku informatyki dzwoni do mnie z prośbą o pomoc przy organizacji ewangelizacyjnego kolędowania w miejskim autobusie. Ma gotowy pomysł i mnóstwo zapału, są już chętni do wzięcia udziału w akcji. W przedsięwzięciu weźmie z nami udział ksiądz.

2. W mojej rodzinnej parafii trwają rekolekcje przed odpustem. Ogromny kościół wypełniony ludźmi. Są zainteresowani pogłębieniem życia duchowego.

3. Parafia w Orzegowie. Koniec świata diecezji. W powszechnej opinii Galilea pogan. Od miesięcy rozkwitający ogród duchowości. Z tygodnia na tydzień coraz więcej parafian bierze udział we Mszach Świętych w dni powszednie. Na blisko tysiąc osób, które w nich uczestniczą, jakieś 770 przystępuje do komunii. Przed każdą Mszą kolejki do konfesjonałów, pomimo, że codziennie spowiada 2-3 księży. (o tym więcej w najnowszym numerze „Gościa Niedzielnego” w tekście „Będzie dobrze”, s. 32-33).

4. Hala widowiskowa w Krakowie Mogile. Pełna uczestników Forum Nowej Ewangelizacji. Dziesiątki osób z wielu krajów dzieli się swoim doświadczeniem żywego Boga, który przemienia codzienność, nadaje ich życiu smak, wlewa radość w serca.

5. Tychy, kaplica pod kościołem bł. Karoliny wypełniona po brzegi. Trwa modlitwa uwielbienia po wieczornej Eucharystii.

O tych, ani o tysiącach innych, codziennych dowodów na to, że Kościół żyje, nie przeczytasz na największych portalach ani w wiodącej gazecie codziennej, nie usłyszysz w głównych programach informacyjnych w telewizji. Żeby ich nie dostrzegać, trzeba jednak omijać Kościół szerokim łukiem. A to tylko niektóre przykłady tego, że Kościół to dynamiczny organizm.

Ks. Ryszard Nowak w wywiadzie udzielonym Marcinowi Jakimowiczowi mówi, że nie ma sensu lękać się przyszłości, że będzie dobrze. Ja zaryzykuję tezę, że Kościół prawdopodobnie nigdy nie miał się lepiej niż dziś. Przynajmniej pod kilkoma względami. Nigdy w historii chrześcijaństwa Pisma Świętego nie czytało tylu ludzi, nigdy nie było tak licznych oddolnych inicjatyw ewangelizacyjnych, nie wiem, czy kiedykolwiek tak wiele osób świadomie wybierało Jezusa. Nigdy w historii za wiarę w Niego nie umierało tak wielu męczenników jak w obecnych czasach.

Gdzie jest ten upadek Kościoła, który próbują nam wmówić główne media? Jasne, że przeżywamy kryzysy, bo jesteśmy grzesznikami. I w tym sensie ciągle potrzebujemy nawrócenia. Ale Kościół to nie tylko ludzie. Kościół to ludzie zjednoczeni z Bogiem. Jak w obrazie winnego krzewu i latorośli. A Bóg jest większy niż nasze słabości, przez śmierć i zmartwychwstanie zwyciężył nasze grzechy. Uczciwe podejście do tematu każe patrzeć na kryzys przez pryzmat Boga, który oczyszcza swój Kościół.

Jeśli ktoś trąbi jedynie o upadku Kościoła, nie dostrzegając zwycięstwa Chrystusa i wielkich owoców, jakie wzbudza Duch Święty, to chyba dobitny znak, że w swoim pojmowaniu pozostaje na etapie kryzysu grzechu. Kryzysu, który dotyczy nas wszystkich. Ale nie jest ostateczny. Pod warunkiem, że wybierzemy Jezusa jako swojego Pana i pozwolimy Mu modernizować swoje życie. Tak, jak On tego chce.

Czy faktycznie wierzymy w to, co wyrażamy podczas każdej, niedzielnej Mszy Świętej: w ŚWIĘTY Kościół?

Tagi: