Co może jeden człowiek

Karolina Pawłowska

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 44/2013

publikacja 31.10.2013 00:00

Piękna muzyczno-poetycka historia o życiu bł. Jana Pawła II podbiła serca szczecineckiej publiczności. 
Tak jak opowiadający ją aktor i reżyser.


Krakowscy jazzmani
 stworzyli przejmującą muzykę do opowieści o papieżu Krakowscy jazzmani
 stworzyli przejmującą muzykę do opowieści o papieżu
Karolina Pawłowska /GN

Ojcze święty, powiedz nam, jak wybrać chociażby część dat z Twojego długiego życia? – pytał ze sceny aktor. – Przecież każda z nich to słup milowy polskiego Kościoła, dramatu polskiej historii, losów całego chrześcijańskiego świata. Daty, daty… a pośród nich najważniejsza, która wszystkim wydała się cudem: 16 października 1978 r.
Za całą dekorację wystarczą stolik i lampka oraz duży portret rozmodlonego Jana Pawła II. Aktor wypatrzył go na bramie warszawskiego kościoła św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Zabiera go ze sobą, jeżdżąc od miasta do miasta, od kościoła do sali czy kina. – To mój ulubiony obraz. Jan Paweł uśmiecha się na nim jak mały chłopczyk idący do Pierwszej Komunii – mówi z uśmiechem pan Jan. 


Przygotowane i wyreżyserowane przez Jana Nowickiego przedstawienie „Co może jeden człowiek” to podróż przez najważniejsze wydarzenia z życia Karola Wojtyły: śmierć matki, powołanie kapłańskie, 16 października 1978 roku, gdy został wybrany na papieża. Jest i 13 maja 1981 roku, kiedy na placu św. Piotra w Rzymie został postrzelony przez tureckiego zamachowca Alego Agcę. 
W spektaklu można usłyszeć w mistrzowskiej interpretacji wiersze Jana Pawła II, ks. Jana Twardowskiego, Czesława Miłosza, Bolesława Leśmiana, Jacka Kaczmarskiego oraz samego Jana Nowickiego. Dzieła dopełniają muzycy krakowskiego zespołu jazzowego De Profundis: Cezary Chmiel, Marek Stryszowski i Tomasz Kudyk, którzy stworzyli oryginalną oprawę muzyczną spektaklu. 
Wśród autorskich utworów są i „Barka”, i „Mury” Jacka Kaczmarskiego, w rewelacyjnej interpretacji Marka Stryszowskiego z… rapującym Janem Nowickim. 
– „Mury” musiały się pojawić. Przecież to Jan Paweł II rozwalił komunę, to on odmienił świat! Był nie tylko głową Kościoła, człowiekiem modlitwy, ale też politykiem, i to potężnym – dzieli się swoimi przemyśleniami o papieżu, gdy rozmawiamy w garderobie. 


Powiedzieć coś ważnego


Inspiracją do stworzenia spektaklu okazała się beatyfikacja papieża Polaka. – To było zapotrzebowanie chwili. Czułem, że coś takiego dobrze byłoby zrobić w takim momencie. Teraz zastanawiałem się nawet przez chwilę, żeby już się z tego wycofać. Ale zaraz będzie nowe świętowanie, papież Polak zostanie kanonizowany. I pomyślałem: a może nigdy nie jest za dużo o Janie Pawle, może wciąż trzeba o nim opowiadać? – zastanawia się aktor. 
„Co może jeden człowiek – w hołdzie Janowi Pawłowi II” to trzecia, po „Drodze Krzyżowej” i spektaklu „Z obłoków na ziemię” propozycja poetycko-muzyczna przygotowana wspólnie z zespołem De Profundis. I, jak się zdaje, nie ostatnia. 
– Chodzi mi po głowie taki pomysł, żeby zrobić jeszcze jedną rzecz, może ostatnią, bo jakiś taki stary się zrobiłem ostatnio – zdradza z uśmiechem aktor, choć werwy i ekspresji mógłby mu pozazdrościć niejeden dwudziestolatek. 
Nowe przedsięwzięcie ma dotyczyć św. Franciszka. Aktor nie ukrywa, że inspiracją do „wzięcia na warsztat” postaci Biedaczyny z Asyżu jest papież Franciszek. 
– Ten wybór to musiała być naprawdę interwencja Ducha Świętego! To niesamowita postać. To, co już zrobił, to są rzeczy nieodwracalne w Kościele, cudowne – mówi z uniesieniem o głowie Kościoła. 
Zachwyt nad nowym papieżem sprawił, że postanowił nawet wprowadzić poprawki do spektaklu o Janie Pawle II i umieścić tam fragment dotyczący Franciszka. 
– Jeżdżenie z tymi spektaklami po Polsce rzeczywiście daje się we znaki, jest bardzo męczące, ale i… piękne. Jeśli wiesz, że masz do powiedzenia coś ważnego, coś, co ma sens – to warto to robić, nawet tłukąc się po 400–500 km. Spektaklowi o Janie Pawle II towarzyszą olbrzymie emocje. I – aż wstyd się przyznać – nie tylko widzowie są wzruszeni, ja także. Gramy często w kościołach, gdzie odbiór jest inny niż w teatrze. Bywa, że spektakl kończy się tym, że wszyscy, wzruszeni, obejmujemy się. To są emocje! A przecież czy nie o to chodzi aktorowi, żeby wzruszać? Brakuje mi takich doznań artystycznych – wyznaje Jan Nowicki.