Dyktatura mniejszości

Bogumił Łoziński

|

GN 41/2013

publikacja 10.10.2013 00:15

Projekt ustawy wprowadzającej kary za krytykę zachowań homoseksualnych czy odmowę zatrudnienia geja w szkole już przeszedł pierwsze czytanie w Sejmie. Jeśli zostanie przyjęty, grozi nam dyktatura mniejszości seksualnych.

Dyktatura mniejszości Na stronie www.stopdyktaturze.pl można poprzeć protest przeciwko projektowi ustawy

Lewica nie ustaje w dążeniach do przyznania mniejszościom seksualnym specjalnych przywilejów. W czerwcu pod obrady Sejmu trafił projekt nowelizacji tzw. ustawy antydyskryminacyjnej, zgłoszony przez Sojusz Lewicy Demokratycznej i Ruch Palikota. Propozycja została przyjęta w pierwszym czytaniu i obecnie trwają nad nią prace w sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Oprócz partii lewicowych głosował za nią prawie cały klub Platformy Obywatelskiej – 167 posłów (przy 12 przeciw), i to właśnie ich stanowisko zdecydowało, że propozycja nie została odrzucona. Nim projekt ustawy trafi do drugiego czytania, warto, aby opinia publiczna poznała jej zapisy i ich konsekwencje. Według prawników, m.in. ekspertów Centrum Prawnego Ordo Iuris, zawierają one skrajne rozwiązania, których wprowadzenie oznaczać będzie poważne ograniczenie wolności w Polsce i przywileje dla mniejszości seksualnych kosztem normalnych rodzin.

Projekt wprowadza zakaz dyskryminacji m.in. ze względu na „tożsamość płciową” oraz „ekspresję płciową” – pojęcia dotychczas niewystępujące w polskim prawie. W praktyce oznacza to, że jeśli np. zwrócimy uwagę całującym się publicznie gejom, iż nie życzymy sobie takich zachowań, bo są gorszące dla naszych dzieci, mogą oni podać nas do sądu o odszkodowanie. Otwiera to pole do nieograniczonych roszczeń. Powodem oskarżenia może być subiektywne przekonanie skarżącego, że doznał niegodnego traktowania. Warto przy tym podkreślić, że projekt obejmuje ochroną także transwestytyzm i transseksualizm.

Ograniczenia wolności gospodarczej

Wyobraźmy sobie sytuację, że do katolickiej szkoły zgłasza się do pracy jako nauczyciel języka angielskiego aktywny homoseksualista. Choć ma on odpowiednie kompetencje, dyrektor placówki odmawia mu zatrudnienia, gdyż jego zachowania seksualne są sprzeczne z wartościami przekazywanymi w szkole. – W myśl nowelizacji z tego powodu dyrektor nie będzie mógł odmówić gejowi zatrudnienia, a jeśli to zrobi, może zostać pozwany do sądu – tłumaczy prawnik, prof. Aleksander Stępkowski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Nowe prawo w sposób poważny ogranicza wolność gospodarczą. Zgodnie z nim nie będzie można odmówić świadczenia usług w sytuacjach wywołujących konflikt sumienia. Jeśli na przykład restaurator nie zgodzi się na wynajęcie lokalu na przyjęcie dla homoseksualistów świętujących zawarcie związku partnerskiego, może być oskarżony o dyskryminację. Co więcej, w czasie procesu to on będzie musiał udowodnić, że odmawiając wynajęcia lokalu, nie kierował się niechęcią do orientacji seksualnej. O tym, że nie są to bezpodstawne obawy, świadczą konkretne przykłady. W Holandii pozwana została firma, która odmówiła wykonania ręczników promujących zachowania homoseksualne, a w Kanadzie zamknięta drukarnia, która odmówiła sporządzania nadruków na T-shirty na paradę homoseksualistów.

Zamach na wolność słowa

Dyrektywy unijne dotyczące dyskryminacji jednoznacznie stwierdzają, że nie stosuje się ich do treści zawartych w środkach masowego przekazu. Nowelizacja znosi ten przepis. Jeśli ktoś napisze w gazecie np., że akt homoseksualny jest grzechem, to może zostać pozwany. Nowelizacja wprowadza więc drastyczne ograniczenie wolności słowa. Dlatego zbliżony przepis odrzucono w Wielkiej Brytanii. Konsekwencją przyjęcia tego zapisu byłoby poważne ograniczenie swobody wyrażania poglądów, gdyż wystarczy, że jeśli ktoś subiektywnie poczuje się urażony treścią jakiegoś artykułu, będzie mógł wytoczyć proces i żądać zadośćuczynienia. W myśl projektu to dziennikarz będzie musiał udowodnić, że w swoim artykule czy programie nie molestował osoby lub organizacji, które mu to zarzucają. Warto też podkreślić, że o ile dotychczas ochrona przed dyskryminacją dotyczyła osoby fizycznej, to nowelizacja wprowadza także ochronę osoby prawnej. Czyli np. stowarzyszenia czy fundacje będą mogły wytaczać procesy podmiotom, które mają poglądy niezgodne z ich ideologią.

Pod płaszczykiem Unii

Autorzy projektu dopuścili się manipulacji przy podaniu powodów nowelizacji ustawy. Nazwali ją „zmianą ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania oraz niektórych innych ustaw”. Tłumacząc ten prawniczy żargon, chodzi o to, że według wnioskodawców należy polskie prawo dostosować do dyrektyw Unii Europejskiej w zakresie dyskryminacji. To nieprawda. Przyjęta w Polsce w 2010 r. ustawa antydyskryminacyjna całkowicie wypełnia unijne dyrektywy dotyczące równości. W rzeczywistości SLD i RP chcą wprowadzić do polskiego prawa szereg radykalnych postulatów środowisk mniejszości seksualnych (LGTB), których Unia wcale nie wymaga. Rozwiązania zaproponowane w nowelizacji zostały pięć lat temu zablokowane w Unii z powodu mocnej opozycji państw wchodzących w skład Wspólnoty. 27 państw członkowskich do dziś podtrzymuje poważne zastrzeżenia co do rozwiązań zaproponowanych w projekcie, które są po prostu próbą wprowadzenia ideologii homoseksualnej. Odrzucili je już Anglicy i Irlandczycy, a ostatnio Austriacy.

Stop dyktaturze

W odpowiedzi na próbę wprowadzenia tak drastycznych regulacji Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny rozpoczęło kampanię społeczną, której celem jest zablokowanie zmian. W jej ramach m.in. rozsyła do Polaków listy z informacją o niebezpieczeństwach, jakimi grozi przyjęcie nowelizacji. Założyło również specjalną stronę internetową www.stopdyktaturze.pl, na której można się podpisać pod protestem przeciwko uchwaleniu nowelizacji, skierowanym do marszałek Sejmu Ewy Kopacz. W ciągu trzech tygodni protest poparło ponad 30 tys. osób. Jak podkreśla prezes Centrum Jacek Sapa, jeśli projekt wejdzie w życie, zagrozi normalnej rodzinie, gdyż będzie promować związki homoseksualne jej kosztem, m.in. bardzo poważnie ograniczy prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z wyznawanymi wartościami.

Istotne są działania w stosunku do posłów, bo to oni będą decydować o losach nowelizacji. Zastanawiające jest olbrzymie poparcie tak skrajnych przepisów ze strony posłów PO, a przecież, jak pokazało głosowanie w sprawie związków partnerskich, około 40 parlamentarzystów tego ugrupowania jest przeciwnych radykalnym rozwiązaniom na rzecz mniejszości seksualnych. Jak udało się nam ustalić, w klubie PO nie było dyskusji na temat tej regulacji, a jeden z jej polityków szczerze przyznał: – Nasi posłowie nie uświadamiali sobie tego, co popierają. Do sejmowej komisji, która zajmuje się nowelizacją, wkrótce mają trafić jej analizy prawne. Można się spodziewać, że większość z nich będzie miażdżąca. Zdaniem naszego rozmówcy z PO, gdy posłowie tej partii zapoznają się z tego typu analizami, zmienią zdanie i odrzucą projekt. Oby tak się stało.