Cudowna moc bukietów

Piotr Legutko


|

GN 33/2013

publikacja 15.08.2013 00:15

O bukietach przygotowywanych dla Matki Boskiej na uroczystość Wniebowzięcia z Lilianą Sonik, prezesem Instytutu Dziedzictwa


Liliana Sonik – publicystka, dziennikarka TVP, inicjatorka konkursu „Cudowna Moc Bukietów”, w czasach PRL uczestniczka opozycji demokratycznej, współzałożycielka Studenckiego Komitetu Solidarności Liliana Sonik – publicystka, dziennikarka TVP, inicjatorka konkursu „Cudowna Moc Bukietów”, w czasach PRL uczestniczka opozycji demokratycznej, współzałożycielka Studenckiego Komitetu Solidarności
archiwum liliany sonik

Piotr Legutko: Skąd u Pani taki sentyment do Matki Boskiej Zielnej?


Liliana Sonik: To najpiękniejsze święto polskiego lata. W domu robiliśmy bukiety z ziół i polnych kwiatów. Nasz parafialny kościółek w Podstolicach jest położony na szlaku architektury drewnianej. Stare drewno w sierpniowe dni nabierało niepowtarzalnego zapachu ziół, którego nie sposób zapomnieć.


To już tylko wspomnienie?


Oczywiście, że nie tylko. Chociaż obyczaj robienia bukietów wyraźnie nam jakoś tak… więdnie. Jest ich coraz mniej, są jakieś przypadkowe, rachityczne. Tymczasem na znanym obrazie Pruszkowskiego „Procesja zielna” widzimy cały przepych kwietnych naręczy. Parę lat temu mąż, patrząc na ten obraz, powiedział mi: „Musisz coś zrobić, żeby ten obyczaj nie zaginął”.


I co Pani zrobiła?


Dewiza naszego stowarzyszenia brzmi „wspierać rozwój, chronić dziedzictwo”. Nie mamy etatów, ale mamy pasję. Jestem pewna, że zwyczaj tworzenia zielnych bukietów ma ogromny potencjał prorozwojowy. Dlatego od czterech lat organizujemy w Krakowie konkurs na najpiękniejszy bukiet. Zachęcamy proboszczów małopolskich parafii, by robili to samo. Ale w nasze ślady idą też Kaszuby i Kościerzyna, gdzie podobny konkurs jest organizowany. Ksiądz prałat Pałasz z Podstolic wspominał, że gdy dawno temu przyszedł do tej parafii, już po paru latach był w stanie po bukiecie rozpoznać, z jakiej wsi on pochodzi.


Po kwiatach czy sposobie ich układania?


Obie rzeczy były ważne. Każda wieś miała swój przepis na bukiet, którego sekret przechodził z matki na córkę. Ale było to też związane z charakterystyczną dla danej okolicy roślinnością. Teraz, niestety, ten porządek został zaburzony, wiele kwiatów już nie występuje, zioła zanikają. Coraz trudniej więc zachować tradycyjny skład bukietu. Zwłaszcza że wiedza, gdzie rosną „pantofelki Najświętszej Panienki”, staje się coraz mniej powszechna.


Przyznaję się: ja w ogóle nie wiem, o jakiej roślinie Pani mówi.


Może pan wie, tylko nie kojarzy nazwy, bo te rośliny mają potrójne nazewnictwo: łacińskie – czyli gatunkowe, polskie – czyli oficjalne i wreszcie to ludowe, silnie związane z wiarą. A nazwy ziół leczniczych kwitnących w sierpniu często nawiązują wprost do uroczystości Wniebowzięcia. Na przykład dziurawiec to „dzwonki Panny Marii”, a „włosy Maryi” to popularny targanek.


Skąd można czerpać wiedzę, jak robić takie cudowne bukiety?


To święto jest przepięknie utrwalone w ikonografii, na obrazach i witrażach, zwłaszcza z końca XIX wieku. Jest też mnóstwo poematów i wierszy nawiązujących do Matki Boskiej Zielnej. Ale gdy wejdzie się w problem głębiej, szuka świadectw bardziej naukowych u etnografów, napotykamy pewne problemy. Bo np. u Seweryna Udzieli czytamy, że prawdziwy krakowski bukiet powinien zawierać około stu ziół. A Zygmunt Gloger, żyjący w tym samym mniej więcej czasie, bo trochę ponad sto lat temu, utrzymuje, że wystarczy 12, ważne, by były leszczyna i żabie skrzeki. Najgorsze, że nikt mi nie jest w stanie powiedzieć, co to są te skrzeki. Mam pewne podejrzenia, lecz brak mi pewności.


Może ktoś z czytelników pomoże rozstrzygnąć ten palący problem.


Będę wdzięczna. Natomiast nie podlega dyskusji fakt, że osią wszystkich bukietów w Małopolsce, wokół której komponuje się bukiety, jest jabłko nabite na patyk. Jak piękne – można zobaczyć na naszej stronie, gdzie zresztą zamieściliśmy szczegółowe „przepisy” na tradycyjny bukiet zielny: www.cudownamocbukietow.pl.


A na żywo gdzie?


Zawsze 15 sierpnia na Małym Rynku w sąsiedztwie bazyliki Mariackiej, zresztą pw. Najświętszej Maryi Panny. W Polsce jest ponad 600 kościołów pod tym wezwaniem i na pewno wiele z nich podtrzymuje tradycję. 


Kto najpiękniej dobiera zioła? Wieś rządzi czy miasto?


Jury przed podjęciem decyzji nie wie, kto stworzył bukiety. I proszę sobie wyobrazić, że często wygrywają te zrobione przez bardzo młodych ludzi, wręcz dzieciaki, niekoniecznie ze wsi. Nie brak też bukietów zrobionych przez mężczyzn. W ubiegłym roku jedną z nagród dostał pewien szacowny ginekolog-położnik. Potem opowiadał mi, że odebrał poród o szóstej rano i jeszcze zdążył dokończyć bukiet, bo są takie roślinki, które trzeba koniecznie zerwać rano. Inną nagrodę zdobyła sympatyczna dziewczyna, która miała wszędzie kolczyki i tatuaże. 


Co oprócz konkursów proponuje Instytut Dziedzictwa, by tradycja nie zaginęła? 


Na przykład warsztaty, które prowadzimy we współpracy z Muzeum Farmacji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Bo przecież te bukiety nie tylko pięknie wyglądały, ale służyły. Kobiety, które kiedyś je wymyślały, doskonale wiedziały, co zbierają i dlaczego. Innej medycyny przez wieki na wsi nie było. Te bukiety miały moc nie tylko w przenośni. Zawierały rośliny, które leczyły. Ich zbieranie wymagało ogromnej wiedzy, ale kobiety po prostu ją miały. Wiedziały doskonale, co jest na katar, a co na ból brzucha, od czego przestanie boleć głowa, a co do rany należy przyłożyć. Ziołami leczono ludzi i zwierzęta. 


Dlaczego 15 sierpnia coraz mniej w kościołach zieleni?


Ludzie na wsi zaczęli się tego zwyczaju trochę wstydzić, a w mieście nie mają na robienie bukietów czasu. Choć przecież nie jest tak, że było to wyłącznie święto wiejskie. Pamiętam Kraków mojego dzieciństwa. Nawet w najściślejszym centrum, w każdym kwartale na podwórkach był ogród i o tej porze roku miasto też pachniało. Teraz większość oaz zieleni wybetonowano i zamieniono w parkingi. Ale zanikanie obyczaju to problem nie urbanizacji, a raczej zmiany mentalności.


Jaki element tego święta nam umknął?


Coś nieuchwytnego, co najlepiej oddaje poezja Jana Lechonia. On sam był mieszczuchem i warszawiakiem, ale znał przyrodę, skoro tak pisał: „O! wy kwiaty mej młodości prosto z łąki zioła,/ Co na Matkę Boską Zielną znoszą do kościoła./ I stawiają Częstochowskiej, by podniosła rączkę./ Nad firletkę, macierzankę i nad srebrną drżączkę,/ Nad rozchodnik i lawendę, nad rutę i miętę,/ Bo to wszystko przecież Boże, bo to wszystko święte”.


Najbardziej ekologiczne ze świąt jest trochę jak wyrzut sumienia dla tradycjonalistów, bo ekologia stała się polityką lewicy. 


Ale Kościół ma „w zasobach” św. Franciszka, który głosił miłość do świata przyrody już osiem wieków temu, dużo wcześniej niż powstało słowo ekologia. Święto Matki Boskiej Zielnej uczy, jak ważna jest natura. Przyroda zasługuje na szacunek, „bo to wszystko Boże, bo to wszystko święte”.


Może po prostu inaczej dziś przeżywamy naszą wiarę, mniej „na ludowo”?


Religii potrzeba rytuałów, bo one są tłumaczem Bożej rzeczywistości na język zwyczajnych ludzi. My nie wyobrażamy sobie wigilii bez opłatka, ale jest wiele krajów, gdzie tego rytuału nie ma. I rodzi się pytanie: czy religijny wymiar religii nie jest uboższy bez tego obyczaju dzielenia się opłatkiem?


Więc może zespół symboli i znaczeń związanych z tym świętem przestaje przemawiać, jest traktowany wyłącznie jako folklor?


Jeśli tak dzieje się, to z dwóch powodów. Po pierwsze za mało o nie dbamy. Po drugie te wszystkie kąkole, gorczyce, winorośle uciekają poza sferę bezpośredniego, dotykalnego doświadczenia. Pogrążamy się w świecie wirtualnym, wymyślonym, coraz bardziej odległym od natury, która staje się dla nas powoli nieczytelna. Brytyjczycy przeprowadzili badania, jaką wiedzę dotyczącą najbliższego nam świata roślin mająstudenci biologii. Okazało się, że… nie potrafili nazwać żadnego z 10 pokazanych im polnych kwiatów. Ja to nazywam wykluczeniem botanicznym. 


Z czego się ono bierze?


Przyczyn jest wiele, nie tylko brak kontaktu z naturą, ale także z rodzinną tradycją, z dziadkami i babciami, dla których była to wiedza odziedziczona, przechowywana przez pokolenia. To jest problem dotykający wszystkich, ale nas, „lud Księgi” w sposób szczególny, bo przestajemy rozumieć ewangeliczne przypowieści, kiedyś tak blisko związane z ludzkim doświadczeniem, dziś coraz bardziej abstrakcyjne albo baśniowe. 


A dlaczego Matka Boska jest Zielna?


W tradycji zachowano przekaz, że gdy Maryja została wzięta do nieba, pozostawiła po sobie właśnie kwiaty. Już w średniowieczu właśnie z nimi świętowano Wniebowzięcie, i to w całej Europie. Czesi swoją Matkę Boską Zielną nazwali Korzenną, Bawarczycy – Kwietną, a Estończycy – Żytnią. To święto jest dziś najmocniej obecne właśnie w Bawarii, w Polsce, na Litwie i w całym świecie prawosławnym.