Źródła naszej wiary

Roman Tomczak

|

Gość Legnicki 29/2013

publikacja 18.07.2013 00:00

Trudno tu trafić zwykłemu turyście. Łatwiej pielgrzymowi na Drodze do Santiago, która tędy prowadzi.

Ołtarz główny zdobi cudowna figurka Matki Bożej z końca XVI wieku Ołtarz główny zdobi cudowna figurka Matki Bożej z końca XVI wieku
Roman Tomczak /GN

Sanktuarium maryjne w Grodowcu wcale nie jest ukryte wśród domów albo lasów. Przeciwnie. Od kilkuset lat nic, nawet kopalniane szyby, nie odebrały temu kościołowi dominacji nad okoliczną perspektywą. Niełatwo jest jednak znaleźć malowniczą dróżkę, która prowadzi do stóp jednego z najciekawszych miejsc na pograniczu dolnośląsko-lubuskim.

Wieża jak drogowskaz

Najprościej jest zjechać z drogi krajowej nr 3 w Kaźmierzowie, pomiędzy Gaworzycami i Polkowicami. Stamtąd trzeba kierować się na wieś Żuków i tam zapytać o drogę. Kręta, asfaltowa dróżka, tak wąska, że mieści się na niej tylko jeden samochód, zaczyna wić się na kościelne wzgórze w miejscu trudnym do znalezienia. Kiedy już jednak znajdziemy się na niej, dech zaprze nam w piersiach widok czerwonej, szczupłej i sięgającej nieba wieży sanktuarium. Dalej droga jest już łatwa. Zaprowadzi nas wprost do parafialnego kościoła pw. św. Jana Chrzciciela, od średniowiecza – sanktuarium maryjnego. Obecnie jego najcenniejszym skarbem jest cudowna figura Matki Bożej. Ta gotycka rzeźba (ok. 1590 r.) ma tylko metr wysokości i przedstawia „Marię Służebnicę Pańską w świątyni” w postawie modlitewnej. Sam kościół zbudowano w latach 1702–1724. Katolicka świątynia była już w tym miejscu co prawda od 1291 r., jednak doszczętnie spłonęła. Obecna barokowa bryła budowli murowana jest z kamienia i cegły. Od zachodu przylega do niej charakterystyczna, ośmioboczna wieża z iglicą.

Na pomoc zabytkowi

Największym ekspertem i znawcą dziejów sanktuarium w Grodowcu jest ks. Witold Pietsch, do niedawna proboszcz grodowieckiej parafii, dziś posługujący w Głogowie. To za jego czasów kościół i jego otoczenie przeżyło największy renesans w swojej kilkuwiekowej historii. Podupadłą bryłę sanktuarium fachowo zabezpieczono, przywracając jej blask dzięki donacji KGHM Polska Miedź i pomocy wiernych. A nie było to łatwe, bowiem wnętrze świątyni wypełnione jest bogatym wyposażeniem. Obok cudownej figury Matki Bożej Grodowieckiej wnętrze zdobią cztery ołtarze boczne i niepowtarzalnej urody ośmiometrowa ambona z XVIII wieku. – To dzieło anonimowego artysty, przedstawiające sceny z Ewangelii św. Jana – wyjaśnia Marian Hawrysz z lubińskiego oddziału PTTK, który wiedzę o sanktuarium czerpał od ks. Pietscha. – Dopełnieniem całego wyposażenia świątyni są barokowe konfesjonały i stacje Drogi Krzyżowej. W ścianę zewnętrzną kościoła wmurowano całopostaciowe płyty nagrobne rodu von Zedlitz i von Dyhern, właścicieli okolicznych ziem – mówi. Barokowym uzupełnieniem założenia są prowadzące do kościoła od strony południowej monumentalne schody z pięcioma tarasami. Na nich zespół kamiennych rzeźb przedstawia scenę ukrzyżowania Chrystusa. – Są postaci Maryi oraz świętych Jana, Mikołaja i Jana Nepomucena – wylicza Hawrysz.

Nazwa nazwie nierówna

Przez cały okres swojego istnienia miejscowość, w której znajduje się sanktuarium, nosiła nazwę Hochkirch, czyli Wysoki Kościół. W połowie lat 50. zmieniono ją administracyjnie na Wysoką Cerekiew. Nazwa tyleż zwodnicza, co śmieszna i niedająca się wytłumaczyć inaczej jak tylko wrogością lokalnych władz do słowa „kościół”. Po przemianach ustrojowych w Polsce wydawało się, że naturalną koleją rzeczy powróci historyczna nazwa miejscowości. Niestety, uznano, że teraz wieś powinna nazywać się Grodowiec. Prawdopodobnie chciano nawiązać w ten sposób do wyników badań archeologicznych, dowodzących słowiańskiego charakteru miejscowości.