Pierwsze 10 km autostrady

Monika Łącka


|

Gość Krakowski 28/2013

publikacja 11.07.2013 00:00

Co dalej z „Zielonym Dołem”? Dla osób chorujących psychicznie to coś więcej niż miejsce pracy. – Tu czuję się bezpieczny, wiem, że jestem potrzebny. To daje radość i ogromną satysfakcję – mówi pan Jacek.


– Do końca września zapraszamy do „Zielonego Dołu”. A potem... będzie, co Bóg da – mówi pan Jacek, który w ośrodku jest kelnerem – Do końca września zapraszamy do „Zielonego Dołu”. A potem... będzie, co Bóg da – mówi pan Jacek, który w ośrodku jest kelnerem
Monika Łącka /GN

Kiedyś był mechanikiem samochodowym, jednak choroba dużo w jego życiu zmieniła. Najpierw leczył się w szpitalu, na oddziale klinicznym, potem na oddziale dziennym. Teraz jest pod stałą kontrolą lekarza i pracuje jako kelner w „Zielonym Dole” – Ośrodku Recepcyjno-Szkoleniowym, prowadzonym przez Laboratorium Cogito Sp. z o.o., utworzoną przez Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Psychiatrii i Opieki Środowiskowej. Do pracy przygotowywał się, uczestnicząc w warsztatach terapii zajęciowej.


– Zaczynałem od lepienia pierogów, robienia gołąbków, krokietów. Potem uczyłem się bycia kelnerem – opowiada. Z WTZ trafił do firmy cateringowej „Cogito”, a później do „Zielonego Dołu”. – W pracy nie ma czasu na czarne myśli. Ważne jest, że mam określony rytm dnia. Wiem, że rano muszę wstać i zadbać o siebie, by wszystkim dobrze się ze mną pracowało – mówi i dodaje, że świadomość, iż „Zielony Dół” – decyzją Jerzego Millera, wojewody małopolskiego – 30 września może przestać istnieć, jest trudna dla wszystkich pracowników. – Żal byłoby stracić to wszystko. Jestem jednak osobą mocno wierzącą, dlatego uważam, że nie ma sytuacji bez wyjścia, a Bóg daje nam trudności po to, by je przezwyciężać. Nawet ze zła może wyniknąć dobro. Możemy stracić pracę, ale nie zostaniemy sami – podkreśla pan Jacek.


Zaczęło się od cateringu


Firma społeczna „Zielony Dół” powstała trzy lata temu, ale jej historia zaczęła się w 2006 r., od projektów rehabilitacyjnych i edukacyjnych, realizowanych przez Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Psychiatrii i Opieki Środowiskowej w ramach Inicjatywy Wspólnotowej EQUAL, finansowanej przez Europejski Fundusz Społeczny. – Dla osób uczestniczących w tych projektach miał to być pierwszy krok do znalezienia zatrudnienia w firmach społecznych – opowiada Teresa Misina, kierownik „Zielonego Dołu”.


W 2007 r. powstały dwie takie firmy – Wypożyczalnia Rowerów „Cogito” i Firma Cateringowa „Cogito”. – Utworzyło je stowarzyszenie, które nie prowadziło wtedy działalności gospodarczej, dlatego wkrótce firmy zostały przeniesione w struktury działającego od 2005 r. Laboratorium Cogito.


– Gdy projekt unijny dobiegł końca i nie mieliśmy żadnego wsparcia finansowego, jedynym sposobem na utrzymanie się na rynku było znalezienie stałych klientów – mówi T. Misina. Jednym z pierwszych została organizacja pozarządowa – Stowarzyszenie Wspierania Onkologii „Unicorn”, szukająca firmy społecznej, która podjęłaby się organizacji cateringu podczas szkoleń, konferencji i warsztatów prowadzonych właśnie w „Zielonym Dole”, ośrodku należącym do Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego.


– Współpraca z „Unicornem” okazała się strzałem w dziesiątkę. Przez kilkanaście tygodni w roku dowoziliśmy dla nich posiłki do „Zielonego Dołu”. Widzieliśmy wtedy niszczejącą nieruchomość, w której właściciel nie robił żadnych potrzebnych inwestycji – opowiada T. Misina.
Firma Cateringowa „Cogito” rozwijała się i – jako dobra, rozpoznawalna marka – zdobywała nowych klientów, m.in. firmy i stowarzyszenia wynajmujące pokoje i sale w „Zielonym Dole”. Ich dysponentem był Zakład Obsługi Urzędu Wojewódzkiego, który niebawem (2010 r.) miał zostać zlikwidowany. Nie mógł więc stanąć do konkursu ofert na realizację kolejnego projektu „Unicornu”. Laboratorium Cogito zwróciło się wtedy do Urzędu Wojewódzkiego z propozycją wynajmu całego „Zielonego Dołu” – chciało wystartować w konkursie na realizację projektu w pełnym zakresie: wynajmu pokoi, sal, żywienia.


– Stanisław Kracik, ówczesny wojewoda, był bardzo przychylny temu pomysłowi i podpisał z nami umowę na wynajem „Zielonego Dołu” najpierw na rok, a potem przedłużył ją do trzech lat. Jednak żeby działalność Laboratorium Cogito w „Zielonym Dole” mogła rozkwitnąć, ośrodek trzeba było wyremontować – tłumaczy T. Misina.


Najważniejszą sprawą był remont kuchni – potrzebna była nowoczesna, do której w pierwszej kolejności mogłaby się przenieść Firma Cateringowa „Cogito”. Do tej pory mieściła się ona przy
ul. Skwerowej.


Miejsce, które koi zmysły


Urząd Wojewódzki dał zgodę na rozpoczęcie inwestycji, które w ciągu trzech lat pochłonęły prawie 1 mln zł. Laboratorium Cogito w „Zielonym Dole” rozgościło się w maju 201o roku.
Dziś standard ośrodka (chętnie wynajmowanego na różnego rodzaju szkolenia, bankiety, a także wesela) porównywalny jest do trzygwiazdkowego pensjonatu: pokoje są jasne, przestronne i gustownie wyposażone, w każdym jest łazienka. W budynku są też sale konferencyjne i kuchnia spełniająca wymogi sanepidu.


Wokół niego znajdują się natomiast piękny ogród i rozległy sad. Nazwa „Zielony Dół” nie jest przypadkowa. Ośrodek położony jest bowiem w sercu Woli Justowskiej, najbardziej zielonej części miasta, tuż obok Lasu Wolskiego i zoo. – Drugiego tak urokliwego i klimatycznego miejsca w Krakowie raczej się nie znajdzie – mówią zachwyceni goście. Rzeczywiście – cisza, spokój i śpiew ptaków koją zmysły. To idealne miejsce dla wszystkich, którzy chcą odpocząć od zgiełku wielkiego miasta. Zwłaszcza dla osób, które mają za sobą ciężkie choroby i kryzysy psychiczne, które chcą zostawić za sobą wszystkie traumy i wyjść na prostą. Praca tam jest dla nich jak najlepsze lekarstwo.


– Podczas remontu zaciągnęliśmy różne niezbędne zobowiązania, a spłata kredytu kupieckiego została rozłożona na wiele lat. Działalność zwykłej firmy pozwala na zwrot zainwestowanych w nią kosztów w ciągu około 3 lat. Firma społeczna potrzebuje na to około
6 lat. Nasza firma cateringowa skończyła już 6 lat i widzimy, jak ciężko pracowała na swoją markę i zaufanie klientów. Nauczyliśmy się być wiarygodnym partnerem, a rynek stał się dla nas bezpieczny. Teraz mogliśmy spokojnie myśleć o dalszym rozwoju. Niestety, za trzy miesiące wszystko może się skończyć – mówi T. Misina.


Umowa Urzędu Wojewódzkiego z Laboratorium Cogito kończyła się w maju tego roku, jednak rozmowy i negocjacje w sprawie jej przedłużenia trwały od wielu miesięcy (najem miał być przedłużony do końca przyszłego roku). Nic nie wskazywało na to, że „Zielony Dół” będzie musiał zmienić lokatorów.


Praca jest modlitwą


Na początku czerwca urzędnicy rzucili mocne (lecz nieprawdziwe) oskarżenia pod adresem Laboratorium Cogito, że są „poważne wątpliwości co do jego funkcjonowania w części finansowej”. Nie wyjaśnili jednak, na czym miałyby one polegać, a wojewoda zdecydował, że umowy z Cogito nie przedłuży i dał mu czas do końca września na opuszczenie ośrodka. Laboratorium zarzuty odparło, przedstawiając jasną i przejrzystą dokumentację finansową, a przez media przetoczyła się burza w słusznej sprawie – w obronie chorych, którzy decyzją wojewody mogą znaleźć się na bruku. Listy poparcia dla Laboratorium Cogito i listy do wojewody z prośbą o zmianę decyzji napisali m.in. senator Bogdan Klich, Polskie Towarzystwo Psychiatrii, Fundacja „Pro Publico Bono”. Sprawa trafiła też do Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, Rzecznika Praw Obywatelskich i do Kancelarii Premiera.


W tym momencie urzędnicy wojewody mówią, że „Laboratorium nie wykorzystywało w pełni »Zielonego Dołu«”, dlatego ogłoszony zostanie konkurs ofert dla organizacji społecznych, które „Zielony Dół” mogłyby przejąć.
– Umowa na wynajem „Zielonego Dołu” spółce prawa handlowego Laboratorium Cogito zawarta była na czas określony, na trzy lata, do 16 maja br. Taki okres wynajmu jest maksymalnym, na jaki – zgodnie z Ustawą o gospodarowaniu nieruchomościami Skarbu Państwa – możemy wynająć obiekt w trybie bezprzetargowym. Ponad 2 hektary terenu w najbardziej atrakcyjnym miejscu Krakowa wynajęliśmy po preferencyjnej cenie 1 tys. zł miesięcznie, z ponad 90-proc. upustem – mówi Monika Frenkiel, rzecznik wojewody.


– Ostatnie trzy lata były czasem heroicznego wysiłku ludzi, którzy są teraz skazywani na bezrobocie, i firmy społecznej, której grozi upadek. Fikcją jest, że znajdą się firmy, które zatrudnią osoby chorujące psychiczne (te, które w „Zielonym Dole” odnalazły swoje miejsce). A każdy, kto przejmie to miejsce, będzie się bał w nie inwestować, bo nie będzie miał gwarancji, że za jakiś czas nie dostanie wypowiedzenia – mówi dr Andrzej Cechnicki, znany krakowski psychiatra i społecznik, współtwórca pensjonatu „Pan Cogito” i ośrodka „Zielony Dół”.


„Zielony Dół” był unikatowym (bo z centralą rządową, a nie samorządową) projektem na skalę całej Polski, a Kraków był dobrym przykładem dla innych. Tu przyjeżdżali znawcy tematu, by uczyć się, jak w nowoczesny sposób, poprzez pracę dostosowaną do potrzeb i możliwości, rehabilitować osoby chore psychicznie.


– W „Zielonym Dole” zatrudniamy 18 osób, z czego 15 ma orzeczenie o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności. To są ludzie, którzy wcześniej byli niewidoczni, nie istnieli dla społeczeństwa, byli skazani na szpital, dom pomocy społecznej, cztery ściany domu. A teraz ciężką pracą zdobywają nagrody i udowadniają, że rewolucja w psychiatrii jest możliwa. Można powiedzieć, że wybudowaliśmy pierwsze 10 km autostrady w Polsce. Dalej nie ma nic, a to, co jest, może zostać zniszczone – podkreśla dr Cechnicki.


Lista nagród dla Laboratorium Cogito za prowadzenie „Zielonego Dołu” jest bardzo długa, a najważniejsze to Nagroda im. Andrzeja Piotrowskiego, przyznana przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, oraz tytuł Małopolskiego Lidera Przedsiębiorczości Społecznej za 2012 r.


By ratować „Zielony Dół”, dr Cechnicki proponuje salomonowe rozwiązanie. – Przez 3 lata nawiązaliśmy współpracę ze 120 podmiotami społecznymi, ale jeżeli wojewoda uważa, że ośrodek jest w zbyt małym stopniu wykorzystywany społecznie, to można w nim dodatkowo utworzyć dwa środowiskowe domy samopomocy. Jeden z nich byłby przeznaczony dla seniorów chorujących psychicznie. W Małopolsce będzie ich przybywało lawinowo, muszą znaleźć swoje miejsce – zauważa dr Cechnicki.


Pracownicy „Zielonego Dołu” mówią, że to, co łączy ich i twórców ośrodka, to wiara, która buduje więzi: – Nasza praca jest modlitwą, którą dedykujemy Bogu. Modlimy się też w intencji przemiany wojewody, by z całej sprawy wyniknęło jeszcze coś dobrego.


Komentarz w sprawie „Zielonego Dołu” można przeczytać na: www.krakow.gosc.pl.