23 głosy szczęścia

Jędrzej Rams

|

Gość Legnicki 28/2013

publikacja 11.07.2013 00:00

Warto czasami zastanowić się, jak by wyglądała liturgia, gdyby nie było w kościele organów. W Parowej wiedzą, jak to jest, dlatego cieszą się z ich powrotu.

– Dla wielu parafii koszty odremontowania organów są ciągle za wysokie, aby można było spróbować ich restauracji – Dla wielu parafii koszty odremontowania organów są ciągle za wysokie, aby można było spróbować ich restauracji
Jędrzej Rams /GN

Parafia Parowa jest naprawdę niewielka. Do najbliższych miejscowości jest po kilkanaście kilometrów, a droga do nich wiedzie przez gęsty las zwany Borami Dolnośląskimi. 
To właśnie w Parowej znajdują się organy wykonane w 1872 roku przez Conrada Geisslera, mistrza organowego z Eilenburga w Saksonii. Organy w Parowej są jedynym w Polsce instrumentem tego twórcy.

Dlatego kościół pw. św. Antoniego z Padwy został wybrany jako miejsce oficjalnego otwarcia „Romantycznej trasy organowej po Górnych Łużycach”. Tworzą ją instrumenty z kilkunastu miejscowości naszej diecezji, np. z Mirska, Gryfowa Śląskiego, Nowogrodźca i Łagowa oraz z miejscowości niemieckich, m.in. Görlitz, Bautzen i Zittau.

– Są to instrumenty odremontowane w ostatnich kilku latach. Zostały przywrócone do pełnej świetności technicznej, estetycznej i artystycznej. W planach mamy poszerzenie trasy o kolejne odrestaurowywane organy z naszej diecezji. Będzie się to odbywało systematycznie w najbliższych latach – opowiada ks. Piotr Dębski z Referatu ds. Muzyki Kościelnej Legnickiej Kurii Biskupiej. 
Nazwa projektu wzięła się stąd, że w dużej mierze organy z „Romantycznej trasy…” powstały w drugiej połowie XIX wieku. Był to okres w muzyce zwany romantyzmem. Każda epoka wyróżniała się nie tylko sposobami komponowania utworów muzycznych, ale też wyróżniała się swoim niepowtarzalnym sposobem konstruowania instrumentów. Dlatego inaczej brzmią organy z końca XVIII wieku, a inaczej np. z końca wieku XIX. Stworzenie trasy ma pomóc w promocji organów, a przez to i samych miejscowości.

Dla takich miejsc jak Łagów czy Parowa możliwość organizowania koncertów, a nawet sam fakt posiadania takiej klasy organów jest już przyczynkiem do wielkiej dumy. Jednak bardzo ważną, o ile nie najistotniejszą sprawą jest fakt przywrócenia tych instrumentów wspólnocie parafialnej.

– Dobre wykorzystanie instrumentów, jak chociażby poprzez festiwal Josepha Schnabla w Nowogrodźcu, pokazuje, że ludzie są głodni obcowania z tzw. kulturą wysoką. Zwłaszcza myślę tu o ludziach z mniejszych miejscowości. Jako studium organistowskie diecezji legnickiej organizujemy czasami recitale czy koncerty. Po kilku latach ktoś przychodzi do studium i opowiada, że zakochał się w organach właśnie po jednym czy drugim takim koncercie. I taka osoba wraca później do parafii i tam wzbogaca liturgię swoją grą. I to jest prawdziwa wygrana i wartość odrestaurowywania takich instrumentów – mówi Marek Fronc, wykładowca legnickiego studium organistowskiego. 


Z roku na rok przybywa kościołów w naszej diecezji, w których znowu brzmią organy. – Od 2000 roku udało nam się uratować od zniszczenia ok. 70 takich instrumentów – mówi ks. Piotr Dębski. Największym dotychczas odrestaurowanym instrumentem jest ten z bazyliki mniejszej pw. Wniebowzięcia NMP w Krzeszowie. Parowskie organy, chociaż nie były największe, i tak wymagały troskliwej opieki. Zajęła się tym rodzinna firma Adama Wolańskiego z Lubania. Wiele części trzeba było dorobić, a wiele gruntownie odrestaurować. W efekcie prospekt jest przepiękny, a brzmienie instrumentu zachwyca nawet zawodowych organistów. Na otwarciu „Romantycznej trasy…” Marek Fronc zagrał m.in. „Echo” autorstwa Otto Dienela oraz toccatę i fugę
d-moll Jana Sebastiana Bacha.