Dobrze wspominany

Agata Combik, Marta Sudnik-Paluch

|

Gość Wrocławski 24/2013

publikacja 13.06.2013 00:15

Arcybiskup Józef Kupny, przybywający do wrocławskiej archidiecezji, zapisał się w pamięci wielu osób już jako wikary i student.

 Ks. Stanisław Noga w holu probostwa stworzył galerię dawnych wikarych. Otwiera ją obecny metropolita wrocławski Ks. Stanisław Noga w holu probostwa stworzył galerię dawnych wikarych. Otwiera ją obecny metropolita wrocławski
Marta Sudnik-Paluch

Tuż po święceniach, przyjętych w 1983 r., ks. Józef Kupny rozpoczął posługę w parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i Matki Bożej Uzdrowienia Chorych na dolnym osiedlu Tysiąclecia w Katowicach, a następnie w nowo utworzonej w 1985 r. parafii na górnym osiedlu Tysiąclecia jako jej pierwszy wikary.

Spartańskie początki

Proboszczem nowej parafii, pw. MB Piekarskiej, został ks. Stanisław Noga, który wspomina spartańskie warunki prowizorycznego budynku-baraku, w jakim przyszło im mieszkać. Zimą z trudem ogrzewali niewielkie pomieszczenia za pomocą kaflowego pieca. – Koło tego pieca układaliśmy drewno, którego później używaliśmy jako podpałki. Raz z tego powodu omal nie spłonęliśmy – relacjonuje. W nocy drewno zajęło się od gorącego pieca i wybuchł pożar, budynek szybko wypełniły kłęby dymu. Na szczęście w porę udało się wynieść na zewnątrz płonące szczapy.

Ksiądz Józef był w parafii pw. Matki Bożej Piekarskiej odpowiedzialny za grupę Dzieci Maryi i za ministrantów, opiekował się także dziećmi pierwszokomunijnymi. Ks. Stanisław pamięta, że młody kapłan miał wielką pasję do nauki, wiele czasu spędzał nad książkami. Wspomina, jak po roku odwoził swojego wikarego na studia do Lublina, jadąc przez pół Polski wypakowanym po dach maluchem. Obaj księża pozostawali dalej w przyjacielskim kontakcie, czasem udawało im się wyjeżdżać razem na pielgrzymki. Pamiątką po jednym z pobytów ks. Józefa w katowickiej parafii jest dywan, który podarował ks. Stanisławowi.

Egzaminy i spotkania

Jedną z osób, których losy splotły się z losami nowego metropolity, jest ks. Adam Prażak, obecnie proboszcz parafii pw. św. Anny we Wrocławiu-Widawie. Abp Józef i ks. Adam rozpoczynali formację w seminarium w tym samym 1975 roku, pierwszy w Katowicach, drugi we Wrocławiu, ale ich droga do kapłaństwa biegła inaczej – kleryk Józef musiał w międzyczasie odbyć 2-letnią służbę wojskową w Brzegu. Obaj studiowali na KUL-u, na Wydziale Nauk Społecznych, od 1986 r. – Rozpoczęliśmy wtedy naukę na II roku studiów socjologicznych. Magisterium uzyskaliśmy w 1990 r. Obaj specjalizowaliśmy się w katolickiej nauce społecznej. Studiowaliśmy w ponad 30-osobowej grupie, w większości o 14–15 lat od nas młodszych ludzi, tuż po maturze. W tej grupie było nas 6 księży z całej Polski. Studia jak to studia – czas egzaminów, nowych przyjaźni, wspólnych wyjazdów, czasem wycieczek naukowych.

W pamięć zapadł mi niecodzienny egzamin z filozofii prawa u prof. Hanny Waśkiewicz. Ponieważ była bardzo zajęta, umówiliśmy się na egzamin po 20.00. Czas upływał nam na miłej pogawędce. Wreszcie, po 2 godzinach, przypomnieliśmy delikatnie pani profesor, że nasze spotkanie miało na celu przeprowadzenie egzaminu. Nie było taryfy ulgowej. Egzamin trwał do 23.40. Ksiądz A. Prażak wspomina, że abp Józef, wtedy po prostu Józek, był zwykłym studentem, bardzo pozytywnie nastawionym do życia. Czasem można było usłyszeć, jak rozmawia ze znajomymi z Górnego Śląska gwarą, co miało taki bardzo serdeczny wydźwięk. Pamięta też wspólną wędrówkę po górach, po Kotlinie Kłodzkiej. – Nasze późniejsze spotkania, już niezbyt częste, związane były głównie z odbywającymi się co 5 lat zjazdami absolwentów socjologii – bywał na nich także jako biskup – mówi ks. Adam. Kolejny, dolnośląski rozdział w życiu arcybiskupa właśnie się zaczyna. – Modlimy się o potrzebne mu na tej drodze łaski – zapewniają dawni znajomi i „jeszcze nieznajomi”, ale już bliscy, wrocławianie.

Społeczne pasje

Ks. Adam Prażak – Ksiądz Józef był zawsze bardzo normalnym, skromnym człowiekiem. Obaj byliśmy na seminarium naukowym u ks. prof. Joachima Kondzieli, który był wówczas na KUL-u dziekanem Wydziału Nauk Społecznych. Był to specjalista z zakresu katolickiej nauki społecznej znany w Europie, mający rozległe kontakty, zwłaszcza ze środowiskiem niemieckim. Był dla nas autorytetem; wiele mogliśmy od niego zaczerpnąć w dziedzinie KNS – choć formalnie nasze seminarium naukowe nosiło nazwę „socjologii polityki i stosunków narodowych”. To był czas dla KNS bardzo ważny. Schyłek komunizmu, problemy robotników… Dziś pojawiły się inne ważne problemy społeczne. Myślę, że nasz nowy metropolita będzie szczególnie uwrażliwiony na te zagadnienia.