José idzie przez Polskę

Ewa K. Czaczkowska

|

GN 24/2013

publikacja 13.06.2013 00:15

Meksykański męczennik staje się wzorem dla polskich chłopców. Przyjmują jego imię, adorują relikwie i tworzą Armię Pana, by Różańcem walczyć o wiarę swoją i innych. Co z tego jeszcze wyniknie?

José idzie przez Polskę archiwum gn

Błogosławiony José Sánchez del Río, 15-letni męczennik za wiarę w czasie powstania meksykańskich cristeros, stał się znany w Polsce dzięki filmowi „Cristiada”. Tej pięknej i czystej postaci (granej świetnie przez debiutującego Maurizia Kuriego) nie sposób zapomnieć. Jego wierność Chrystusowi do końca, aż po tortury, jest pytaniem, które dręczy sumienie. – Nie wiem, czy byłbym na tyle silny, by wytrwać, gdyby zdzierano mi skórę z nóg – mówi 16-letni Daniel Chrząszcz ze Stargardu Szczecińskiego. Daniel jest jednym z wielu młodych chłopców, którzy „Cristiadę” widzieli nie jeden raz, są zafascynowani młodym męczennikiem beatyfikowanym przez Benedykta XVI w 2005 r., modlą się za jego wstawiennictwem i noszą koszulki z napisem: „Viva Cristo Rey” (Niech żyje Chrystus Król!), stanowiącym zawołanie meksykańskich powstańców. Nie wiadomo, ilu z nich, jak Daniel Chrząszcz, podczas bierzmowania przyjęło imię bł. José.  W Stargardzie Szczecińskim autorem tego „zamieszania” jest w ogromnej mierze duszpasterz młodzieży, ks. Rafał Sorkiewicz, z parafii pw. św. Józefa. – Ten film i bł. José mówią nam: „Bądź wierny temu, co jest twoje, co święte i co związane z historią twojego narodu i twojej ojczyzny”. Chłopcy to czują i rozumieją – mówi ks. Sorkiewicz, chrystusowiec, który „Cristiadę” widział na długo przedtem, zanim pojawiła się w Polsce, i swoją fascynacją historią cristeros zaraził chłopców w parafii. – Często im powtarzam: „Musicie być prawdziwymi facetami – odważnymi, mocnymi, silnymi. Bojownikami o to, co wasze i święte” – wyjawia. Niedawno ogłosił, że w parafii powstaje Armia Pana. Chłopcy będą walczyć nie bronią, ale modlitwą różańcową, która była bliska bł. José. – Młodzi będą się modlić na różańcu za innych młodych, by podejmowali mądre życiowe decyzje – mówi ks. Sorkiewicz. Armia Pana czeka jeszcze na chętnych. Może przybędzie ich po peregrynacji relikwii bł. José w Stargardzie Szczecińskim od 17 do 20 czerwca. 

Tam, gdzie większa potrzeba

Zanim relikwie dotrą do Stargardu Szczecińskiego, objadą już sporą część Polski. Peregrynacja rozpoczęła się 11 maja w Rzeszowie, miesiąc po polskiej premierze „Cristiady”. – Na premierę przyjechał do Polski producent filmu Pablo José Barroso. W czasie wspólnych modlitw pojawiła się myśl, aby sprowadzić relikwie bł. José. Pablo wrócił do Meksyku i po miesiącu relikwie były już w Polsce – opowiada ks. Tomasz Jegierski, który ściągnął „Cristiadę” do naszego kraju. Do końca czerwca kalendarz peregrynacji jest wypełniony do ostatniej godziny. Dużo wolnych terminów jest w czasie wakacji, ale od września do końca grudnia znów sporo zgłoszeń. – Codziennie otrzymuję telefon z prośbą o relikwie – mówi Barbara Ziembicka, dyrektor FT Films, dystrybutora filmu „Cristiada”. Tylko w czerwcu relikwie dotrą na Lednicę, do Poznania, Bydgoszczy, Łodzi, odwiedzą Warszawę, Inowrocław, Lębork, Sławno, Gorzów Wielkopolski, Biłgoraj, Grodzisk Mazowiecki, Murowaną Goślinę... Wcześniej były w Rzeszowie i na Dolnym Śląsku. Z geografii peregrynacji wynika, że najczęściej przyjęciem relikwii zainteresowane są parafie w Polsce północno-zachodniej i centralnej. – To są bogatsze regiony, gdzie proces konsumpcjonizmu i atomizacji jest znacznie wyraźniejszy niż na wschodzie kraju – mówi socjolog dr Tomasz Korczyński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. – We wschodnich regionach ludzie są bardziej religijni, bardziej związani z pobożnością ludową, nie potrzebują więc dodatkowych impulsów. Natomiast mieszkańcy dużych ośrodków miejskich na zachodzie i w centrum kraju przechodzą intensywniej proces sekularyzacji, co może powodować poczucie pewnej pustki duchowej, szczególnie u ludzi młodych – dodaje Korczyński. Ks. Jegierski stara się już o sprowadzenie z Meksyku kolejnego relikwiarza bł. José. – Za kilka tygodni powinno się to udać – wyznaje. Na stałe relikwie meksykańskiego męczennika chciałyby zainstalować na razie dwie parafie. W Warszawie myśli o tym ks. Edward Nowakowski, proboszcz parafii pw. Ofiarowania Pańskiego, gdyż w tym kościele czczona jest figura Matki Bożej z Lujan, z Argentyny, a więc z nieodległego kręgu kulturowego. Natomiast w Stargardzie Szczecińskim ks. Rafał Sorkiewicz chce stworzyć „ołtarz młodych” dla młodych, czyli ołtarz z ikonami i relikwiami trojga młodych błogosławionych Kościoła: Piotra Jerzego Frassatiego, Chiary Luce Badano i José Sáncheza del Río.

Solidarność pokoleń

Emisja w Polsce filmu „Cristiada” stała się czymś znacznie więcej niż zwykłym pokazem. Jest fenomenem religijnym i społecznym, a także w jakiejś mierze artystycznym, bo choć można znaleźć w nim słabsze momenty, to przecież jest on doskonałym przykładem, jak można zrobić świetny film historyczny, w dodatku z silnym przesłaniem religijnym.

W Polsce trudności z dystrybucją „Cristiady” sprawiły, że wokół obrazu zaczął tworzyć się społeczny ruch poparcia. – My, Polacy, mamy to w naturze, że jak trzeba o coś walczyć, to potrafimy się zjednoczyć. Stajemy się solidarni. Tak jest właśnie teraz – mówi Barbara Ziembicka, w której ocenie film wyzwolił też solidarność międzypokoleniową. – Połączył ludzi starszych, którzy – bywa – nie byli w kinie 40 lat, i nastolatków. Oni wspólnie organizują wyjścia na seans – podkreśla. Barbara Ziembicka opowiada też o listach, które otrzymuje od widzów oraz pracowników kin. Ci ostatni piszą, że po zakończeniu filmu ludzie nie wstają z miejsc, ale wbici w fotele, siedzą do ostatniego napisu. – Oni po raz pierwszy widzą takie reakcje widzów – mówi Ziembicka, która w związku z początkowymi kłopotami z dystrybucją filmu otrzymywała – i nadal otrzymuje – wiele oznak solidarności od nieznanych sobie ludzi. A przede wszystkim odczuwa w tej sprawie ogromną opiekę Boga.  – Ruch, który tworzy się wokół „Cristiady”, można zaliczyć do inicjatyw społeczeństwa obywatelskiego – mówi socjolog dr Korczyński. – Sukces filmu pokazuje także, że Polakom bliskie są narody oraz grupy społeczne, które są prześladowane, uciskane, które walczą o przetrwanie. 

O. Pac wygrał ze słabością

Błogosławiony José jest wzorem także dla skautów. Pół roku temu chłopcy z I Szczepu Grybowskiego Federacji Skautingu Europejskiego szukali na patrona jakiegoś polskiego świętego, ale odkąd poznali bł. José, o którym, zanim wspólnie poszli na film, dużo czytali, nie chcieli już nikogo innego. Wszyscy są nim zafascynowani. – Miał 15 lat, a wykazał większą odwagę niż dorośli, którzy bali się przeciwstawić władzy, ukrywali swoją wiarę – mówi 16-letni Mateusz Stelmach z liceum w Grybowie. – On pokazał wzór prawdziwego chrześcijanina – dodaje.  Imię patrona skautom z Grybowa podpowiedział krajowy duszpasterz skautingu, dominikanin o. Michał Pac, bo bł. José jest wzorem nie tylko dla chłopców, ale i dla mężczyzn. Jest, jak podkreśla ks. Sorkiewicz, wzorem męskiej dojrzałości duchowej, wzorem odwagi i odpowiedzialności.  Ojciec Pac zawdzięcza bł. José wiele, o czym napisał na facebookowym profilu filmu. „Jak wiadomo, w naszym życiu wiary nieustannie mamy się nawracać. Są jednak takie wydarzenia, w których doświadczamy łaski nawrócenia w sposób szczególny” – zaczął swoje zwierzenie. Takiej łaski można doznać w czasie przystępowania do sakramentów, podczas liturgii, modlitwy, czytania Biblii, czasem rozmowy z drugim człowiekiem – wylicza.

„Nigdy jednak nie przypuszczałem, że czymś takim może być film. Chcę z całą odpowiedzialnością podzielić się tym, że film »Cristiada« spowodował takie kolejne nawrócenie w moim życiu. Zadałem sobie na nowo pytania o wiarę i miejsce Pana Boga w moim życiu, o piękno kapłaństwa i o gotowość do oddania życia za Chrystusa. I otrzymałem też, ewidentnie w związku z obejrzeniem filmu i za wstawiennictwem bł. José Sáncheza del Río, łaskę wygrania z pewną moją słabością, z którą od lat się zmagałem i która wydawała się nie do pokonania. Tak więc film »Cristiada« naprawdę wiele dla mnie znaczy” – zakończył o. Pac.

Bronić tego, w co wierzę

Dla polskiego fenomenu „Cristiady” nie bez znaczenia jest społeczna atmosfera, w jakiej film jest pokazywany: coraz większych ataków na Kościół, wiarę, na osoby wierzące. Atmosfera ogólnego przyzwolenia na chrystofobię. – Ludzie dzisiaj wstydzą się Boga, nie chcą przyznawać się do wiary, boją się opinii społecznej, innych ludzi – licealista Mateusz Stelmach mówi o tym, co obserwuje nie tylko wśród rówieśników. – Dla mnie bł. José jest wzorem tego, by nie wypierać się i nie wstydzić się Pana Boga. Podobne obserwacje ma 16-letni Daniel Chrząszcz ze Stargardu Szczecińskiego, który w gronie rówieśników nieraz przeciwstawia się fałszywym oskarżeniom pod adresem Kościoła i wiary. – Bł. José mnie w tym inspiruje i dodaje mi sił – wyznaje. Zdaniem socjologa, młodzi ludzie bardzo potrzebują dziś takich wzorców jak meksykański błogosławiony. – W obliczu postępującej moralnej degrengolady, postmodernizmu młodzież potrzebuje magnesu w postaci osób – autorytetów i takich wartości, które są jednoznaczne, a nie plastyczne, są trwałe, a nie zależne od okoliczności, od kontekstu społecznego, ekonomicznego, czyli płynne i chwiejne – podkreśla Korczyński.  Ks. Rafał Sorkiewicz twierdzi, że „Cristiada” dodała chłopcom w jego parafii odwagi. W filmie stary ksiądz Christopher, który odmówił ucieczki, by za chwilę paść od kul oprawców, powiedział do José, wieszając mu różaniec na szyi: „Kim jesteś, jeżeli nie potrafisz bronić tego, w co wierzysz?”. No właśnie, kim jestem?