Papież z pierwszej linii

Bogumił Łoziński

|

GN 13/2013

dodane 28.03.2013 00:15

O oczekiwaniach związanych z nowym papieżem, specyfice Kościoła w Ameryce Południowej i cnocie ubóstwa z abp. Józefem Michalikiem

Abp Józef Michalik drugą kadencję pełni funkcję przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, od 1993 r. jest metropolitą przemyskim, w latach 1986–1992 był biskupem zielonogórsko-gorzowskim. Ma 72 lata. Abp Józef Michalik drugą kadencję pełni funkcję przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, od 1993 r. jest metropolitą przemyskim, w latach 1986–1992 był biskupem zielonogórsko-gorzowskim. Ma 72 lata.
jakub szymczuk

Zaskoczył Księdza Arcybiskupa wybór kard. Jorge Bergoglia na papieża?

Abp Józef Michalik: Szczerze mówiąc, nie nastawiałem się na konkretną osobę. Wybitnych kardynałów jest wielu. Wybór papieża, ktokolwiek by nim został, to wyraz woli Bożej. Kardynałowie wybrali człowieka, który wzbudził ich zaufanie, co do którego są przekonani, że takiego papieża dziś Kościół potrzebuje, że wskaże on nowy kierunek.

Nie miał Ksiądz Arcybiskup konkretnych oczekiwań wobec przyszłego papieża?

– Oczywiście, że miałem. Są to cechy, które powinien mieć każdy następca św. Piotra, przede wszystkim wierność Ewangelii oraz bycie stróżem wiary i moralności. Tacy byli papieże w XX w. – ludzie wybitni, autentyczni, o szerokiej perspektywie, a przede wszystkim święci.

Zna Ksiądz Arcybiskup osobiście nowego ojca świętego?

– Bezpośrednio nie, choć byliśmy razem na ostatnim synodzie biskupów. To jest człowiek z pierwszej linii duszpasterskiej posługi. Od początku pontyfikatu pokazał, że duszpasterstwo, kontakt z drugim człowiekiem, jest dla niego bardzo ważny. Ma też zdecydowane poglądy, których potrafi bronić, czego dowodem jest np. jego sprzeciw wobec uznania w Argentynie związków homoseksualnych za małżeństwa, przez co popadł w konflikt z prezydent tego kraju. Choć takie rozwiązanie wprowadzono, to nie oznacza to jednak jego porażki, bo mimo że chrześcijanin czasem pozornie przegrywa, zawsze musi dać świadectwo prawdzie, i kard. Bergoglio jako metropolita Buenos Aires to zrobił.

Jakie znaczenie ma fakt, że po raz pierwszy w historii Kościoła papież pochodzi z Ameryki Południowej?

– To jest piękny moment otwarcia na wartość osoby, a nie na to, skąd kandydat pochodzi. To pokazuje, że Kościół ma wymiar uniwersalny, powszechny, nie ma charakteru nacjonalistycznego, nie wolno go utożsamiać z jednym narodem, kulturą czy kontynentem. Chrystus umarł za wszystkich i wszystkich zbawia.

Czego my, Europejczycy, możemy nauczyć się od Kościoła z Ameryki Łacińskiej?

– Na pewno pokory i wrażliwości na innych, na przykład potrzebujących. Kościół południowoamerykański uczy nas też szacunku wobec religii ubogich. W Polsce niektóre kręgi intelektualistów katolickich wyśmiewały prymasa Wyszyńskiego z powodu doceniania przez niego pobożności ludowej i kultu maryjnego. W Ameryce Łacińskiej ten kult jest również bardzo silny. Matka Boża z Guadalupe prowadzi ludzi na tym kontynencie do głębi wiary, pozwala w bardzo prosty, bezpośredni sposób nawiązać kontakt z Bożą transcendencją. To jest Kościół spontaniczny, żywiołowy, a nie ograniczony tylko do chłodnych intelektualistów, racjonalistów. Po wyborze Jana Pawła II profesorowie południowoamerykańskich uniwersytetów prosili Polaków, aby im wytłumaczyli papieskie nauczanie o patriotyzmie czy o miłości ojczyzny, gdyż tam bardzo silna jest tożsamość kontynentalna, a nie narodowa. Na przykład prawie we wszystkich krajach jest ten sam język urzędowy – hiszpański. To pokazuje, że można być Europejczykiem czy obywatelem świata, nie wstydząc się swojej ojczyzny.

Jak odebrał Ksiądz Arcybiskup przyjęcie przez nowego papieża imienia Franciszek?

– Kardynał jezuita, przyjmując imię św. Franciszka, nie tylko pozyskuje czcicieli świętego z Asyżu, ale pokazuje uniwersalny wymiar Kościoła. Papież w ten sposób połączył ducha jezuickiego z franciszkańskim. Św. Franciszek to duch ubóstwa, zaufania, wyrzeczenia, ale także miłości do Kościoła. Przecież on ratował Kościół, gdy znajdował się w dramatycznej sytuacji.

Przed papieżem Franciszkiem też stoi zadanie uratowania Kościoła?

– Każdy papież stoi przed zadaniem ratowania żywego Kościoła, czyli troski o zbawienie każdego człowieka.

Co uważa Ksiądz Arcybiskup za najważniejsze w homilii wygłoszonej przez Franciszka w czasie Mszy na inaugurację pontyfikatu?

– Przypomnienie, że misją biskupa Rzymu i każdego biskupa, a także każdego człowieka obdarzonego władzą jest służba na wzór św. Józefa, który strzegł Maryi i Jezusa. Służba w Kościele to troska, aby ocalić wiarę i przekazać ją innym, aby mogli się zbawić.

Z pierwszych wystąpień Franciszka można wnioskować, że głównym wątkiem jego posługi będzie ubóstwo. Papież podkreśla jednak, że Kościół nie jest organizacją pozarządową. Czym różni się pomoc Kościoła potrzebującym od pracy świeckich organizacji charytatywnych?

– Kościół pomaga ubogim, nie tylko zaspokajając ich podstawowe potrzeby, ale ucząc, jak wyjść z ubóstwa. Nie tylko daje im przysłowiową rybę, ale przede wszystkim wędkę, aby mogli sami przezwyciężyć ubóstwo, żyć o własnych siłach. Specyfiką chrześcijańskiej troski o potrzebujących jest też miłość, z jaką im pomagamy, traktowanie ich nie jak ludzi z marginesu, ale jak osoby kochane przez Boga. Takie podejście prowadzi do otwierania ich na Chrystusa, aby odkryli w sobie godność dzieci Bożych. Kościół od zawsze przypomina, że pomagający więcej otrzymuje, niż daje. Daje dobro materialne, a otrzymuje duchowe.

Franciszek wskazuje nie tylko na konieczność pomocy ubogim, ale także na praktykowanie cnoty ubóstwa przez nas. Na czym polega ta cnota?

– Dla mnie przykładem ubogiego kardynała był Karol Wojtyła. On nie był przywiązany do rzeczy. Gdy w Rzymie mieszkałem jako student, zaobserwowałem, że gdy kard. Wojtyła wychodził na miasto, to prosił swojego sekretarza o parę lirów, aby móc zapłacić na przykład za przejazd. On potrzebował pieniędzy na najprostsze rzeczy, które były mu niezbędne. Oczywiście nowoczesne środki, które wymagają nakładów finansowych, są potrzebne do ewangelizacji i trzeba z nich korzystać, ale to nie znaczy, że używając ich, nie możemy być ubodzy.

Franciszek jako metropolita Buenos Aires mieszkał w zwykłym bloku, sam sobie gotował i jeździł miejską komunikacją. Czy taka postawa może być wzorem dla duchownych w Polsce?

– Kiedy zostałem biskupem gorzowskim, odczuwaliśmy brak księży, więc postanowiłem, że nie będę miał sekretarza, aby nikogo nie odciągać od duszpasterstwa. Szybko okazało się, że to nie zdaje egzaminu, i to nie ze względu na to, że ja potrzebowałem kogoś, kto by mnie obsługiwał, lecz ze względu na księży, którzy chcieli mieć ze mną łatwiejszy kontakt. Dlatego przestrzegałbym przed zbytnimi skrótami. Czy ewangelizacja zyska na tym, że papież Franciszek opuści stary pałac papieski i zamieszka w bloku? Albo że będzie sobie gotował, zamiast zaprosić na obiad i twórczą rozmowę ciekawych ludzi, jak robił Jan Paweł II?

Jak duchowni w polskich warunkach mogą realizować wezwanie Franciszka do ubóstwa?

– Trzeba się strzec nadużyć w tej sferze. Używanie sprawnego (nie luksusowego!) samochodu do pracy duszpasterskiej nie jest przekroczeniem ubóstwa. Przekroczeniem byłoby gromadzenie pieniędzy dla samego posiadania ich albo dla wykorzystywania na jakieś niewłaściwe przyjemności, co może się zdarzyć i co trzeba piętnować. Osobiście nie znam przypadku, aby jakiś polski biskup pozostawił po sobie wielki majątek osobisty i spowodował tym pośmiertne zgorszenie. Proszę zauważyć, jak budujące w tym względzie były testamenty np. kard. Stefana Wyszyńskiego, Jana Pawła II, abp. Tokarczuka... Kościół nie może się wyrzec środków materialnych, bo one służą ludziom będącym w potrzebie, idą na ubezpieczenie misjonarzy, księży czy sióstr klauzurowych. Z czego utrzymalibyśmy na przykład seminarium czy domy dla samotnych matek? Zarzuty, że Kościół w Polsce jest bogaty, płyną najczęściej ze strony ludzi mu niechętnych, którzy nic na niego nie dają. Ich boli fakt, że Kościół jest niezależny materialnie, bo „siedzi w kieszeni” biednych, prostych ludzi, i to właśnie oni są najlepszym zabezpieczeniem materialnej sytuacji Kościoła.

Premier Tusk przesłał Franciszkowi depeszę gratulacyjną z okazji wyboru na papieża, w której zapewnił o gotowości Polski do „współpracy ze Stolicą Apostolską w obronie kultury chrześcijańskiej w Europie i na świecie”. Czy premier, promujący związki homoseksualne, to wiarygodny obrońca kultury chrześcijańskiej?

– Ta depesza jest wyrazem kultury premiera i trzeba powiedzieć, że w tej sytuacji godnie reprezentuje naród, który w dużej części jest chrześcijański. Mamy wszyscy nadzieję, że te deklaracje są wyrazem przekonań. Problemem może być jednak interpretacja, co rozumiemy przez kulturę chrześcijańską, i dlatego potrzebne jest wspólne dopracowywanie priorytetów.

Benedykt XVI ustąpił, gdyż, jak sam tłumaczył, nie miał dość sił, aby kierować Kościołem, dlatego wydawało się, że zostanie wybrany ktoś stosunkowo młody. Tymczasem kard. Bergoglio ma 76 lat i brakuje mu jednego płuca.

– Jak widać, okazało się, że ważniejsze jest, aby nowy papież miał świeże spojrzenie, aby odważnie patrzył na Kościół z nowej perspektywy. Przecież Jan XXIII był także człowiekiem w podeszłym wieku, jego pontyfikat miał mieć charakter przejściowy. Trwał tylko pięć lat, a mimo to bardzo dużo zrobił dla Kościoła. Starszy wiek nie musi być przeszkodą, liczą się odwaga, doświadczenie, brak lęków przed rzeczywistością czy przyszłością. Decydującą sprawą w posłudze papieża są jego najbliżsi współpracownicy, przede wszystkim kardynałowie, a ci mu ufają, skoro go wybrali. Pomogą w potrzebie. Ale pamiętajmy, że ponad ludźmi stoi jeszcze Pan Bóg i Jego asystencja jest najważniejsza.

Dla wielu ludzi wierzących decyzja Benedykta XVI o ustąpieniu była trudna do przyjęcia. Jak Ksiądz Arcybiskup ją odebrał?

– Przyznaję, że przyjąłem ją z pewnym bólem, bo Benedykt XVI, tak jak uzyskał zaufanie kardynałów na konklawe, tak później zyskiwał wielkie zaufanie wiernych. Ja odbieram jego decyzję jako szczególny znak. Kościołowi było potrzebne świadectwo Jana Pawła II trwania do końca i heroicznego zaufania Bogu, ale także Benedykta XVI, który przez swój gest pokazał miłość do Kościoła, która jest tak wielka, że gdy dostrzegł, iż nie jest w stanie w odpowiedni sposób mu służyć, pokornie usunął się w cień. Odejście Benedykta XVI powinno pobudzić do większej odpowiedzialności za Kościół nas wszystkich.

Ustąpienie Benedykta XVI i wybór Franciszka pokazały olbrzymie zainteresowanie świata Kościołem katolickim. Prawie 6 tys. dziennikarzy, także z mediów niechętnych Kościołowi, akredytowało się w tym czasie przy Stolicy Apostolskiej. O czym to świadczy?

– To może być szukanie sensacji, którą żywi się świat, ale myślę, że jest w tym coś głębszego. To zainteresowanie pokazuje, że ludzie na całym świecie, także niewierzący, potrzebują głosu papieża, głosu często idącego pod prąd współczesnej mentalności, który zmusza do rachunku sumienia, do refleksji nad swoim życiem i który przede wszystkim przypomina o istnieniu Boga.

Kiedy papież Franciszek przyjedzie do Polski?

– Zaproszenie, jak słyszymy, wystosowali prezydent i nasi kardynałowie obecni na konklawe, ponowi je Konferencja Episkopatu. Mam nadzieję, że dojdzie do tego, ale obecnie trudno byłoby podawać konkretne terminy. Pozwólmy, by papież Franciszek najpierw zagościł w naszych umysłach i sercach.

Tagi: