Najważniejsze jest pytanie

GN 46/2012

publikacja 15.11.2012 00:15

O relacjach między wiarą i nauką z profesorem Grzegorzem Wrochną rozmawia Tomasz Rożek.


Prof. Grzegorz Wrochna Prof. Grzegorz Wrochna
Jakub Szymczuk/GN

Tomasz Rożek: Wiara w Boga ułatwia czy utrudnia prowadzenie badań naukowych?


Prof. Grzegorz Wrochna: – U podstaw zarówno wiary, jak i poszukiwań naukowych leży głęboka potrzeba człowieka wyjścia poza to, co w danej chwili postrzegamy, zrozumienia otaczającego nas świata, odnalezienia ładu i sensu w tym, co dzieje się wokół nas, potrzeba transcendencji. Wiara o tyle dobrze usposabia człowieka do badań naukowych, że otwiera go na tajemnicę, daje pokorę wobec Stwórcy i Jego dzieł.


Obraz świata, zasad, jakie tym światem rządzą, jest inny u osoby wierzącej i niewierzącej. To może mieć gigantyczny wpływ na sposób prowadzenia badań.


– Mówi pan o sytuacji, jaką mamy dzisiaj, czyli: jeżeli nie rozwodu to przynajmniej separacji między religią i nauką. Ale nie zawsze tak było. Kiedy się czyta dzieła np. św. Tomasza z Akwinu, widać, że dla niego i jemu współczesnych obraz świata był spójny...


...pewnie dlatego, że w XIII w. poziom wiedzy przyrodniczej był na tak niskim poziomie, że opis biblijny np. stworzenia świata nie stał w sprzeczności z tym, co na ten temat wiedziano. 


– Nie zgadzam się z tym, że nic wtedy nie wiedziano o świecie. Posiadano już całkiem sporą wiedzę wynikającą z obserwacji. Brakowało tylko zaawansowanych narzędzi matematycznych, by ją usystematyzować. Wyraźnie to widać w dziełach Tomasza z Akwinu. On miał znakomitą intuicję fizyczną. W opisach np. ruchu ciał fizycznych widać zaczątki zasad dynamiki Newtona. Newton sformułował je matematycznie kilka wieków później, ale koncepcja zasad była obecna dużo wcześniej. 


Skoro tak, skąd ten rozwód? Dlaczego nauka rozeszła się z religią? Nasza wiedza mówi o tym, że był Wielki Wybuch. Potrafimy rozpisać w równaniach matematycznych wszystko, co działo się niemal zaraz po nim. Tutaj nie ma miejsca dla Pana Boga. Podobnie jest z powstaniem człowieka. Ewolucja, czyli suma przypadków, które kumulowały się przez miliony lat, spowodowała, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Gdzie tu jest miejsce dla Boga? 


– Bo szukanie miejsca dla Boga tutaj to podstawowy błąd, który doprowadził do wspomnianej wcześniej separacji. Zapychanie Panem Bogiem dziur w naszej wiedzy zawsze źle się kończy. Kiedyś ludzie wierzyli, że pioruny ciska Zeus. Religie pogańskie uważały, że za każdą siłą przyrody, za każdym zjawiskiem stoi bezpośredni akt jakiegoś bóstwa. Z postępem wiedzy okazywało się jednak, że dla wytłumaczenia tych zjawisk wcale nie trzeba odwoływać się do bogów. Na przełomie XVII i XVIII wieku Newton i Leibniz prowadzili słynny spór na temat poprawek związanych z orbitami planet. Newton twierdził, że Bóg czasami koryguje ruchy planet, Leibniz – że jemu Bóg nie jest potrzebny do wyjaśniania tych ruchów, bo one wynikają z równań matematycznych. Wtedy Newton nazwał swojego interlokutora bezbożnikiem. A mnie się wydaje, że to Newton obrażał Boga, próbując przysłonić Nim brak swojej wiedzy. Jeśli Boga widzimy tylko w miejscach naszej niewiedzy, to kiedy wiedza zostanie uzupełniona, Bóg staje się bezrobotny i niepotrzebny. Ten proces w epoce tak szybkiego rozwoju nauki jest, moim zdaniem, w znacznym stopniu odpowiedzialny za rozrost ateizmu czy agnostycyzmu. I to jest w dużej mierze wina chrześcijan.


No to popatrzmy na Wielki Wybuch. W czasie Wielkiego Wybuchu powstał wszechświat. Prawda czy fałsz?


– Jeżeli chcemy utożsamić Wielki Wybuch ze stworzeniem świata, po raz kolejny popełniamy ten sam błąd. Dzisiaj na podstawie bardzo obszernego materiału eksperymentalnego potrafimy odtworzyć ewolucję wszechświata od jednej miliardowej sekundy od jego początku. Ale nie wiemy, co było wcześniej i dlaczego w ogóle było. Wielki Wybuch jest doskonałym przykładem tego, jak błędy metodologiczne mogą prowadzić na manowce. Na podstawie tej koncepcji spopularyzowały się dwa mity. Pierwszy to taki, że Wielki Wybuch jest dowodem na istnienie Boga. Drugi, to jego wersja ateistyczna, która mówi, że Bóg nie mógł stworzyć świata, skoro właśnie odkryliśmy, że on powstał w Wielkim Wybuchu. To są mity, bo faktem są obserwacje fizyczne pozwalające odtworzyć ewolucję wszechświata, i wiara, że jej praprzyczyną jest Bóg.


Koncepcja Wielkiego Wybuchu była autorstwa jezuickiego księdza i matematyka Georges’a Lemaître’a. Dla niego inspiracją do pracy naukowej były zapisy Biblii. Uważał on, że niezmienny, stacjonarny wszechświat przeczy aktowi stworzenia, że musi być gdzieś początek tego wszystkiego.


– I dopóki wiara jest inspiracją do pracy naukowej, wszystko jest w porządku. Gorzej jeżeli na podstawie np. Pisma Świętego ktoś zacząłby odrzucać konkretne hipotezy fizyczne. Taki błąd, tylko w drugą stronę, popełnił Fred Hoyle, autor koncepcji stanu stacjonarnego. Hoyle zwalczał i obśmiewał Lemaître’a, zarzucając mu, że miesza wiarę w Boga z nauką. Po czasie, prowadząc rzetelne badania, zorientował się jednak, że to on jest w błędzie. Hoyle był później jednym z naukowców, którzy najbardziej przyczynili się do rozwoju teorii Wielkiego Wybuchu. Władzom Związku Radzieckiego Wielki Wybuch tak bardzo kojarzył się z aktem stworzenia, że przez pewien czas zakazały uprawiania tam kosmologii. Opornych fizyków skazywano na Sybir, a nawet rozstrzeliwano.


Teoria Wielkiego Wybuchu stoi w zasadniczej sprzeczności z siedmioma dniami stworzenia opisywanymi w Biblii. 


– O 7 dni proszę zapytać teologów, specjalistów od Biblii, bo oni uczą, że jej zapisów nie można interpretować tak, jak podręcznika do fizyki. Autorzy Biblii mieli na celu przekazanie prawd o Bogu, o człowieku i o relacjach między nimi. Na podstawie kilku wersów opisu stworzenia człowieka Jan Paweł II wygłosił kapitalny cykl katechez o małżeństwie „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”. Później powstała z tego gruba księga. To pokazuje, jaki tam jest ładunek treści. Ale nie treści naukowej. Ludzie wtedy, nawet gdyby mieli wiedzę na temat wszechświata, nie mieli języka, by ją przekazać. 


To jasne, że nie było matematyki wyższej i modeli komputerowych, ale autor mógł przynajmniej napisać, że stworzenie trwało długo, a nie 7 dni. 


– Z tym „długo” to ja bym nie przesadzał. Najwięcej w historii wszechświata wydarzyło się w pierwszych trzech minutach. Współczesna fizyka, opisując historię wszechświata, także dzieli ją na epoki, które symbolicznie moglibyśmy nazwać „dniami”, choć jedne trwały ułamki sekund, a inne miliardy lat. Opis biblijny stworzenia służy jednak przekazaniu innych treści. Po pierwsze, że to był zamysł Boga. Po drugie, że Bóg ten zamysł konsekwentnie realizował. I po trzecie, że człowiek jest bardzo wyróżnionym elementem w tym zamyśle, że jest kulminacją aktu stworzenia. 


Nie da się chyba wierzyć w Boga, nie próbując stworzyć sobie Jego obrazu, a stwarzając go, czy tego chcemy, czy nie, ubieramy Boga w gorset naszej mocno ograniczonej wyobraźni. 


– No właśnie. Czy Bóg jest zegarmistrzem, który stworzył doskonały mechanizm i teraz już nic nie ma do roboty, czy On cały czas coś poprawia? No ale jeżeli poprawia, czy to znaczy, że stworzył coś z błędami? Coś niedoskonałego? Widać, że tu samo pytanie jest źle postawione! Wiara mówi jasno, że Bóg jest poza czasem, że Bóg nad czasem panuje, że nie jest mu podporządkowany. Dlatego już samo rozróżnienie, czy Bóg zrobił coś na początku, czy w trakcie, jest bez sensu. Dla Boga czas nie jest ograniczeniem.•
Prof. Grzegorz Wrochna jest profesorem nauk fizycznych. Przez kilka lat pracował w Europejskim Laboratorium Fizyki Cząstek CERN w Genewie. Zajmuje się eksperymentalną fizyką cząstek elementarnych i zagadnieniami z pogranicza fizyki cząstek i astronomii. Obecnie pełni funkcję dyrektora Narodowego Centrum Badań Jądrowych w Świerku.