Budowanie na Skale

Grzegorz Brożek

|

Gość Tarnowski 29/2012

dodane 19.07.2012 00:00

Sto jeden lat temu dzisiejszy drewniany kościół parafialny i plebanię mieszkańcy Gołkowic postawili w pół roku. Dziś wznoszą mury nie tak szybko, ale niezwykle rzetelnie. I nie tylko świątyni.

Na co dzień placu doglądają ks. Kazimierz i majster Antoni Klag Na co dzień placu doglądają ks. Kazimierz i majster Antoni Klag
Grzegorz Brożek

Na początku XX w. Gołkowice zostały samodzielną parafią, choć wcześniej należały do Podegrodzia. Obszerny niegdyś kościół dziś zmalał i stał się zbyt ciasny. – Kiedyś było mniej ludzi, więc stary kościół był wystarczający.

Teraz w wioskach tworzących parafię przybywa ludzi i przestajemy się mieścić – mówi Grzegorz Gorczowski z rady parafialnej. W niedzielę Msze św. są jeszcze w kaplicy w Skrudzinie, więc nie jest źle.

– Ale większe święta, uroczystości, jak choćby misteria Wielkiego Tygodnia, więcej ludzi stoi na zewnątrz niż jest w kościele nie dlatego, że chce, ale musi – dodaje Gorczowski.

Kiedy zatem proboszczem w 2004 r. został ks. Kazimierz Koszyk, przypadło mu w udziale podjąć dzieło budowy kościoła. Zanim do tego doszło, z przedsięwzięć materialnych przebudowano starą szkołę na kaplicę w Skrudzinie, na cmentarzu parafialnym stanęła zaś nowa kaplica. W 2008 r. ruszyła budowa kościoła.

Bodziszek na dachu

Stary, stuletni kościół jak na archikekturę sakralną jest niestylowy. – Ale w środku jest dość obszerny i ma urodę może nienachalną, ale służył nam dobrze – mówi ks. Kazimierz. Nowa świątynia będzie dość wyjątkowa, a zarazem ładnie wpisze się w lokalne środowisko. – Z kilku projektów został wybrany jeden. W pewnych elementach, np. konstrukcji dachu, nawiązuje do popularnej tu na stokach Przehyby rośliny brodziszka łąkowego. Wpisuje się w środowisko, choć nastręcza nam niemało kłopotów budowlanych – przyznaje ks. Koszyk. Łączna powierzchnia świątyni ma wynieść 650 mkw. Do tego ponad 100-metrowy chór, poza tym zakrystie, magazyny. – Wewnątrz będziemy mieć jedną otwartą przestrzeń. To pozwoli dosłownie skupić się wokół ołtarza Pańskiego – mówi proboszcz. Robota idzie dość żwawo. W tym roku parafia chce zalać stropy. Wszyscy zdają sobie sprawę, że wiele jeszcze przed nimi.

Parę rzeczy do skarbczyka

Budowy i inwestycje to zazwyczaj trudny temat, także dla parafii, bo wiadomo, że każde dzieło wymaga poświęceń, pracy, cierpliwości, na którą nie wszyscy chcą się zdobyć. – U nas jakoś zadziałało to tak, że kiedy zaczęliśmy budowę, to ludzie zrozumieli, że teraz wszystkie ręce na pokład. Trwa to pospolite ruszenie już ładnych parę lat – mówi G. Gorczowski. Budowa nie dzieli wiernych. – Powiedziałbym, że jest inaczej, iż ludzie integrują się bardziej we wspólnocie może także dlatego, że choć zajmujemy się budowaniem, to jednak przede wszystkim duszy. Z formacji duchowej często wynika chęć pomocy przy budowie kościoła materialnego – dodaje ks. Koszyk. Każdy stara się dołożyć do budowy. Jedni dają ofiarę materialną, inni swoją pracę, talent, modlitwę. Większość z każdej półki dokłada coś do parafialnego skarbczyka. Na budowę „pracują” regularne ofiary, ale też dochód z festynu parafialnego, karnawałowy bal charytatywny, wielkopostne misterium i parę innych przedsięwzięć.

To nie jest maszynka

Jednak kto by pomyślał, że działa to jak maszynka do robienia pieniędzy, byłby w błędzie – przekonuje Grzegorz Gorczowski. Weźmy wielkopostne misteria. – Od kilku lat dorośli przygotowują spektakl, z którym odwiedzają różne parafie. Dla aktorów jest to jak rekolekcje, dla widzów zresztą również. Dopiero po pewnym czasie pomyśleliśmy, że możemy spróbować też zebranymi dobrowolnie ofiarami wesprzeć budowę – opowiada Małgorzata Niemiec, organizatorka misteriów, jak i festynów. Bal charytatywny w karnawale przynosi też bardzo konkretny przychód. – Zawsze jednak na drugi dzień przygotowujemy otwarte spotkanie dla seniorów, dzięki pomocy naszych firm gastronomicznych „Raj” i „Klag”, i staramy się ugościć nawet 200 osób – dodaje Gorczowski. Cały czas wpatrzeni są wierni z Gołkowic w swojego patrona, św. Antoniego Padewskiego. Ale Antonich jest czterech. Pierwszy majster budowy Antoni Olszak, niestety, już nie żyje. Obecnym jest Antoni Klag, a wspiera go Antoni Konieczny. No i ten czwarty, orędownik z nieba.