Sensacyjna historia złota

Tomasz Rożek

|

GN 48/2011

dodane 01.12.2011 00:15

Spora część naszych rezerw złota znajduje się w Londynie. Historia polskiego złota jest gotowym scenariuszem na film sensacyjny.

Sensacyjna historia złota Siedziba główna Bank of England. To tutaj zdeponowane jest polskie złoto PAP/EPA/KERIM OKTEN

W sumie mamy około 103 ton złota w sztabkach o wartości, dzisiaj, ponad 20 miliardów złotych. Ta wartość cały czas rośnie.

Wszystko kwestia wygody

Historia pieniądza rozpoczęła się od wymiany handlowej w towarze. Z wygody (bo trwalsze i zajmujące mniej miejsca) do rozliczeń wprowadzono kruszce różnych metali (złoto, srebro, ale także miedź, brąz czy żelazo). Różnej wielkości kawałki metalu są niewygodne, dlatego postanowiono bić monety. Nie wiadomo, dlaczego ten wynalazek przypisuje się Fenicjanom, bo najstarsze monety (VII w. przed Chr.) znaleziono w Lidii, na terenach dzisiejszej Turcji. Gdy uznano, że noszenie monet jest mało wygodne (i średnio bezpieczne), zaczęto je zostawiać u złotników. Ci w zamian za depozyt wystawiali kwity depozytowe. I tak złotnicy stali się bankierami. Każdy bankier wydawał swoje kwity, a to powodowało zamieszanie. I znowu dla wygody państwo ustaliło jeden bank emisyjny, czyli taki, który miał prawo wydawać banknoty. Do pewnego czasu bank emisyjny mógł wypuszczać tylko tyle pieniędzy, na ile miał pokrycie w złocie. Innymi słowy, gdyby zebrać z danego rynku wszystkie pieniądze, ich zsumowana wartość powinna mieć wartość taką jak rezerwy w banku emisyjnym (banku centralnym). Dosyć szybko okazało się, że banki emisyjne drukują więcej pieniędzy, niż wynikałoby z rezerw złota w ich skarbcach. Możliwe stało się zaciąganie długów. Bankierom to odpowiadało, bo stanowiło dodatkowy zarobek. Można było iść do banku i dostać banknoty, mimo że nie zostawiało się banku żadnego depozytu. Tylko nieliczne kraje pilnowały, by ilość pieniądza na rynku odpowiadała ilości złota w skarbcu banku centralnego. Krajem, który dbał o to najdłużej, były Stany Zjednoczone. Z tzw. systemu waluty złotowej zrezygnowały dopiero w połowie lat 70. XX w. Kraje europejskie zrobiły to szybciej, bo w okresie międzywojennym.

Rumunia–Turcja–Syria–Francja

Dzisiaj rezerwy (nie tylko w złocie, ale także w zagranicznych obligacjach) służą do obrony stabilności waluty i do budowania zaufania do kraju i jego gospodarki. Tak było też w okresie międzywojennym w Polsce. Stabilizacja waluty państwa, które dopiero co znalazło się na mapie świata, była rzeczą kluczową. Złoto, jako gwarant silnej waluty, gromadził Bank Polski. W latach 1924–1939 roku udało się w ten sposób zgromadzić prawie 40 ton złota w sztabkach i dużą ilość złotych monet.

Sensacyjna historia złota   infografika Studio GN W chwili wybuchu II wojny światowej zdecydowano się ewakuować skarbiec Banku Polskiego. Rezerwy złota wywieziono do kilku oddziałów Banku Polskiego na wschodzie kraju autobusami. Ciężarówki skonfiskowało wojsko. Niemcy szybko parli na wschód i wtedy zapadła decyzja, by całe złoto zgromadzić w jednym miejscu i wywieźć je za granicę. Transporty m.in. z Brześcia, Siedlec, Zamościa i Lublina ruszyły w kierunku Rumunii. 13 września polskie złoto w całości zostało zgromadzone w Śniatyni na granicy rumuńskiej. 14 września transport prawie 40 ton złota (ochraniany przez urzędników Banku Polskiego i garstkę żołnierzy) dotarł do portu w Konstancy nad Morzem Czarnym. Tam, zgodnie z ustaleniami dyplomatycznymi, miały czekać statki należące do aliantów, po to, by złoto przewieźć do Francji, gdzie powstawał polski rząd na uchodźstwie. Statków jednak nie było. Brytyjski konsul namówił kapitana niewielkiego tankowca, by ten zabrał na swój pokład kilkadziesiąt ton polskiego złota. Statek był zarejestrowany w Hongkongu i należał do prywatnej amerykańskiej firmy naftowej. Jego dowódca na zastanowienie się miał 5 minut. Zgodził się. Złoto załadowano na pokład, ale wtedy zaczęły się kłopoty natury formalnej. Naciskani przez Niemców Rumuni nie chcieli wydać zgody na wypłynięcie statku w morze. Tankowiec „Eocene” z Konstancy po prostu uciekł. Dwa dni później nasze złoto trafiło do tureckiego Stambułu. Polscy dyplomaci i urzędnicy bankowi uznali, że dalsza podróż tak cennego ładunku statkiem jest zbyt ryzykowana. Niemcom bardzo zależało na zdobyciu polskiego złota. W Stambule sztabki przeładowano więc do podstawionego pociągu, a następnie przetransportowano do Syrii. 24 września 1939 roku pociąg z polskim złotem dotarł do Bejrutu. Syria była pod kontrolą Francji. Zdecydowano, że złoto zostanie przetransportowane w konwoju okrętów wojennych do sojuszniczej Francji. Pierwsza partia złota 27 września była już we francuskim porcie w Tulonie. Reszta dopłynęła w drugim konwoju w pierwszych dniach października.

Wydawało się, że brawurowa ucieczka polskiego skarbca właśnie się zakończyła. Prawda okazała się być inna.

Francja–Maroko–Senegal–Londyn

Z Tulonu złoto przetransportowano do Nevers nad Loarą w centralnej Francji. 10 maja 1940 roku Francję zaatakował Wehrmacht. Francuzi najpierw obiecali pomoc, ale później zaczęli się wycofywać. W końcu 30 maja, pod naciskiem Anglików, Bank Francji zdecydował się ewakuować polskie złoto na południe. Dotarło tam pociągiem razem ze złotem Królestwa Belgii. Z południa złoto przewieziono do atlantyckiego portu Brest, a stamtąd do portu w Lorient. Tam, zgodnie z deklaracjami francuskich władz, miały oczekiwać statki, które miały skrzynie ze złotem przerzucić do USA. Żadnych statków jednak nie było. Złoto przez kolejne dni stało w pięciu wagonach kolejowych w porcie, czekając na dalszy transport. Ten udało się zorganizować dopiero 17 czerwca. Gdy francuski krążownik „Victor Schölcher” wychodził przed południem z portu, jego dowódca nie wiedział jeszcze, że kilka godzin wcześniej Francja poddała się Niemcom. Gdyby to wiedział, polskie i belgijskie złoto najpewniej wpadłoby w ręce Niemców.

Najwyższym przedstawicielem polskiej administracji w konwoju polskiego złota był jeden z dyrektorów Banku Polskiego Stefan Michalski. Zarówno on, jak i polski rząd (który w tym czasie przeniósł się do Londynu) byli święcie przekonani, że krążownik płynie do Ameryki. Tymczasem okręt skierował się na południe. 23 czerwca skrzynie ze złotem znalazły się w… Casablance, w Maroku. Po kilku godzinach postoju francuski krążownik ponownie wyszedł w morze, ale nie płynął na zachód, w kierunku USA, tylko jeszcze dalej na południe, do zależnego od Francji Senegalu. W końcu dotarł do portu Dakar. O tym rejsie nie wiedziały władze polskie. Nie miały pojęcia, gdzie znajduje się skarb, który miał służyć odbudowie zniszczonej wojną Polski. Jedyne, co było jasne, to to, że złoto jest w rękach francuskiej marynarki wojennej, a Francja jest sojusznikiem Niemiec. Dopiero 30 czerwca, gdy załoga francuskiego krążownika zeszła na ląd w Dakarze, dyrektor Michalski nadał z konsulatu angielskiego depeszę, w której informował, gdzie jest skarb II RP. Wtedy jeszcze nie wiedział, że to nie koniec podróży. Francuzi, w obawie przed próbą odbicia portu przez Brytyjczyków, postanowili złoto z Polski i Belgii wywieźć w głąb kraju, na Saharę. Skrzynie z 40 tonami polskiego złota znalazły się 800 km od Dakaru, w niewielkim miasteczku Kayes (obecnie Republika Mali) w budynku administracji kolei. Jak się później okazało, na długie cztery lata.

Złota z serca Afryki, z terenu należącego do sojuszników Niemiec, nie dało się wyrwać. Brakuje tu miejsca, by nawet pobieżnie opisać fascynującą grę dyplomatyczną. Zaangażowane były w nią nie tylko Francja i Polska, ale także Wielka Brytania, Belgia, USA, Kanada i sowiecka Rosja. Polacy w końcu dogadali się z Francuskim Komitetem Narodowym gen. Charlesa de Gaulle’a (rządem Francji przy aliantach). Polscy urzędnicy bankowi dotarli do Kayes do polskiego złota dopiero w styczniu 1944 r. Skrzynie częściowo przetransportowano do Londynu, częściowo na kontynent amerykański (do USA i Kanady). Po wojnie pojawił się kolejny problem. Komu złoto się należy? W lipcu 1945 r. państwa zachodnie uznały, że jedynym legalnym rządem Polski jest zdominowany przez komunistów Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej.

Co dalej działo się z polskim złotem, jak traktowali je komuniści, to już temat na osobny artykuł. Dzisiaj, oprócz sztabek znajdujących się w skarbcu w Warszawie, sporo polskiego złota znajduje się w Londynie, konkretnie w Bank of England. Narodowy Bank Polski ma tam rachunek depozytowy. Bank of England świadczy usługi powiernicze dla wielu państw. Polskie złoto, z wręcz sensacyjną historią, leży teraz gdzieś w podziemiach Londynu. I jest do naszej dyspozycji.   

Korzystałem z opracowania „Wojenne losy polskiego złota”, wydanego przez IPN w Łodzi.

Tagi: