Już po raz osiemnasty, w Gdyni, odbywa się Festiwal NNW. To czas prezentacji filmów (głównie) dokumentalnych, poświęcony patriotyzmowi, historii, wierze. Prezentowanych jest kilkadziesiąt filmów, których wspólnym mianownikiem jest chyba podtrzymywanie ducha polskości, zatrzymywanie w kadrze prawdy o nas, Polakach. Festiwal jest fenomenem: przyjeżdżają nań miłośnicy dokumentu z całej Polski. Co cieszy – również młodzi, którzy mogą poznać prawdziwych świadków historii.
Starsi z młodymi
W tym roku, festiwal rozpoczął się od bloku spotkań, w ramach Młodzieżowej Akademii Filmowej. Na początek obejrzeć można było odcinek piąty pt. "Zwycięstwo" serialu dokumentalnego IPN "Szlak nadziei. Bitwa o Monte Cassino" w reżyserii Tomasza Łysiaka, który jest jednocześnie narratorem filmu. Gościem specjalnym był mjr Władysław Dąbrowski, weteran 2 Korpusu Polskiego, uczestnik bitwy o Monte Cassino, jeden z bohaterów serialu. – Spotkania ze świadkami historii są zawsze solą naszego festiwalu, dopełnieniem pokazów filmowych. Dlatego cieszymy się szczególnie, że gościć możemy majora Dąbrowskiego, 102–letniego weterana spod Monte Cassino, żołnierza Andersa – mówił dyrektor festiwalu, Arkadiusz Gołębiewski.
Reżyser Tomasz Łysiak wprowadził widzów w treść pierwszych czterech odcinków serialu, opowiadając o 2. Korpusie Polskim, jego dowódcy i żołnierzach oraz o ich drodze do armii polskiej i walk w kampanii włoskiej. Serial "Szlak nadziei. Bitwa o Monte Cassino" dzięki dynamicznej narracji i nowoczesnej formie przybliża realia wojennej codzienności, poświęcenie żołnierzy oraz znaczenie polskiego zwycięstwa w bitwie o Monte Cassino, w której brało udział ponad 400 tys. żołnierzy z całego świata.
Po projekcji, nagrodzonej owacją na stojąco, mjr Władysław Dąbrowski ze wzruszeniem w głosie powiedział: – Tak właśnie było, te emocje, które są w filmie, były też we mnie. Nie byłem w stanie pojechać do Cassino jeszcze wiele lat po wojnie. Dopiero kilkanaście lat później odwiedziłem miejsce bitwy. Muszę powiedzieć, że jakaś Opatrzność nad nami czuwała, że zwyciężyliśmy, że się to właśnie nam udało.
Pamięć zapisana w muzyce
Pierwszy dzień festiwalu – to również spotkanie z Józefem Skrzekiem – laureatem tegorocznego Platynowego Opornika. Spotkanie poprowadziła red. Anna Popek, która sama wychowała się na Śląsku, więc doskonale rozumiała świat opisywany przez Skrzeka – Ślązaka. Skrzek opowiadał m.in., że że przyjechał na Festiwal NNW bo robił muzykę do wielu filmów i spektakli, a ostatnio dla Lecha Majewskiego, który jest częstym bywalcem festiwalu. – Jestem wdzięczny też, że Arek – twórca festiwalu – zawsze pamięta o moim stryju, którego zabili Niemcy. Pamięć o przodkach jest ważna. Sam dostałem imię po stryju i zawsze wiedziałem, że nie mogę emigrować, muszę zostać tu, w Polsce – powiedział Skrzek.
Opowiadał też o dzieciństwie na Śląsku: – Mam wielki szacunek do górników, do tego ich „Szczęść Boże”, którym się pozdrawiają – dodał. – Ślązacy są obowiązkowi, mamy to wrodzone. Są zorganizowani, oprócz ciężkiej pracy zawsze jeszcze coś robili, żeby pomagać rodzinie. Są też bardzo szczerzy.
Józef Skrzek przypomniał też, że raz w roku Ślązacy spotykają się na pielgrzymce mężczyzn do Piekar Śląskich. Artysta grał tam już 25 razy. – Pierwszy raz byłem tam w stanie wojennym, było ponad pół miliona ludzi, pomyślałem, że chciałbym kiedyś zagrać Matkę Piekarską. I po roku mi się udało. Od tego czasu byłem już „ich”, byłem Ślązakiem jak oni. – opowiadał.
Rodzinne tajemnice, narodowe rany
W piątek, w drugim dniu festiwalu, na wieczór, planowana jest też premiera filmu „Apolonia”. To fabularny film opowiadający o losach trzech kobiet, które zmagają się z cieniami przeszłości, z trudną powojenną historią i ciężarem stalinowskich represji. Skrywane przez dekady sekrety rodzinne stają się punktem wyjścia do konfrontacji, pełnej napięcia, bolesnych odkryć i decyzji, które na zawsze zmieniają życie bohaterów.
„Apolonia” łączy dramat psychologiczny z refleksją nad skutkami historii – pokazuje, jak niezaleczone rany i przemilczane prawdy kształtują relacje rodzinne i wpływają na kolejne pokolenia. To opowieść o sile kobiet, o odwadze, pamięci i cenie, jaką płacą ci, którzy zostali zmuszeni do życia w cieniu minionych tragedii. W role główne wcieliła się Halina Łabonarska, Henryk Talar. – Najważniejszy zawsze dla mnie był człowiek. Za barwnymi opowieściami, których słuchałem przez lata, dokumentując rodziny i bohaterów, zawsze kryła się tajemnica. Trudno było dotrzeć do tych najgłębiej skrywanych sekretów. Podczas prac na „Łączce” nie tylko towarzyszyłem odkrywaniu szczątków bohaterów, ale widziałem też osoby, które w ciszy i milczeniu przychodziły i oddawały materiał genetyczny. Oni mnie zaciekawili. – powiedział Arkadiusz Gołębiewski, reżyser filmu w takcie konferencji prasowej.
Natomiast Halina Łabonarska powiedziała, że czeka na film z ogromną ciekawością, bo… jeszcze go nie oglądała: – Dostałam scenariusz to pomyślałam, że wreszcie nadszedł czas, by oddać hołd mojej rodzinie. Mój ojciec, młody mężczyzna, został zatłuczony w więzieniu przez ubeków w 1949 roku. Uznałam, że udział w tym projekcie będzie dla mnie wielkim oczyszczeniem. To, co działo się w scenariuszu, działo się ze mną i moimi braćmi. Wieczna rodzinna tajemnica. Moja mama nigdy nam nic, aż do naszej dorosłości, nie opowiadała. Poznając historię Polski powojennej zrozumiałam, że nie jestem wyjątkowa, że takich rodzin jest tysiące. Kiedy więc recytowałam wiersze w stoczni, w czasie strajku, to był to rodzaj przekonania, że pewne gesty wykonuje się nie dla sławy i kariery, ale dlatego, że tak trzeba – mówiła podczas konferencji prasowej.
Jaka jest „Apolonia”? Czy reżyserowi udało się przekazać i mocną historię rodziny, i… dramatyczną historię narodu w tle? Okaże się po projekcji.








