Z opublikowanego przez GUS raportu dotyczącego sytuacji demograficznej Polski trudno wyczytać jakiekolwiek pozytywne informacje. Dokument maluje ciemny oraz zmieniającej się sytuacji demograficznej Polski, pozwala jednak dostrzec pewne zależności, które mogą być wskazówką dla rządzących w tworzeniu długofalowych strategii polityki rodzinnej i demograficznej.
Przede wszystkim liczba osób zamieszkujących Polskę w 2025 r. spadła już do mniej niż 37,4 mln. W minionym roku urodziło się niespełna 239 tys. nowych obywateli Polski, a zmarło 406 tys. W praktyce więc ubyło nas aż 167 tys.
Przeciętna Polka nie tylko rodzi znacznie rzadziej niż jeszcze dziesięć czy dwadzieścia lat temu (obecnie to zaledwie 1,068 urodzenia na kobietę), ale zostaje też matką znacznie później. Tylko 9 proc. dzieci rodzą matki w wieku 20-24 lat, zaś aż 56 procent dzieci rodzi się, gdy ich mama jest już po 30. urodzinach. W 1980 r. te proporcje były zupełnie inne: aż 42 procent rodzących matek miało 20-24 lat, zaś matki w wieku 35-39 rodziły zaledwie co 25. dziecko.
Nadal współczynnik urodzeń jest wyższy na wsi niż w mieście, ale także wsie szybko się już wyludniają.
Jedną z ważniejszych statystyk dla kształtowania przyszłej polityki demograficznej są dane mówiące o kondycji i dzietności małżeństw. Choć coraz mniej Polek i Polaków zawiera związek małżeński (w 2025 r. zrobiło to tylko 133 tys. par - o 2 tys. mniej niż rok wcześniej) i coraz więcej małżeństw się rozpada (60 tys., wzrost rok do roku o 3 tys.) to nadal to właśnie w małżeństwach rodzi się 72 procent dzieci. To wyraźny sygnał, że poczucie bezpieczeństwa i stabilności, jakie daje związek małżeński, sprzyja decyzji o staraniu się o potomstwo. Polityka demograficzna państwa powinna więc uwzględniać ukierunkowanie na wzmocnienie pozytywnego wizerunku nie tylko rodzicielstwa, ale również stabilnego związku małżeńskiego.
wt








