Cierpliwość to cnota rzadko doceniana w polityce. A że warto być cierpliwym, przekonał się Łukasz Gibała, który po trzech porażkach jest już o krok od zostania prezydentem Krakowa. Co prawda głosowanie 27 września wygrał z niewielką przewagą nad Moniką Piątkowską wspieraną przez KO i PSL (36,38 proc. do 29,91 proc.), ale jako niezależny kandydat ma jeszcze spore rezerwy głosów (głównie od wyborców PiS i Konfederacji) do wykorzystania 11 października w drugiej turze. Wszystko wskazuje więc na dużą zmianę w Krakowie, a może i w Polsce, bo przedterminowe głosowanie było też testem popularności obecnej władzy. Na razie przegranym, i to „na własnym boisku”, gdzie PO od dekad wygrywała wszystkie wybory. Co prawda kandydaci parlamentarnej opozycji również krakowski test oblali, ale grali „na wyjeździe”, bo ani PiS, ani Konfederacja nigdy nie miały tu wysokich notowań. Kluczowe dla ogólnopolskiej polityki jest więc pytanie, kim są wyborcy Łukasza Gibały. I co zrobią za rok.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








