Czekam na tramwaj. Pada. W kałużach lśnią latarnie. Szaroburość przecinają kolorowe moknące na chodniku liście. Nie dzieje się nic spektakularnego. Jest zwyczajnie. A On w tym wszystkim jest. Rainer Maria Rilke w liście z 17 lutego 1903 roku do młodego poety Franza Xavera Kappusa podpowiadał: „Jeśli dzień powszedni zdaje się Panu ubogi, niech go Pan za to nie obwinia; siebie niech Pan oskarża, niech Pan sobie powie, że nie dość jest poetą, by wysławiać bogactwa codzienności”. „Wow!” – to zawołanie robi dziś zawrotną karierę. A przecież im wyżej się podskoczy, tym boleśniejszy zaliczy się upadek. Wielokrotnie pisałem o tym, że bardzo lubię liturgiczny okres zwykły. Ten czas bez fajerwerków, dodatkowych duchowych „dopalaczy” czy emocjonalnych muld, na których na chwilę wprawdzie wyskakujemy w górę, by jeszcze gwałtowniej spaść i zaliczyć twarde lądowanie. Ojciec Michał Zioło nazywa taki czas „stanem wiecznego poniedziałku, gdy się człowiekowi nie chce wstać do roboty”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








