Był sobotni wieczór 3 października 1226 roku. Słońce zniżało się ku linii horyzontu, gdy w skromnej celi obok malutkiego kościółka Porcjunkula pod Asyżem umierał Franciszek Bernardone. „Drugi Chrystus” (alter Christus) – niebawem tak nazwano tego, który niczego Bogu nie odmówił. Biograf Tomasz z Celano podsumował jego życie tymi słowami: „Jezusa nosił w sercu, Jezusa w ustach, Jezusa w uszach, Jezusa w oczach, Jezusa w rękach, Jezusa w całym ciele”.
Rodzina stworzeń
Franciszek gorąco chciał upodobnić się do Zbawiciela, tak w życiu, jak w śmierci. A śmierć była blisko. Poprzedziła ją długo trwająca choroba, z którą Biedaczyna zmagał się od kilku lat. Prawdopodobnie w Ziemi Świętej nabawił się malarii, która miała poważne konsekwencje dla jego organizmu. Do tego doszła bolesna choroba oczu, powodująca stopniowe pogarszanie się wzroku. Cierpienia zwiększyły jeszcze ówczesne metody leczenia. Terapia – zresztą nieskuteczna – w przypadku Franciszka polegała na przykładaniu rozżarzonego żelaza w okolicy oka od ucha do brwi. Oczywiście bez żadnego znieczulenia.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








