Nikt się nie spodziewał, iż niedawny amerykańsko--chiński szczyt przyniesie przełom w napiętych stosunkach między Waszyngtonem a Pekinem. Obaj przywódcy – Donald Trump i Xi Jinping – uśmiechali się do kamer i do siebie, lecz na gestach zazwyczaj się kończyło. Prezydent USA przyjmował swojego gościa hucznie (według niektórych krytyków nawet ze zbyt dużą dozą służalczości). Wiele zdradzał także język ciała Trumpa, który przy różnych okazjach poklepywał swojego partnera po plecach, chcąc za wszelką cenę udowodnić, iż jest w jak najlepszych relacjach z przewodniczącym ChRL. Obrazy te przypominały nieco scenki ze szczytów amerykańsko-sowieckich w czasach zimnej wojny, kiedy to obie potęgi celowały w siebie tysiącami głowic i były gotowe do nuklearnej konfrontacji, a jednocześnie ich liderzy ściskali sobie dłonie i wesoło gawędzili – w Helsinkach, Genewie czy Reykjaviku. Zdając sobie sprawę, że są dla siebie nieprzejednanymi wrogami, ale wiedząc też, iż muszą utrzymywać dyplomatyczne kanały komunikacji.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








