Ten obraz mocno zapadł mi w pamięć. Paryż, długa ulica wiodąca od Łuku Triumfalnego do Place de la Concorde, gdzie papież ma odprawić Mszę św., gęsto wypełniona po obu stronach ludźmi, którzy chcieli pozdrowić przejeżdżającego nią Leona XIV. „To naprawdę się dzieje w laickiej Francji” – myślałem z niedowierzaniem. Wszystkie bilety na spotkanie młodych z papieżem na Stade de France zostały zarezerwowane w ciągu kilkudziesięciu minut, 800 tys. osób na Eucharystii w Paryżu, 150 tys. – bo więcej się nie zmieściło – w Lourdes. I jeszcze w Metz... Wzniosłe chwile niekoniecznie przekładają się na codzienne wybory, ale coś niesamowitego jednak we Francji się dzieje. Papież chyba też to dostrzegł, bo na jego twarzy często gościło wzruszenie. Przywiózł Francuzom ważne słowa, do których pewnie będą wracać nieraz. „Nasza walka nie jest walką przeciwko innym i nie posługuje się bronią przemocy, pogardy czy ucisku. Jedyną naszą bronią jest miłość, która daje samą siebie” – wyjaśniał młodym. A do zgromadzonych na Eucharystii w Paryżu mówił: „Czerpiąc ze źródła, którym jest Serce Chrystusa, sami stajemy się – jak pisał Orygenes – studniami, źródłami i rzekami dla innych. Wierzący bowiem, który pije z tego źródła, sam staje się źródłem życia dzięki swojej żywej więzi z Chrystusem i przekazuje to samo życie bliźnim”. Albo w Lourdes: „Jezus nie łagodzi słów, gdy wzywa do pokuty, jak przekazuje nam, na przykład, św. Łukasz: »Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie«”. To nie są socjologiczne chwyty, ale czysta, nieuczesana poprawnością Ewangelia. I przez nią Bóg daje życie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








