Książka została opublikowana we Włoszech w 2022 r. (krótko przed śmiercią Benedykta XVI), w Polsce w 2023 r. (krótko po jego śmierci). Napisał ją Piergiorgio Odifreddi, matematyk ateista (jak sam się przedstawia), i nosi tytuł: „W poszukiwaniu prawdy. Nieznane listy i rozmowy z Benedyktem XVI” (tł. A. Zielińska, Esprit).
Jest to książka straszna. Polecam lekturę. Nie dlatego, że straszna, ale dlatego, że niezwykle pouczająca. Książkę da się czytać i rozumieć na kilka sposobów: dialog wiary z niewiarą, pokaz elegancji i serdeczności dwóch erudytów, przyczynek do poznania intelektu BXVI czy – jak chce autor przedmowy, kardynał Ravasi – ciekawy przykład tzw. Dziedzińca Pogan. Dla mnie pasjonujące w jej lekturze było podpatrywanie, jak zło, co rusz zmieniając postaci i maski, podchodzi dobro. A dokładniej: jak radykalny ateizm rzuca się na głęboką wiarę.
Odifreddi jest ateistą agresywnym, wolteriańskim. Wobec papieża jest uprzejmy do przesady, uniżony, ale atakujący bezwzględnie chorego, starego człowieka. Ich spotkania i listy pochodzą z lat 2013–2021. Papież nie ma już sił się bronić. Tamten go nęka, zasypuje listami, prezentami. Wprasza się. Przyprowadza żonę (trzecią). Papież opędza się, ale traktuje go łagodnie i życzliwie, by go nie stracić dla Bożej sprawy (dla sprawy Boga w życiu Odifreddiego). A ten bach, kolejny 40-stronicowy list zachłyśnięty własną erudycją. Czasem papież traci cierpliwość: „to, co Pan pisze, nie jest godne rangi naukowca, Pańska argumentacja jest agresywna i niefrasobliwa, traktuje Pan Boga jako przeszkodę dla wolności i dobrego życia”… Tamten: „im mniej będzie w tej rozmowie o Chrystusie, tym szybciej się dogadamy”. Monoteizm jest szkodliwy, politeizm stoi moralnie wyżej. Czasem spod lukru słów wyłazi obrzydliwa twarz ateizmu: „po śmierci nie ma już nic, nie przykładam żadnej wagi do ciał zmarłych i pogrzebów. Dla mnie rytuał pogrzebowy nie jest niczym innym jak tylko przesądem. Poszedłem na pogrzeb mojego ojca dla matki, lecz nigdy więcej nie udałem się na jego grób”. Dwa lata był w ZSRR (1982–1983!). Pisze: „religia była uznawana za historyczny i kulturowy anachronizm; cerkwie zamknięte lub opuszczone. Dla ironicznej przeciwwagi Sobór Kazańskiej Ikony MB w Leningradzie został wręcz zamieniony na muzeum ateizmu, w którym królował posąg Voltaire'a (w posowieckim Petersburgu przywrócono mu oczywiście funkcje katedry)”. Czyli poszło to w złą stronę, a już szło w dobrą. I nic o tym, co subtelni ironiści zrobili ze sługami anachronizmu.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








