Bab al-Mandab to jeden z najważniejszych szlaków handlowych na świecie. Szeroka na 20 kilometrów cieśnina łączy Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim, transportowane jest tamtędy około 10–12 proc. globalnego handlu morskiego. Nazwa cieśniny znaczy po arabsku „brama łez”, odnosi się do panujących tam niebezpiecznych prądów i trudnych warunków żeglugi, które przez wieki przyniosły wiele ofiar. Wkrótce do łez mogą też zostać doprowadzeni kierowcy na stacjach benzynowych. Arabia Saudyjska, główny dostawca ropy do Polski (47 proc. naszego importu) wstrzymała dostawy do Europy po skoordynowanym ataku szyickiej koalicji. 11 września w wyniku ataku dronów z terytorium Iraku wyłączony z użytkowania został kluczowy saudyjski rurociąg Wschód–Zachód. Po zablokowaniu cieśniny Ormuz nabrał on dodatkowego znaczenia, gdyż z pól naftowych na wschodzie kraju transportowano nim ropę do portu Yarmuz na Morzu Czerwonym. W tym samym czasie Ruch Hutich w wyniku zaskakującej ofensywy w dniach 9–11 września wyparł siły rządowe z portów na zachodnim wybrzeżu kraju: Al-Khawkah, Mocha, Dhubab. Powiązane z Iranem szyickie siły kontrolują teraz całe jemeńskie wybrzeże Morza Czerwonego, aż po Bab al-Mandab. Huti ustanowili posterunek na wyspie Perim, usytuowanej na środku cieśniny. Arabia Saudyjska anulowała wrześniowe dostawy ropy na nasz kontynent. Od 11 września ceny ropy na światowych rynkach nie spadają poniżej 100 dolarów za baryłkę, na polskich stacjach benzynowych bite są rekordy cen, a Orlen na gwałt szuka surowca na innych rynkach. Sprawy na Bliskim Wschodzie przybierają coraz bardziej niepokojący obrót.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








