Niedawna rozmowa Marty Nawrockiej z Bogdanem Rymanowskim, w której pierwsza dama opowiedziała się za metodą in vitro, nie była jej pierwszą wypowiedzią na ten temat. Już w lutym 2026 roku, w wywiadzie dla TVN24, pierwsza dama zadeklarowała się po tej stronie sporu i już wtedy jej argumentacja ograniczyła się do współczucia i osobistego doświadczenia, z pominięciem zastrzeżeń, które metodzie sztucznego zapłodnienia od dekad stawia bioetyka. Można podejrzewać, że stanowisko pierwszej damy nie wynika wcale ze złej woli, ale raczej z bezradności argumentacyjnej, z jaką mierzy się wielu ludzi, także katolików, jeśli chodzi o in vitro.
Proszę o inny zestaw pytań
W lutym Marta Nawrocka mówiła o in vitro, odpowiadając na pytanie o jej nastoletnią ciążę i decyzję o urodzeniu syna, którego później usynowił Karol Nawrocki. Zapytana wprost, odpowiedziała, że nie odbierałaby nikomu prawa do tej metody, gdy ktoś nie może mieć dzieci naturalnie – zastrzegając, że sama nigdy z problemem niepłodności się nie mierzyła. We wrześniu ten sam schemat argumentacyjny wrócił niemal bez zmian, uzupełniony o temat demografii i – po raz pierwszy – o wyraźne poparcie dla finansowania procedury ze środków publicznych. Gdy pierwsza dama w lutym została zapytana o finansowanie in vitro przez państwo, odpowiedziała: „Proszę o inny zestaw pytań”. Chociaż Marta Nawrocka nie jest politykiem, jej głos dobiegający z Pałacu Prezydenckiego, nie może być lekceważony.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








