Nie zostawia swoich śladów koń, który zrzucił Pawła pod Damaszkiem, zupełnie bezcieleśnie przeżuwa siano osiołek w stajence w Betlejem. Nie ma tych (i wielu innych) zwierząt w Biblii, a jednak jakaś część naszej wrażliwości dopomina się o nie. Fabrice Hadjadj rusza tropem tych naszych braci mniejszych, którzy są obecni na kartach Pisma. „Bóg i Jego menażeria” to kilkadziesiąt rozdziałów, z których każdy ma w sobie potencjał solidnego eseju. Jaki jest zatem sens książki, której podtytuł „Summa zooteologiczna” brzmi jak prowokacyjne puszczenie oka do czytelnika? Wytropić Boga po śladach zwierząt – deklaruje autor, a ja daję się porwać na tę fascynującą wyprawę. Kruki Eliasza, oślica Balaama, lwy Daniela – to przykłady bardziej znane, a co ze zwierzętami nieco ukrytymi? Hadjadj nieszablonowo czyta Pismo, co pozwala mu wydobyć znaczenia nie zawsze dostrzegalne. Wielka ryba, która podpływa do proroka Jonasza, zapisana jest w oryginale jako dag. To słowo jest rodzaju męskiego, zatem nie dziwi, że zamiast o „panu rybie” po polsku często mówimy o wielorybie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








