Jacek Wojtysiak Jacek Wojtysiak

|

8 września 2026 GOSC.PL

O pisaniu w świecie cyfrowym

Jak pisać w czasach rozproszenia, demokratyzacji i znerwicowania mediów? W czasach, w których media przypominają obijające się o siebie bańki i w których owe bańki często polaryzują się wokół przeciwstawnych biegunów przekonaniowych?

Mija sześć lat, odkąd z różną częstotliwością piszę felietony (czy jakkolwiek inaczej nazwać me wypowiedzi) na stronie gosc.pl. Wcześniej, od 2018 r., pisywałem przez kilka lat krótkie rozważania filozoficzno-teologiczne na łamach lubelskiego dodatku „Gościa Niedzielnego”. W sumie w mediach GN ukazało się znacznie ponad 200 moich tekstów. To dużo – a może nawet za dużo – by wyrazić to, co się ma do powiedzenia. Nadszedł czas podsumowania. Tym bardziej, że właśnie kończy się możliwość dalszego pisania w tym miejscu. W podsumowaniu skupię się na jednej kwestii: pisanie w erze cyfrowej nie jest – wbrew moim pierwotnym entuzjastycznym przypuszczeniom – łatwe. Dlaczego?  

Tekst krąży

Pierwszym powodem jest zjawisko, które nazwałbym rozproszeniem adresatów. Każdy tekst jest pisany w taki sposób, by mógł być przekonujący dla określonej grupy odbiorców. Gdy jednak zostaje opublikowany w internecie, może zacząć w nim krążyć i w końcu (wcześniej czy później) dociera do osób, do których nie był pierwotnie skierowany. Wtedy powstają nieporozumienia: nowi czytelnicy traktują tekst, jakby był przeznaczony dla nich, a przyjmuje on założenia, które są im obce. Aby ich przekonać (zamiast zostać skrytykowanym lub wyśmianym), potrzeba innego tekstu – tekstu z kompletnie inną argumentacją. Z kolei pisanie takich „nowych” tekstów bywa odbierane przez „starych” czytelników jako zdrada, jako odchodzenie od wspólnych przekonań, które publicysta miał tylko potwierdzać lub wzmacniać. 

Wszyscy komentujemy

Rozproszeniu adresatów towarzyszy drugie zjawisko – zjawisko zacierania różnicy między nadawcą a odbiorcą. Internet sprawił, że wszyscy jesteśmy nadawcami: wszyscy komentujemy, oceniamy, wyrażamy postawę lubienia czy nienawiści. Teksty cyfrowe przypominają dziś średniowieczne rękopisy, na których skrybowie lub komentatorzy dopisywali swe glosy. Zmieniła się tylko – i aż (i to rewolucyjnie!) – technika oraz podejście do autorytetów. Ci ostatni muszą być obecnie podważani. Oczywiście, radykalna demokratyzacja, egalitaryzacja czy de-autorytetyzacja mediów jest czymś istotnie pozytywnym. Oto na naszych oczach realizuje się ideał społeczeństwa wolnych, równych i krytycznych dyskutantów. Niestety, są to jednak często – powiedziałbym – dyskutanci silnie znerwicowani. Sporo z nich czyta (lub słucha) i komentuje w pośpiechu, przerzucając się z portalu na portal i – nie doczytawszy do końca – łapiąc się jakiejś frazy jak kości, którą można oblizywać lub nad którą można się pastwić. W ten sposób merytoryczna dyskusja przeradza się nieraz w złośliwą ekspresję postaw. 

Poklask „swoich” albo…

Jak pisać w czasach rozproszenia, demokratyzacji i znerwicowania mediów? W czasach, w których media przypominają obijające się o siebie bańki i w których owe bańki często polaryzują się wokół przeciwstawnych biegunów przekonaniowych. W czasach nadmiaru informacji, z których – ze względu na ich uwikłanie w komentarz i akcje propagandowe lub manipulacyjne – trudno wyłowić to, co istotne i prawdziwe. Jeśli piszący zajmie zdecydowane stanowisko, to uzyska poklask „swoich”, ale też zostanie oskarżony o stronniczość. Jeśli zaś zachowa ostrożność, wchodząc w rozmaite niuanse i możliwości, to jego tekst stanie się tak wyważony, że straci treść, dla której ktokolwiek zechce go czytać. Gdy otrzymałem lubelskiego „Angelusa kultury medialnej” za rok 2022, powiedziałem, że coraz mniej w moich tekstach żartuję, gdyż – wbrew mym zamierzeniom, by wszyscy się śmiali – zawsze ktoś się obrazi. Z drugiej jednak strony tekstu nudnego, tekstu beż żartu, nie da się czytać. Być może jurorzy „Angelusa” chcieli mnie zachęcić do szukania złotego środka. 

A skoro jestem katolikiem…

Czy to poszukiwanie się powiodło? Raz – tak, raz – nie. A ściślej: dla jednych – tak, dla innych – nie. Moim podstawowym zajęciem jest praca akademicka jako abstrakcyjnego filozofa, więc trudno bym łatwo poruszał się w dziedzinie, która wymaga innych sprawności: dyplomacji frazeologicznej, wrażliwości na aktualne wydarzenia, szybkości w reakcji na nie, czujności na to, co „piszczy” w internecie, znajomości zmieniających się kontekstów społeczno-politycznych lub mód ideologiczno-kulturowych itd. Z drugiej jednak strony filozofia uczy radykalnego krytycyzmu, otwarcia na niekonwencjonalne rozwiązania oraz analitycznego i zdystansowanego podejścia do omawianych zagadnień. Cechy te odnajduję wśród publicystów, którzy otarli się o filozofię, choć nie trzeba studiować filozofii, by je nabyć. Dlatego za najważniejsze zadanie filozofa, który wtrąca się do debaty publicznej, uważam coś innego. Jest nim pokazywanie światopoglądowych założeń sporów kulturowych, moralnych i społeczno-politycznych. A skoro jestem katolikiem, starałem się w mym pisaniu koncentrować się przede wszystkim na racjonalnej eksplikacji i obronie światopoglądu chrześcijańskiego. Oczywiście, pojawiały się tu też próby analizy stanu religii, kultury i polityki, diagnozy aktualnej sytuacji polskiego Kościoła i społeczeństwa, interwencje wobec medialnych manipulacji, bieżące polemiki ze znanymi publicystami, wypowiedzi na tematy etyczne itp. W moim zamierzeniu wszystko to jednak miało jakoś korelować z filozofią i z teizmem chrześcijańskim. 

Tym, którzy czytali

Na koniec wypada podziękować wszystkim tym, którzy umożliwili mi pisanie w tym miejscu i którzy mnie w nim wspierali. Wprost wymienię tu tylko te osoby, które współpracowały ze mną bezpośrednio: ks. Rafała Pastwę i red. Piotra Sachę. Oczywiście, najbardziej dziękuję wszystkim tym, którzy czytali me teksty pomimo ich niedoskonałości oraz tym którzy (dodatkowo) dzielili się ze mną swymi uwagami z lektury. A redaktorom i współpracownikom „Gościa Niedzielnego” życzę dalszej wytrwałości w katolickim podejmowaniu wyzwań kulturowo-ideologicznych oraz informacyjno-komunikacyjnych, które przynosi ze sobą galopujący świat. 

Czytaj: WIĘCEJ TEKSTÓW PROF. JACKA WOJTYSIAKA

« ‹ 1 › »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Wojtysiak Jacek Wojtysiak Nauczyciel akademicki, profesor filozofii, kierownik Katedry Teorii Poznania Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Autor licznych artykułów i książek, w tym podręczników i innych tekstów popularyzujących filozofię. Stały felietonista portalu internetowego „Gościa Niedzielnego”. Z pasją debatuje o Bogu i religii z wierzącymi, poszukującymi i ateistami. Lubi wędrować po stronach Biblii i po ścieżkach Starego Gaju. Prywatnie: mąż Małgorzaty oraz ojciec Jonasza i Samuela. Ostatnio – wraz z Piotrem Sachą – opublikował książkę „Bóg na logikę. Rozmowy o wierze w zasięgu rozumu”.

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.