Gdy 11 września 2001 r. w wieże WTC w Nowym Jorku wbiły się samoloty pasażerskie, wykorzystane przez islamskich zamachowców jako pociski, Oriana Fallaci wieszczyła: to początek globalnej, długofalowej wojny islamu z cywilizacją Zachodu. Miała wtedy 72 lata. Swoje ostatnie lata życia – a zostało ich jeszcze 5 – poświęciła na pełne żaru przekonywanie, że cywilizacja europejska stoi u progu zagłady, z powodu ślepoty i tchórzostwa mieszkańców Starego Kontynentu wobec wyznawców Allaha.
Zdaniem włoskiej pisarki i dziennikarki muzułmanie stale i konsekwentnie wzmacniają na kontynencie swoją obecność i wpływy. Ich wzrastającą liczebność w Europie uważała za formę ekspansji i kolonizacji. W jej przekonaniu jest to element strategii ideologów dżihadu, którzy wykorzystują w tym celu zjawisko imigracji z państw arabskich do „bogatej i zmęczonej Europy”. Dziennikarka alarmowała, że Europa, zrzekając się swojej tożsamości, staje się „Eurabią”. Wzywała Zachód do dumy z własnego dziedzictwa i do odrzucenia poprawności politycznej. „Mówię, że w naszej kulturze nie ma miejsca dla muezinów, dla meczetów, dla rzekomych abstynentów, dla upokarzających czadorów, dla poniżających burek. A gdyby było takie miejsce, i tak bym go im odmówiła” – pisała w książce „Wściekłość i duma”. Uzasadniała, że danie im takiej przestrzeni byłoby wyrzeczeniem się własnej tożsamości, pluciem na zdobytą wolność i zbudowaną cywilizację. „Byłoby to sprzedawanie mojej ojczyzny” – emocjonowała się.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








