James Conley – biskup, który zachorował na depresję: „Nie bójcie się prosić o pomoc”

Piętno depresji wśród duchownych nadal istnieje, ale zaczynamy rozumieć, że kryzys zdrowia psychicznego jest kryzysem zdrowotnym, podobnie jak rak czy cukrzyca. Musimy o tym mówić. Wskazuje na to biskup Lincoln w amerykańskim stanie Nebraska, James Conley, który w grudniu 2019 roku uzyskał od papieża urlop, aby zająć się swoim zdrowiem psychicznym. Rok później wrócił na stanowisko ordynariusza diecezji, a w maju 2024 roku opublikował list pasterski „A Future with Hope” („Przyszłość pełna nadziei”), w którym opisał swoje doświadczenie depresji i wyciągnął z niego wskazówki duszpasterskie i duchowe.

O swym doświadczeniu choroby amerykański hierarcha mówi w rozmowie z włoskim dziennikiem „Avvenire”. Podkreśla w niej, że powiedzenie prawdy o depresji okazało się dla niego wielkim błogosławieństwem. „Ludzie to zrozumieli i pisali do mnie: «Modlę się za ciebie. Weź tyle czasu, ile potrzebujesz». Także biskup może musieć się zatrzymać. Nie bójcie się prosić o pomoc” – podkreśla bp Conley. 

"Panie, zabierz mnie stąd"

Wspominając swoje dzieciństwo, hierarcha mówi o stabilnym dorastaniu w kochającej rodzinie. Problemy - jak wspomina - zaczęły się w 2018 roku. – Wybuchł skandal z udziałem kard. Theodore’a McCarricka, opublikowano raport Grand Jury w Pensylwanii dotyczący nadużyć ze strony duchownych, a prokurator generalny stanu Nebraska wszczął dochodzenie w sprawie trzech diecezji w tym stanie. W tym samym czasie musiałem usunąć kilku księży z powodu złego postępowania seksualnego. Uważam, że moje doświadczenie ma coś wspólnego z doświadczeniem wielu księży. Kiedy w Kościele wybucha skandal, ksiądz może odczuwać jego ciężar po prostu dlatego, że jest księdzem, i czuje się odpowiedzialny za naprawienie sytuacji. Ja również myślałem, że muszę wszystko naprawić. Mój ojciec należał do pokolenia, które wierzyło w zasadę „zakasaj rękawy”: w obliczu trudności pracuj ciężej, a wszystko da się naprawić. To głęboko amerykańskie podejście. Zamiast powiedzieć za św. Janem XXIII: „Panie, to Twój Kościół, ja idę spać”, robiłem wszystko, co w mojej mocy i brałem na swoje barki każdy problem. Ciągle o tym myślałem – opowiada w "Avvenire".

Pierwszymi objawami choroby były trudności ze snem, natłok myśli, szum w uszach i nieustający niepokój. Diagnozę zespołu lękowego i ciężkiej depresji otrzymał w marcu 2019 roku, kiedy pod wpływem namowy ze strony swojej siostry udał się do lekarza. - Zaczynasz myśleć: „Nie dam rady, to za dużo”. To jest najtrudniejsze: czujesz, że nie jesteś już w stanie nic zrobić, a potem nie chcesz już nic robić. Brakuje ci radości, energii, nadziei; chcesz tylko, żeby to wszystko się skończyło. Kapłanowi może przyjść do głowy myśl: „Jeśli nie potrafię pełnić swojego kapłaństwa, to po co tu jestem?”. Wydaje ci się, że zawiodłeś w życiu. Ja nie myślałem o odebraniu sobie życia. Powiedziałem jednak: „Panie, weź moje życie, zabierz mnie stąd”. Dlatego rozumiem, jak niektórzy księża mogą dojść do myśli samobójczych. Dzięki Bogu nie poszedłem tą drogą - wspomina ten czas bp Conley.

Nie trzymajcie wszystkiego w sobie

– Jesienią 2019 roku czułem się nieco lepiej, ale czułem się jakbym wciąż był w ogromnym garnku pod ciśnieniem. Moja siostra powiedziała mi: „Musisz się zatrzymać”. Odpowiedziałem: „Nie mogę, biskup nie może tego zrobić”. „Jeśli będziesz tak dalej postępował, załamiesz się”. W końcu poprosiłem o urlop. Kiedy zapytałem nuncjusza, co powinienem powiedzieć, odpowiedział: „Po prostu powiedz prawdę”: że jesteś wyczerpany, nie śpisz, cierpisz na lęki i depresję i musisz się zatrzymać. Powiedzenie prawdy okazało się wielkim błogosławieństwem. Ludzie to zrozumieli i pisali do mnie: „Modlę się za ciebie. Weź tyle czasu, ile potrzebujesz”. Dlatego mówię: nie trzymajcie wszystkiego w sobie. Nie musicie o tym opowiadać wszystkim, ale znajdźcie kogoś, komu ufacie – współbrata lub członka rodziny. Niedługo po rozpoczęciu mojego urlopu jeden z księży z innej diecezji odebrał sobie życie. Nikt nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo cierpiał, nawet jego rodzice. To jeszcze bardziej mnie przekonało: jeśli cierpicie, porozmawiajcie z kimś o tym. Nawet jedna osoba, która was zrozumie, może wam pomóc w poszukiwaniu pomocy. Piętno depresji duchownych nadal istnieje, ale zaczynamy rozumieć, że kryzys zdrowia psychicznego jest kryzysem zdrowotnym, podobnie jak rak czy cukrzyca. Musimy o tym mówić – podkreśla bp Conley. 

Łaska buduje na naturze

Hierarcha dzieli się doświadczeniem modlitwy w czasie choroby. – Trzy kotwice utrzymywały mnie w więzi z Bogiem i nigdy ich nie porzuciłem: Msza św., różaniec i liturgia godzin. Nie potrafiłem prowadzić długich medytacji, a modlitwa przynosiła mi bardzo mało pocieszenia, ale wiedziałem, że nie mogę przestać. Pomogła mi również „Nowenna zawierzenia się Bogu” ks. Dolindo Ruotolo, którą nadal odmawiam. Zrozumiałem, że granica między życiem psychicznym a duchowym jest bardzo cienka: to nie to samo, ale te sfery się uzupełniają. Łaska buduje na naturze: również nasza strona fizyczna wymaga uwagi. Staram się codziennie wychodzić na zewnątrz, oddalać się od ekranów i przebywać na łonie natury. Również z tego powodu przygarnęłam psa: jeśli mieszka się samotnie, to cudownie jest mieć przy sobie żywą istotę, o którą można dbać i która kocha cię bez względu na to, co robisz. Chodzi o życie w kontakcie z rzeczywistością.  Spaceruję, jeżdżę na rowerze, czytam, słucham muzyki. Spotkanie z pięknem zachodu słońca i świtu, dziełami sztuki: potrzebujemy tego, by nie żyć w tunelu złożonym wyłącznie z pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Również pszczelarstwo służy temu celowi – opowiada.

Źródło: KAI/AH

 

Zobacz też: 

« ‹ 1 › »
oceń artykuł Pobieranie..

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.