Ekspert: Dymisja wiceszefa Pentagonu może być dla Polski korzystna

Odejście Dana Driscolla, ministra sił lądowych USA zaszkodzi prezydenturze Trumpa, ale może się okazać korzystne dla Polski - ocenia dr Aleksander Olech z Defence24. Ekspert zwraca uwagę, że wiceszef Pentagonu wspierał pomysł ograniczenia amerykańskiej obecności wojskowej w Europie.

Biały Dom poinformował w poniedziałek, że 40-letni Dan Driscoll, zwolennik modernizacji armii i zakupu tańszej broni w tym dronów, któremu prezydent Donald Trump powierzył także w ub. roku rolę najmłodszego negocjatora w rozmowach pokojowych z Ukrainą i Rosją, podał się po 18 miesiącach urzędowania do dymisji.

Według amerykańskiego portalu Axios, poproszono go o pozostanie na stanowisku do czasu zakończenia listopadowych wyborów uzupełniających, ale miał odmówić i odejdzie z Pentagonu w ciągu najbliższych kilku dni.

Jak zgodnie podkreślają amerykańskie media, jego rezygnacja jest efektem długotrwałego konfliktu z sekretarzem obrony Petem Hegsethem.

- Dla nas teoretycznie jego odejście może być korzystne, bo Driscoll był zwolennikiem zmniejszenia obecności amerykańskiej w Europie - ocenił w rozmowie z PAP dr Aleksander Olech, zajmujący się współpracą międzynarodową w grupie medialnej Defence24.

Ekspert przypomniał, że w maju br. amerykański Departament Obrony ogłosił niespodziewanie wycofanie rotacyjnego przemieszczenia ponad 4 tys. żołnierzy brygady pancernej do Polski, co wywołało burzę zarówno w USA jak i Polsce.

Driscoll wspólnie z p.o. szefa sztabu armii USA gen. Christopherem LaNevem wyjaśniali w trakcie przesłuchania przed senacką komisją ds. wojskowych, że w ramach zleconej przez Pentagon redukcji amerykańskich sił w Europie anulowanie wysłania brygady do Polski było "najsensowniejszą opcją".

Decyzję Pentagonu cofnął sam prezydent Trump, ogłaszając 21 maja na platformie społecznościowej Truth Social, że do Polski pojedzie "dodatkowych" 5 tys. żołnierzy.

Krótko po tym sporze o amerykańską brygadę portal o tematyce wojskowej "Stars and Stripes" przyznał, że Polska stanęła przed szansą pozyskania dodatkowego wojska USA i to mimo zarządzonego w czerwcu przez Hegsetha przeglądu obecności wojskowej USA w Europie, który - jak nie ukrywa Pentagon - ma prowadzić do redukcji sił amerykańskich na Starym Kontynencie.

Portal przytaczał przy tym słowa ministra obrony Polski Władysława Kosiniaka-Kamysza, według którego Hegseth zadeklarował otwartość Departamentu Obrony USA na propozycję utworzenia stałej bazy wojskowej USA w Polsce.

Według Olecha decyzje dotyczące wojska podejmują teraz osobiście prezydent Trump i Hegseth, dla Polski nie ma więc jego zdaniem znaczenia, kto zastąpi odchodzącego Driscolla. - Nikt nam bardziej nie zaszkodzi - przyznał.

Z drugiej strony - podkreślił ekspert - odejście robiącego błyskotliwą karierę Driscolla może rzutować na brak decyzyjności i kompetencji w siłach zbrojnych USA, a także negatywnie wpłynąć na kluczowy okres prezydentury Trumpa. - To kolejna rezygnacja wysokiej rangi urzędnika Pentagonu, następująca podczas trwającej prawie pół roku wojny z Iranem i niezakończonej wojny Rosji przeciwko Ukrainie - zauważył ekspert.

Przypomniał, że w kwietniu Hegseth - mający według niego w porównaniu z Driscollem niewielkie doświadczenie wojskowe - zwolnił szefa sztabu armii USA Randy'ego George'a. Z kolei w czerwcu odsunął również od władzy szefa sił zbrojnych USA w Europie i osobiście zablokował awanse wyższych rangą oficerów armii. W efekcie armia lądowa USA jest obecnie pozbawiona zatwierdzonego przez Senat dowództwa: zarówno cywilnego, jak i mundurowego.

Według agencji Reuters Hegseth chciał także od dawna zdymisjonować Driscolla, którego postrzegał jako rosnące zagrożenie, ale przeszkodziły mu w tym przyjacielskie relacje wiceszefa Pentagonu z wiceprezydentem J.D. Vancem.

Pochodzący z rodziny wojskowych Driscoll zna wiceprezydenta z czasów studiów prawa w Yale. Poznali się na spotkaniu studentów-weteranów. Według BBC wiceprezydent, który tak jak Driscoll służył w armii USA, szybko stał się mentorem młodszego kolegi.

Zdaniem Olecha rezygnacje wysokich urzędników Pentagonu i administracji będą się powtarzały. - Raz będzie tracić stronnictwo Vance'a, a raz Hegsetha, tym bardziej, że wciąż nie zapadła decyzja o tym, kto z obozu Trumpa - Vance czy Marco Rubio - będzie kandydował na prezydenta USA w 2028 roku - podsumował Olech.

« 1 »

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.