Pierwsza dekada XXI wieku była dobrym czasem dla Gruzji. Rewolucja Róż z listopada 2003 roku zakończyła się pokojowym przekazaniem władzy młodemu politykowi Micheilowi Saakaszwilemu. Prawnik, stypendysta amerykańskich uczelni, energicznie zabrał się do reformowania pogrążonego w gospodarczym kryzysie, skorumpowanego państwa. W dodatku walczącego z sEPAratystycznymi dążeniami trzech regionów – Adżarii, Osetii Południowej i Abchazji. Nad Adżarią udało się Tbilisi odzyskać kontrolę w 2004 roku. Dwa pozostałe regiony od lat stanowiły rodzaj quasi-państw. Rozmieszczone na ich terenie „siły pokojowe” Moskwa wykorzystywała jako narzędzie wpływu, o tyle istotne, że dla Putina coraz prężniej rozwijająca się Gruzja była solą w oku. Zwłaszcza że prezydent Saakaszwili nie tylko utrzymywał bliskie stosunki z USA, ale także zdecydowanie dążył do członkostwa swego kraju przede wszystkim w NATO.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








