Gdy pod koniec 2021 roku w Londynie miała miejsce premiera filmu „Monachium. W obliczu wojny”, widzowie mogli odnieść wrażenie, że oglądają nie tylko opowieść inspirowaną wydarzeniami sprzed 83 lat, ale historię, która dzieje się na ich oczach. Nad Europą zbierały się już nadchodzące ze wschodu ciemne chmury, które zapowiadały burzę rosyjskiej napaści na Ukrainę.
Chyba wszyscy zastanawiali się wówczas, podobnie jak nasi przodkowie w 1938 r., czy stoimy na krawędzi kolejnego konfliktu, który rozniesie się po całym kontynencie. To pytanie zadawano nie tylko szeptem i – pomimo upływu czterech lat od rozpoczęcia inwazji – rosnące napięcie geopolityczne nie pozwala o nim zapomnieć.
Niepewność, jaką przeżywaliśmy wtedy, musiała przypominać tę, jaka spowiła Europejczyków latem i jesienią 1938 r., gdy hitlerowskie Niemcy wymierzyły ostrze swojej potęgi w stronę Czechosłowacji. Pretekstem do faktycznej likwidacji tego młodego wówczas państwa była sprawa niemieckiej mniejszości zamieszkującej Czechosłowację – tzw. Niemców Sudeckich.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








