O czwartej rano na plebanii w Mierzeszynie nie było już żadnych złudzeń. Był 21 listopada 1939 r. Za oknem stał listopadowy mrok. Nie przyszedł sam. Do drzwi zapukali ludzie z SS i gestapo. Przyszli po proboszcza. Nie po polskiego księdza. Po niemieckiego.
To jeden z paradoksów tej historii. Johannes Paul Aeltermann urodził się w Gdańsku, w niemieckiej rodzinie szewca Franza Aeltermanna i Elżbiety Anny z domu May. Nie ukrywał swojego pochodzenia, nie zmieniał nazwiska, nie próbował dostosować biografii do zmieniających się czasów. A jednak właśnie on stał się jednym z najodważniejszych przeciwników narodowego socjalizmu na Pomorzu.
Droga z krzyżem
Niemieccy hitlerowcy z Wolnego Miasta Gdańska wierzyli, że tutaj szczególnie narodowość przesądza o lojalności. Aeltermann udowodnił, że istnieje coś ważniejszego: sumienie. Kiedy kilka lat wcześniej proponowano mu wstąpienie do partii hitlerowskiej, odmówił. Gdy oczekiwano, że będzie milczał, przemówił. Kiedy próbowano zastąpić krzyż swastyką, odpowiedział pytaniem, które przeszło do historii: „Swastyka czy Krzyż Chrystusa?”. Nie był politykiem. Nie był działaczem społecznym ani konspiracyjnym przywódcą. Był proboszczem niewielkiej wiejskiej parafii. I właśnie dlatego jego historia brzmi dziś tak przejmująco. Pokazuje bowiem, że wielkie świadectwa rodzą się najczęściej nie na ambonach katedr czy mównicach parlamentów, lecz w zwyczajnych miejscach, gdzie każdego dnia waży się ludzka wierność.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








