Słucham utworu COEXIST I Will Bless The Lord At All Times? z mini albumu U2 Easter Lily EP opublikowanego – uwaga! – w Wielki Piątek obecnego roku. W pierwszej chwili nie umiem poradzić sobie z tłumaczeniem tekstu. Jakby za dużo porwanych myśli, które nie chcą ułożyć się w całość. Wstukuję do AI. Szklany ekran naprowadza mnie na myśl, że Bono śpiewa o błogosławieniu „pomimo”, na przekór, wbrew, zachowując świadomość wszelkich prób i trudności, jakim poddaje nas codzienność, nawet gdy nad naszymi głowami latają złowieszczo syczące drony. Przecież to jakaś utopia! Myślenie życzeniowe? Czy w takiej postawie jest odrobina zdrowego rozsądku? Czy lider irlandzkiej formacji cytuje Psalm 34: „Chcę błogosławić Pana w każdym czasie, na ustach moich zawsze Jego chwała” (por. prof. Ken Penner)?
Z pomocą przychodzi mi konferencja ks. Krzysztofa Grzywocza z Konstancina-Jeziornej Bądź pochwalony, Panie mój. O wracaniu do istoty rzeczy (XI 2015 r.), gdzie autor, zatrzymując się na kantyku trzech młodzieńców, mówił o błogosławieniu i wielbieniu, które jest silniejsze od… płomieni piekła. Pozwólcie na dłuższy cytat, który zredagowałem z zapisu audio:
Płomień uwielbienia jest silniejszy niż płomień zła, niż płomień ludzi o zbłąkanym i twardym sercu. Ogień ludzkiej perwersji w pierwszej chwili jawi jako duży, potrafiący wszystko zniszczyć, spalić cały świat, ale… Okazuje się, że jednak nie, że ciche modlitwy ludzi wierzących (może gdzieś zamkniętych w jakiś klasztorach, jak w przypadku św. Edyty Stein i wielu innych), ich uwielbienia uratowały świat przed płomieniem zła. Że ostatecznie nie spłonęło wszystko, że potrafi się odbudować i wrócić do normy, ponieważ ktoś zaśpiewał pieśń uwielbienia. Hans Urs von Balthasar pisał, że nigdy nie będziemy wiedzieć, kto uratował świat, co komu zawdzięczamy. Nasze uwielbienie włączone w pieśń uwielbienia całego wszechświata okazuje się silniejsze niż płomień zła. Prośmy Boga, abyśmy przeczuli potęgę prostego uwielbienia, prostego Magnificat, Benedictus, którymi rozpoczynamy i kończymy dzień. To nie jest dodatek! To jest podstawowy płomień, dzięki któremu uratujemy siebie i świat przed płomieniami, które mogą go zniszczyć; to płomień silniejszy od płomienia zła i destrukcji.
„Uratujemy siebie i świat” – mówi Grzywocz, zaś Bono już na samym końcu przywołanego utworu szepcze modlitwę: „«Save us, save us» sings the girl of Guadalupe”. Czy to ta sama Dziewczyna, której postać przeplata obrazy teledysku do ostatniego singla Street Of Dreams irlandzkiej grupy? Kto nas zatem uratuje? Przypomina mi się w tym miejscu ilustracja jednego z trzech obrazków, jakie Krzysztof przygotował na 25. rocznicę święceń – Madonna pielgrzymów (Madonna di Loreto) Caravaggio. Matka i Syn, którego Ona trzyma w ramionach i… my, zmęczeni ale szczęśliwi, klęczący pielgrzymi z brudnymi stopami u Jej stóp. Dotarliśmy, choć to był długi proces.
Błogosławione, bo ubogie
Tymczasem, kiedy jadę samochodem, z zielonej aplikacji z playlistą U2 przeskakuję do pliku, który trzy lata temu przygotowaliśmy dla Grzywoczowskiego kanału YouTube w ramach „pakietu” o modlitwie. Słucham spokojnego głosu autora z charakterystycznym „r” – z pierwszej części triady Błogosławił. Łamał. Rozdawał, którą opolski kapłan wygłosił w elbląskim seminarium w okresie Wielkiego Postu (2011 r.). Jak motto wybrzmiewa w nim fragment Ćwiczeń duchowych św. Ignacego, że oddawanie chwały Panu to nasze pierwsze zadanie: „Człowiek jest stworzony po to, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją” (CD 23, Zasada i fundament).
Od chwalenia do zbawienia droga na skróty – myślę sobie nieco z przekąsem – najlepsza metoda, aby stać się Bożym dziedzicem: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie (Mt 5,3). Ubogi, bo „u Boga”, „z Boga” – mogę nawet zapełnić stadiony, rozkręcić kolejną charytatywną imprezę, o której powiedzą w telewizji śniadaniowej, ale jeśli nie będzie „u Boga”, to… przeminie z wiatrem. Niewiele się z tego ostanie: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą” (Ps 127,1). Znasz takie doświadczenie: już nic nie jestem w stanie od siebie powiedzieć ani dać, czuję tylko pustkę? Pod koniec elbląskiej konferencji Krzysztof przywołuje historię przeoranego kapłana; tak po ludzku – przegranego. Ledwie się zebrał, aby dojść do kościoła na niedzielną mszę, ale paradoksalnie słowo, które wówczas powiedział, które wydobył ze swojej słabości i ciemności miało moc, było błogosławieństwem dla ludzi, którzy go słuchali. Dlaczego? Bo było ubogie. Było z Boga. To dobre, choć bardzo bolesne doświadczenie, które przypomina mi, że mój kształt, moje posłannictwo nie jest ze mnie, ale z Boga, że moje źródła nie są we mnie, ale w Bogu (por. Ps 87,7).
Ludzkie
Inna myśl z tego nagrania, to pytanie: czym ja mogę błogosławić – Krzysztof odpowiada, że swoim człowieczeństwem. To nie jest tylko jakiś aneks – Chrystus, wcielając się, przyjmując postać ludzką, dojrzewając przez ciche lata Nazaretu (por. św. Paweł VI) uświęca codzienny kierat współczesnego Kowalskiego. Nasza codzienność jest jak instrument, na którym Bóg gra swoją melodię, nawet jeśli ów „przedmiot” będzie sfatygowany, pobrudzony lub z gatunku „nic szczególnego”. Cierpko się słucha słów Grzywocza o księdzu, który jest… „ludzki” i zachodzę w głowę, co się z nami stało, że robimy „ochy” i „achy” wobec czegoś, co powinno być normalne. Przecież mamy błogosławić tym, co ludzkie. Naszym udziałem jest oddać to, co ludzkie. „Poprzez to, co ludzkie, idziemy do tego, co Boskie” – mówił ks. Krzysztof parafrazując św. Augustyna w sesji Wartość człowieka. Aż trudno w to uwierzyć, że ludzie bardziej zapamiętają epizod, podczas którego wikary zapyta „jak się Pani wiedzie” niż kolejną z przytupem wypełnioną arenę, gdzie będziemy głośno uwielbiać Pana. Opolski kapłan bardziej wierzył w przysłowiowy kubek wody (niekoniecznie Rosenthala) niż kolejne, perfekcyjnie zorganizowane sympozjum na temat miłosierdzia po Soborze Watykańskim II; bardziej cenił proste spotkanie z jednym człowiekiem niż zdumiewającą ilość followersów (której inni mogą tylko pozazdrościć) na Instagramie.
Przyjaciel
Tuż przed zaginięciem Krzysztof przesłał ks. Wonsowi SDS zredagowany zapis ostatniej sesji W duchu i przyjaźni, którą prowadził w Centrum Formacji Duchowej u salwatorianów. Była przygotowywana do druku. Jej treść to nieśpieszna medytacja wokół traktatu Elreda z Rievaulx Przyjaźń duchowa i koptyjskiej ikony Jezus i przyjaciel (VI/VII w.). Przypominam sobie ostatni rozdział tej niewielkiej rozmiarów książki – lub lepiej – przywołuję obraz z okładki, którego kopię wykonaną na piankowej płycie przywoziliśmy razem z żoną Basią na sesję do Krakowa: przedstawia Jezusa, który w przyjacielskim geście kładzie dłoń na ramieniu Abba Menasa. Tak na marginesie – z perspektywy lat odnoszę wrażenie, że zasługą Krzysztofa było upowszechnienie teologii samej ikony i dzieła świętego cystersa na naszym polskim poletku.
Wpatruję się w wizerunek, który wielu z nas kojarzy z Bratem Rogerem z Taizé, umieszczony po prawej stronie klęcznika – miejsca modlitwy w pokoju Krzysztofa (dziś do odtworzenia na cichej fotografii), słucham jego słów, że przyjaźń jest największym darem, jaki ofiaruje nam Chrystus – Bóg wypowiedział tylko jedno Słowo, swojego Syna: „Bóg błogosławi światu swoim Słowem. Chrystus jest błogosławieństwem dla świata – dobrym słowem”. Nasze błogosławienie ma być dobrym mówieniem na Jego wzór – Krzysztof mówił dobrze, nie nadużywał słów, raczej „mniej”, cicho, delikatnie, nawet kiedy krytykował albo przekazywał rzeczy, które „dotykały”. Mówił więcej swoim milczeniem, może najwięcej, kiedy podglądaliśmy go na modlitwie. Przypominał, że chrześcijaństwo bez spotkania z Osobą Jezusa jest jak doskonale zorganizowana winnica, ale bez najważniejszego – bez wina, jest jak moralna norma odseparowana od miłości. Zwracał uwagę, że chrześcijaństwo ostatecznie nie jest religią księgi, lecz więzi i spotkania z żywą Osobą, która nam stale błogosławi i z poziomu sług wynosi na poziom przyjaciela (por. J 15,15).
Wszak przecież przyjaźń, którą nam daje, jest „największym błogosławieństwem”.
Do posłuchania i poczytania:
- U2, COEXIST (I Will Bless The Lord At All Times?): https://youtu.be/bWGapQFwy44?si=I4u-j6kbGIMhVwEz
- K. Grzywocz, Błogosławieństwo: https://youtu.be/OGUjbTf-b3U?si=b7c6HmbpsG17R0gr
- K. Grzywocz, W duchu i przyjaźni (fragment tekstu): https://www.kskrzysztofgrzywocz.pl/pl/publikacje/teksty/item/107-w-duchu-i-przyjazni
- K. Grzywocz, W duchu i przyjaźni (fragment audio): https://www.kskrzysztofgrzywocz.pl/pl/publikacje/audio/item/11-w-duchu-i-przyjazni
- K. Grzywocz, Bądź pochwalony, Panie mój. O wracaniu do istoty rzeczy (fragment tekstu): https://wydawnictwowam.pl/prod.badz-pochwalony-panie-moj.44848.htm?sku=100693
- K. Grzywocz, Bądź pochwalony, Panie mój. O wracaniu do istoty rzeczy (zapis całości audio): https://www.kskrzysztofgrzywocz.pl/pl/publikacje/audio/item/12-badz-pochwalony-panie-moj-o-wracaniu-do-istoty-rzeczy








