Edward KABIESZ: Kilka lat temu nakręcił Pan krótkometrażową „Spowiedź”, którą można obejrzeć na YouTubie. Teraz na ekrany kin trafia Pański debiut pełnometrażowy – „Odzyskany”. Oba filmy otwierają sceny w kościele i konfesjonale. Dlaczego?
Marcin KWAŚNY: To nie jest przypadek. Wielu widzów po obejrzeniu „Spowiedzi” pytało mnie, co dalej działo się z Jankiem. „Odzyskany” jest w pewnym sensie odpowiedzią na to pytanie.
Skąd wziął się pomysł na „Spowiedź”?
Przeczytałem kiedyś artykuł o postępującej laicyzacji młodych ludzi i ogromnej liczbie odejść od Kościoła. Pomyślałem, że warto zrobić krótki film nawiązujący do tego problemu, bo taka forma najlepiej trafia dziś do młodego odbiorcy. Chciałem pokazać, że warto zostać w Kościele i przypomnieć o znaczeniu sakramentu spowiedzi. Podróżując po Europie Zachodniej, widziałem zamknięte konfesjonały, w których stały mopy i inny sprzęt do sprzątania. Ludzie przystępowali do Komunii Świętej, choć spowiedź praktycznie zanikła. To zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Powiedziałem wtedy żonie, że jeśli choć jedna osoba po obejrzeniu filmu wróci do spowiadania się, uznam to za sukces. Później otrzymywałem wiadomości od rodziców, którzy pisali, że ich dzieci rzeczywiście wyspowiadały się i zrobiły to pod wpływem tego filmu.
W „Odzyskanym” sceny – nazwijmy je: kościelne – są inne niż w „Spowiedzi”. Mniej w nich metafizyki, więcej realizmu.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








