Przez lata płaciliśmy za średnią pizzę, a jedliśmy dużą. Tę różnicę musi ktoś zapłacić – tak prezydent Nicușor Dan zapowiedział trudne reformy czekające rumuńską gospodarkę. Po wejściu w 2007 roku do UE kraj ten przeżywał okres prosperity. W ciągu 17 lat PKB per capita w Rumunii urosło z 44 proc. do 78 proc. unijnej średniej. W 2023 roku według danych Eurostatu materialny wskaźnik konsumpcji tamtejszych gospodarstw domowych wyprzedził Polskę. Spektakularne osiągnięcia zostały jednak szybko roztrwonione. Dziś wskaźniki ekonomiczne pokazują rumuńską gospodarkę jako najbardziej problematyczną w Unii. Niegdysiejszy Karpacki Tygrys ma najwyższy deficyt budżetowy (7,9 proc. PKB), najwyższą inflację (9,2 proc., zdecydowanie powyżej unijnej średniej wynoszącej 2,9 proc.) i najwyższą we Wspólnocie lukę VAT (około 30 proc.). Rozpoczęte schładzanie gospodarki sprawiło, że prognoza wzrostu PKB na ten rok wynosi zaledwie 0,1 proc. Rumunia uznała za sukces fakt, że po specjalnej sesji parlamentu przyjmującej kolejny pakiet reform agencje ratingowe utrzymały ocenę BBB-. To ostatni poziom kategorii inwestycyjnej powyższej oceny śmieciowej. Dlaczego Rumunia dostała tak mocnej zadyszki? Kto jest głównym winowajcą tego stanu rzeczy?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








